Po pokonaniu ponad 350 km docieramy nocą do następnego miejsca polowania – do leśnego obozowiska szwedzkich myśliwych i wędkarzy zbudowanego w tradycyjnym stylu. Obóz wybudowany w głębi lasu, bez prądu ale znakomicie i w sumie wygodnie zorganizowany. Przywitały nas dziesiątki małych lampek znaczących drogę w ciemnościach – zwyczaj bardzo praktyczny ale też miły, mówiący o trosce gospodarzy. Zamieszkaliśmy w drewnianej, dwuizbowej chacie z piecem opalanym drewnem. Zmęczeni, szybko poszliśmy spać – następny dzień miał być dniem relaksu ale to oznaczało wypad na ryby nad wspaniałą, dziką rzekę gdzie do tej pory nie wpuszczano zagranicznych wędkarzy. Ponieważ w okolicy kręci się sporo niedźwiedzi – spotkanie z nimi mogło być niemałym przeżyciem – na szczęście nie było. Galeria z tego dnia relaksu poniżej.
Kolejny dzień to już polowanie. Przyjechał Magnus ze swoim Kasparem, rasy norrbotten szpic, który miał już w swoim życiorysie występ w reprezentacji Szwecji na skandynawskich konkursach w polowaniu na głuszca. W takich tradycyjnych zawodach spotykają się trzyosobowe reprezentacje Szwecji, Finlandii oraz Norwegii i rozstrzygają kto lepszy w czasie prawdziwego ale prowadzonego pod okiem sędziów polowania. Ten rodzaj polowania w Polsce praktycznie nie jest znany i nigdy nie był dozwolony ani wykonywany. Polega ono na tym aby pies w czasie jesiennej wędrówki po rozległych lasach wyszukał głuszca, wypłoszył go z ziemi i po zlokalizowania drzewa na którym zapadł oszczekiwał go w specyficzny sposób, zatrzymując do czasu przyjścia myśliwego. Pies musi szczekać z dużą częstością – nie mniej niż 90 szczeknięć na minutę. Najlepsze psy szczekają nawet 120 razy na minutę. Jeżeli ptak wytrzyma na drzewie pierwsze 2 minuty potem dosiaduje nawet godzinę dając szansę na skuteczny podchód i oddanie strzału. Podejście głuszca jest niezwykle trudne i trzeba specjalnej taktyki aby odnieść sukces. Ważne jest też takie zachowanie psa aby maksymalnie odwrócić uwagę ptaka od nadciągającego niebezpieczeństwa. Strzela się kulą małego kalibru jeżeli odległość przekracza 30 metrów lub śrutem nr 2. Szwedzcy myśliwi mogą strzelać zarówno koguty jak i kury ale w czasie naszych rozmów mówili, że kury strzela się rzadko, głównie w czasie szkolenia młodych psów. Co dla nas było zaskakujące, uważają oni, że wiosenne polowanie na tokach jest nieetyczne bo jest bardzo łatwe. Gdyby się tak bez emocji zastanowić to jest w ich argumentacji sporo racji. Polowanie w szwedzkim stylu jest naprawdę bardzo emocjonujące i trudne. Myśliwy dostaje swoją szansę rzadko i musi umieć ja wykorzystać. Polowanie wymaga dobrej kondycji, umiejętności skutecznego podejścia ptaka ale przede wszystkim nie jest możliwe bez dobrego psa. O myśliwych polujących w ten sposób nasz przewodnik mówił z uśmiechem, że żyją dla swoich psów – i jest w tym sporo prawdy. Poniżej również galeria zdjęć z tego polowania. Nie udało się nam strzelić głuszca choć kilkakrotnie szczęście było blisko ale myślę, że jeszcze wrócimy do szwedzkiej kniei po królewskiego ptaka.
Dzień relaksu – wędkowanie na prawdziwie „kanadyjskiej” rzece – galeria zdjęć


Widzę że chronisz przyrodę wszędzie. Także w Szwecji.
Widzę, że zacząłeś czytać. Gratuluję!