Królewskie koguty w „Cyrance”

Przez pierwsze 15 dni grudnia w województwach śląskim i małopolskim obowiązywał zakaz polowania, a nawet poruszania się z bronią, w związku z COP24 w Katowicach. Był więc czas na załatwienie różnych zaległości, prace w łowisku i inne codzienne sprawy, ale po tym czasie przymusowego łowieckiego postu, z prawdziwą przyjemnością przywitałem ranek 16 grudnia. Tego dnia zostałem zaproszony na koguty do zaprzyjaźnionego KŁ „Cyranka”.

W moich, dostępnych na stronie, sprawozdaniach z polowań u Kolegów z „Cyranki” dominują opowieści o wspaniałych kaczych łowach, ale bywałem tam również na bardzo udanych polowaniach na koguty. W „Cyrance” poluje się na koguty systemem „w grupach”. Jak nie raz pisałem, nie jest ten sposób moim ulubionym ale w gronie sprawnych myśliwych, na dobrze zorganizowanym polowaniu, w ciekawym łowisku można miło spędzić czas. Wybrałem się z doświadczoną Gapą dla której żadna formuła polowania nie ma tajemnic.

Dzień zapowiadał się wspaniale. Przed 2 dniami, po raz pierwszy w tym roku, spadło parę centymetrów śniegu, było 1-2 stopnie mrozu, pogoda prawie bezwietrzna. Na zbiórce, w nowej łowieckiej wiacie postawionej z okazji 70-lecia koła, zebrało się 10 myśliwych. Jak to w „Cyrance” zwykle bywa, prawie każdy z nemrodów przywiózł swojego wyżła. Jedynie moja Gapa reprezentowała wyżły krótkowłose, reszta naszych psich pomocników to były psy szorstkowłose. Krótka odprawa prowadzona jak zawsze sprawnie przez Kolegę Janka, podział na 2 pięcioosobowe zespoły, przydział łowiska – i w teren. Polowaliśmy w rejonie Harmęże na pograniczu województw śląskiego i małopolskiego, na terenie zakrzewień i niewielkich lasków oraz nieużytków ciągnących się wzdłuż Wisły. Teren trudny ale jakby stworzony dla bażantów, tym bardziej, że łowiecka przestrzeń poprzecinana była niezaoranymi na szczęście jeszcze polami po kukurydzy.

Bażantów spotkaliśmy mnóstwo i choć ostatecznie na pokocie położyliśmy 27 kogutów z pewnością, przy odrobinie szczęścia i lepszej skuteczności, mogło ich być nawet dwukrotnie więcej. Co dla mnie było zdumiewające, to naprawdę doskonały stan zajęcy, których ja sam spotkałem co najmniej kilkanaście. Zaskakujące było też to, że praktycznie wszystkie były niewielkie, wyglądające jakby pochodziły z późnoletnich miotów.

Poniżej garść zdjęć które przybliżą klimat tego dnia.