Zaskakujący finał tegorocznego sezonu na koguty

W naszych stronach deszcz zaczął padać jeszcze przed Wigilią i nadal pada, a przecież jutro mamy już ostatni dzień Starego Roku. Cóż, jak mówi klasyk (-czka) – „… taki mamy klimat ..”. Klimat, klimatem ale po paru gnuśnych, świątecznych dniach i nam, i psom bardzo brakowało polowania. W sobotę ruszyłem sam z Herą nad Nieradkę i po godzinie na trokach zawisł pięknie wypracowany przez Herę kogut. Drugiego, też wspaniale podanego mi prawie na tacy przez suczkę, przeznaczyłem do dalszej hodowli – jak mawia jeden z moich znajomych. Widać, że bażanty są w dobrej formie, wędrują po całym łowisku i nie ma wśród nich nawet śladu zimowego nastroju.

Następnego dnia, już w pełnym składzie, z Maćkiem i Goranem, ruszyliśmy w odległy rejon łowiska. Pogoda jak opisana wyżej, nastrój bażantów podobny. Opolowane, doświadczone koguty parę razy nas wykiwały i wydawało się, że chyba po raz pierwszy w tym sezonie, wrócimy z pustymi trokami. Jednak św. Hubert chciał inaczej. Po wspaniałej pracy Hery, która chyba 200 metrów dochodziła cwanego koguta i na koniec, przyparła go do muru w kępie traw wspaniałą stójką, dopiąłem swego. To jednak nie wszystko. W tym samym czasie, paręset metrów dalej Maciek dochodził do twardo stojącego w stójce Gorana. Pies stał – i stał – i stał, a kogut jak nie ruszał, tak nie ruszał z gęstego w tym miejscu szuwaru. Maciek postanowił sprawdzić co się dzieje ……. Co było dalej można obejrzeć na krótkim filmiku i w ostatniej w tym wpisie galerii zdjęć.

Nad Nieradką z Herą – 29.12.2018

U źródeł Rudy z Maćkiem oraz Goranem i Herą – 30.12.2018

Szczęśliwy kogut na koniec 2018