W krainie wiecznych łowów > ALA ANITAS (Nuta)

NUTA nasz yorkshireterier

Nuta

Nuta

16 stycznia jest dniem urodzin mojej żony Lidii. Spędziliśmy ze sobą 29 lat, wychowaliśmy czwórkę już dorosłych dzieci. Na jej barkach, obok wielu innych obowiązków, zawsze spoczywała część wysiłku wkładanego w codzienne wychowanie naszych psów. Dzięki jej aktywności do naszego domu trafiły dwa spośród nich. Jej decyzja o zakupie labradorki Mufy otworzyła drzwi naszego domu labradorom, których wcześniej nie znałem, a z którymi wiąże się wiele wspaniałych wspomnień, zarówno rodzinnych jak i łowieckich. O Mufie i jej szczeniakach pisałem w innym miejscu. Czeka jeszcze wolne do wypełnienia wspomnieniami miejsce, o żyjącej z nami obecnie czarnej labradorce Bubie. Tutaj chciałem napisać parę słów o najstarszym naszym psie bo już 17 letniej Nucie, małym yorkshireterierze. Nutka trafiła do nas w czasie, kiedy mieszkaliśmy w mieszkaniu w Katowicach, ustabilizowaliśmy naszą sytuację życiową a jednocześnie nasze dzieci powoli wyszły z wieku całkowitej od nas zależności. Postanowiliśmy kupić psa, Lidka zdecydowała, że będzie to maleńki york. Po znalezieniu hodowli yorków, w której były szczeniaki spełniające nasze wymagania, wziąłem ze sobą do samochodu starszą córkę Hanię i pojechaliśmy do Aleksandrowa pod Łodzią, gdzie nasza Nutka się urodziła. Znaleźliśmy nieduży dom w rozległym ogrodzie po którym hasały liczne psy, w tym całe stado yorków. W domu hodowczyni, z każdego kąta patrzyły na nas yorki w różnym wieku zamieszkujące szuflady w szafach. Czegoś takiego nigdy wcześniej ani później nie widziałem. Gospodyni, choć wspomniała o mającym się odbyć za parę godzin ślubie jej syna, zupełnie tym nie zrażona wyjęła liczną dokumentację szczeniąt i rodziców. Pokazywała nam dokumenty psów, potem oglądaliśmy bawiące się i jedzące szczeniaki z różnych miotów. Ostatecznie Hania wybrała suczkę najbardziej aktywną przy misce z karmą. Zapłaciliśmy za pieska i pojechali do domu. Nuta rosła szybko, była miłym, wesołym i bardzo aktywnym stworzeniem. W zachowaniu typowy terier. Przeżyła z nami naprawdę kawał życia – spędzała wakacje pod namiotem na Mazurach, wyjeżdżała wszędzie tam gdzie nasze drogi prowadziły. Na dzikiej łące na Mazurach gdzie spędzaliśmy wakacje pod namiotem z całą rodzinąprzez wiele lat czuła się świetnie. Godzinami potrafiła wędrować po łące w poszukiwaniu koników polnych na które zawzięcie polowała. Spędzała z nami wieczory przy ognisku, pływała w jeziorze, słowem zupełnie nie pasowała do zwykłej yorkom roli kanapowca. W ciągu swojego długiego życia dzielnie zniosła szereg naprawdę poważnych problemów zdrowotnych. Miała kilkakrotnie operowany staw kolanowy z powodu nawracających zwichnięć, trzeba było widzieć z jaką pogodą ducha znosiła konieczność wielotygodniowego chodzenia z zagipsowaną tylną nogą. Od tamtego czasu nauczyła się sikać w przysiadzie na jedną nogę z uniesioną drugą (tą wcześniej zagipsowaną), wygląda to bardzo zabawnie. Była dwa razy ciężko pogryziona przez owczarka alzackiego znajomych. Za drugim razem o włos uniknęła śmierci, z połamanymi żebrami, odmą opłucnową i pourazową przepukliną. Urodziła cztery szczeniaki, co u psów tej rasy jest rzadkością. Ostatni szczeniak wymagał niestety cesarskiego cięcia, które jednak nie uratowało mu życia, ale które sunia zniosła znakomicie. Była świetną matką bardzo dbającą o swoje szczenięta. Nadal żyje z nami w Jankowicach i choć już jest bardzo stara trzyma się całkiem nieźle. Jest naszym „małym Nucielcem”.

Jankowice 16 stycznia 2011 r.

 PS. Odeszła Nutka nasz mały yorkshireterier, o którego historii w naszym domu pisałem w innym miejscu. Miała 17 lat a do ostatnich tygodni swojego długiego przecież życia trzymała się bardzo dzielnie. Niestety wszystko przemija, przeminęła i nasza mała Nuta. Zabrała ze sobą kawał wspomnień ze wspólnego z naszą rodziną życia. Zostawiła puste miejsce w kuchni gdzie miała swoje legowisko a gdzie wpuszczana była przez Lidkę, jako jedyny pies w naszym domu. Odeszło maleńkie stworzenie dźwigające całe życie bagaż swoich niewielkich rozmiarów, ale jak na teriera przystało ducha znacznie większego od ciała. Spoczęła pod wielkim krzakiem dzikiej róży ze swoją wielką „ciotką” Mufą i myślę, że szczęśliwa poluje na koniki polne na niebieskich pastwiskach i wyleguje się w promieniach niebieskiego słońca, co zawsze uwielbiała.

6 lipca 2011 r.

 Rodowód Nuty:

NUTA rodowód

NUTA rodowód

Więcej o Nucie: