O tradycji łowieckiej słów kilka

“Chodzi za mną” potrzeba napisania tych kilku słów od długiego już czasu. Problem jest złożony i wielowątkowy tak, że nie do końca czuję się jeszcze na siłach zmierzyć z nim, w pełnym jego wymiarze, ale ostatnio pojawiły się dwie informacje, które skłoniły mnie do napisania tego tekstu. Informacje pozornie od siebie odległe, ale jednak dotykające w istocie tego samego fundamentalnego i tylko pozornie prostego pytania; co to jest tradycja łowiecka?, jak ją rozumieć dzisiaj. Jest to też początek odpowiedzi na niełatwe pytanie; jacy my myśliwi jesteśmy, skąd i dlaczego do łowiectwa przyszliśmy? Pierwszą z tych informacji był nagłośniony ostatnio przez media wywiad z “nawróconym myśliwym”, w którym obok wielu bulwersujących nasze środowisko opinii znalazła się taka, iż tradycja łowiecka to tylko zasłona dymna dla różnych patologii w łowiectwie, słowem element oszukiwania opinii publicznej w celu ukrycia prawdziwej natury myśliwych i łowiectwa. Drugą z tych informacji jest proponowana nazwa przygotowywanego do druku pierwszego numeru kwartalnika śląskich myśliwych, którego tytuł ma kontynuować tradycję wcześniejszej publikacji ORŁ w Katowicach, opisującej koła naszego okręgu. Nazwa ta brzmi Gwarectwo Myśliwych. Zacznę od drugiej z tych informacji. Co znaczy ładnie i swojsko brzmiąca, szczególnie dla człowieka wychowanego na Śląsku, nazwa gwarectwo? Podaję za Wikipedią oraz Encyklopedią PWN;

“Gwarectwo (z niem. Gewerkschaft, z łac. communitas fovae) – Spółka eksploatująca złoża rud metali nieżelaznych, a od XVIII w. także węgla kamiennego. W górnictwie środkowej Europy było znane już w końcu XII w., w Polsce od wieku XIV. Gwarectwa zostały ostatecznie zlikwidowane w 1946 r.”

oraz za Słownikiem Wyrazów Obcych:

“Gwarectwo – w średniowieczu: cech górniczy: Gwarectwa zajmowały się m.in. zasadami wydobywania kopalin i udzielały pozwolenia na ich wydobycie.

  1. w czasach nowożytnych: spółka zawiązana przez właścicieli i udziałowców kopalń: Wszystkie kopalnie w tym okręgu należały do gwarectwa, którego udziałowcami byli przedsiębiorcy niemieccy.
  2. w Polsce w latach 90.: zjednoczenie, które zarządza kopalniami i sprawuje nadzór nad wydobyciem oraz sprzedażą węgla: Poszczególne gwarectwa miały wielkie długi wobec ZUS-u.
    niem. Gewerke ‘gwarek'”

Powstaje pytanie czy świadomie chcemy promować tę nazwę, czyli w dosyć dziwny dla mnie sposób wiązać łowiectwo na Śląsku z tradycją górniczą? Czy może nie rozumiejąc, co ta nazwa naprawdę oznacza próbujemy użyć jej, jako synonimu bractwa, wspólnoty mającej nas kojarzyć z regionem, w którym działamy? W czasie rozmów o stronie edycyjnej wydawnictwa pojawiła się propozycja, aby na pierwszej stronie kwartalnika znalazło się zdjęcie pomnika stojącego przed dawnym pałacykiem myśliwskim książąt pszczyńskich w Promnicach. Zatem “gwarectwo myśliwych” odwołujące się do tradycji łowieckich książąt pszczyńskich – to dopiero ma być konstrukcja!

W tym miejscu wracamy do pierwszej informacji. Jak to jest z tą zasłoną zbudowaną z tradycji, na rzecz oglądu nas z zewnątrz a przede wszystkim dla zamaskowania prawdy o nas. Zastanówmy się czy jednak w tym zarzucie nie ma jakiegoś źdźbła prawdy. Przykład z gwarectwem myśliwych pokazuje moim zdaniem, że używamy słowa tradycja i jej różnych elementów bardzo powierzchownie, nie rozumiejąc często ich rzeczywistej treści. Nie ma przecież jednej tradycji łowieckiej, pochodzącej z jednego źródła i pasującej do wszystkich polujących. Jest przecież tradycja łowiecka królewska, książęca czy magnacka powstająca przez stulecia i kultywowana w świecie, który za sprawą zmian historycznych dawno zniknął. Jest tradycja szlachecka może nieco nam bliższa, ale przecież i świat dworów, zaścianków oraz wszystko, co się z nim wiązało też dawno odszedł w przeszłość. W mrokach dziejów jest tradycja pogańska, ale jest też tradycja plebejska istniejąca na obrzeżach kultury łowieckiej naszych elit, która w realnej rzeczywistości jest ciągle obecna. Jest wreszcie nowoczesna tradycja łowiecka zapoczątkowana Dekretem Prezydenta Ignacego Mościckiego w grudniu 1927 r. zaraz po odbudowie Państwa Polskiego oraz co może dziwnie zabrzmi, ale tak to w istocie jest, kontynuowana Dekretem z października 1952 podpisanym przez Bolesława Bieruta, J. Cyrankiewicza i B. Podedwornego a więc luminarzy komunistycznej władzy. Zastanówmy się wspólnie, co z tej tradycji wymaga kultywowania dzisiaj, co z tej tradycji ma wartość nieprzemijającą a co powinno być zapomniane czy wręcz zwalczane. Jak zawsze najtrudniej mówi się o sprawach najprostszych, ale przed taką dyskusją, jeżeli chcemy zrozumieć sami siebie nie możemy uciekać.