Zakamarki “tradycji”

Kłótnia Hucułów

W drugiej połowie lat sześćdziesiątych, jako kilkunastoletni chłopak często towarzyszyłem Ojcu w czasie zebrań koła łowieckiego. Zebrania odbywały się zwykle w sali przedsiębiorstwa budowlanego, którego dyrektor był w owym czasie członkiem koła. Czasy to były tak różne od obecnych, że w zasadzie nie można przenosić tych obrazów na współczesność, jedno tylko tak naprawdę niewiele się zmieniło – ludzie. Były to czasy tak zwanego “radosnego łowiectwa” związanego z dobrymi stanami zarówno drobnej jak i grubej zwierzyny, symbolicznymi obciążeniami koła z tytułu odszkodowań łowieckich i tempem życia tak dalece różnym od obecnego, że czasem trudno w to uwierzyć. Cały omal wysiłek ówczesnych, znacznie mniej licznych niż współcześnie nemrodów koncentrował się na aktywnym polowaniu. Niestety nie tylko na polowaniu i o tym te parę zdań. Zebrania koła w dużej części poświęcone były rozpamiętywaniu różnych żali, uprzedzeń czy wręcz manifestowaniu wrogości pomiędzy niektórymi ich uczestnikami. Oczywiście te werbalne tylko, na szczęście igrzyska budziły wtedy moje nieopisane zdziwienie, tym bardziej, że tak naprawdę panowie toczyli bitwy o tak zwaną pietruszkę. Nie brakowało oczywiście harców przedbitewnych i całego arsenału pomówień i innych narzędzi służących uprzykrzeniu życia “przeciwnikowi”. Dzisiejsze życie i warunki funkcjonowania kół znacznie ograniczają margines dla takich działań, ale przecież ciągle liczni są chętni do bezinteresownego psucia krwi innym czy to z prostej do nich niechęci czy to w imię przemyślanego własnego interesu. Forma owych “bitew” stała się też znacznie bardziej wyrafinowana.

Dlaczego o tym piszę? W ostatnich dniach jakaś życzliwa dusza postanowiła uruchomić w Internecie mechanizm powodujący w ostatecznym efekcie przesunięcie strony psymoje.pl na odległe pozycje w przeglądarkach. Komuś “życzliwemu” przeszkadza prawdziwie po polsku dobry odbiór tego, co się na stronie dzieje przez coraz liczniejszych odwiedzających. W sumie wypada się chyba cieszyć, że krótka, bo przecież zaledwie czteromiesięczna moja aktywność wyzwala takie, bezinteresowne przecież emocje.
Jak wspomniałem na początku tego krótkiego tekstu, wiele się wokół zmieniło tylko nie my sami.