Następnego dnia po spotkaniu z kaczymi rodzinami postanowiłem zajrzeć do Lasu Baranowickiego, w którym ostatnio sporo się zmieniało za sprawą aktywności leśników. Siadłem na ambonie nr 49 stojącej na granicy wąskiego zrębu pomiędzy dwoma młodnikami. Powierzchnię zrębu porastały jałowe trawy i pojedyncze młode brzózki tak, że w sumie nie miałem dużej nadziei na spotkanie ciekawego kozła. Święty Hubert nie dał spotkania z kozłem natomiast pozwolił na zrobienie zdjęć sympatycznej danielce beztrosko wędrującej po lesie. W drodze powrotnej spotkałem kilka saren na łące – i tak minął najdłuższy dzień w roku.



Leave a Reply