Mieliśmy nie jechać ale po informacji, że bierzemy Piaskownię – pojechaliśmy w składzie Maciek, Tomek i ja.
Piaskownia na Kotlarni – przez dziesięciolecia nieszczęście naszego obwodu. Powstała pod koniec lat sześćdziesiątych, na potrzeby rozwijającego się górnictwa, kopalnia piasku podsadzkowego zajęła ponad 1000 ha najciekawszych części naszego łowiska. Piasku nie było tyle ile pierwotnie oczekiwano a wielki teren stopniowo zarastał brzozowymi i sosnowymi samosiejkami oraz pokrywał się małymi i większymi oczkami wodnymi i trzcinowiskami. Stał się przez te lata miejscem wielce tajemniczym, ciekawym łowiecko a przy tym trudnym do skutecznego opolowania. Zdarzało mi się też z niezłym skutkiem polować tam na kaczki czy piżmaki. Czasem spotyka się również bażanty. Przede wszystkim jednak Piaskownia jest ostoją jeleni i dzików i na nie mieliśmy właśnie polować.
Warto jeszcze dodać, że wkrótce teren zostanie zalany wodami rzeki Bierawki i powstanie tutaj polder służący ochronie doliny Odry, tworząc przy tej okazji wspaniały biotop dla ptactwa wodnego, czego nie mogę się już doczekać.
Dzień wstał piękny i mroźny, po raz pierwszy w tym roku. Jechaliśmy pełni nadziei na ciekawe polowanie choć musieliśmy wracać wcześniej ze względu na planowane przygotowania do chrztu mojej wnuczki Zosi.
Jeżeli mierzyć jakość polowania wielkością pokotu, to z pewnością sukcesu nie było – padł tylko, strzelony przeze mnie, cielak jelenia czyniąc mnie tym samym Królem Polowania. W pamięci pozostały jednak wspaniałe obrazy Piaskowni w zimowej szacie i one pozostaną na długo najważniejszym trofeum z tego ostatniego zbiorowego polowania w sezonie.
- Zbiórka w naszej bazie w Rudach
- Nastrój oczekiwania
- Psy też pełne emocji
- Ostatnie uwagi łowczego
- Piaskownia pod nami
- Ruszamy na stanowiska. Mnie przypadł, nomen omen, nr 1
- Idziemy skarpą wyrobiska
- Obraz z mojego stanowiska
- Jedyne trofeum tego dnia
- A w drodze powrotnej zawsze miły sercu widok!



Leave a Reply