Ostatnio “naszło” mnie na rozważania o rejonach hodowlanych. Zajrzałem do podstawowych dokumentów PZŁ i w zasadzie zbyt wiele, poza ogólnie brzmiącymi hasłami, nie znalazłem. Zacytuję; Ustawa Prawo Łowieckie – “…..
- Minister właściwy do spraw środowiska w porozumieniu z ministrem właściwym do spraw rolnictwa, po zasięgnięciu opinii Polskiego Związku Łowieckiego, określi, w drodze rozporządzenia, szczegółowy sposób sporządzania rocznych planów łowieckich i wieloletnich łowieckich planów hodowlanych dla sąsiadujących ze sobą obwodów łowieckich o zbliżonych warunkach przyrodniczych (rejonów hodowlanych) oraz sposób zatwierdzania rocznych planów łowieckich, uwzględniając zasadę optymalnego gospodarowania populacjami zwierząt łownych oraz ochrony lasu przed szkodami wyrządzanymi przez te zwierzęta. …. “
Statut PZŁ – ” … Do zadań okręgowej rady łowieckiej należy: …..
5) tworzenie kompleksowych planów rozwoju gospodarki łowieckiej na obszarze okręgu; …..
10) inspirowanie porozumień i tworzenie wspólnych przedsięwzięć, w tym również w zakresie tworzenia rejonów hodowlanych; ….”
Zasięgnąłem języka żeby dowiedzieć się jaka jest praktyka działania i z grubsza rzecz biorąc wygląda to tak; Regionalny Dyrektor Lasów Państwowych ma w swoich zadaniach obowiązek budowania wieloletnich (10-letnich) planów hodowlanych na terenie swojej odpowiedzialności a w ramach tych planów powołuje Rejony Hodowlane oraz ich Koordynatorów, uzgadnia to z ZO PZŁ, choć właściwiej byłoby zapewne powiedzieć – informuje o tym ZO PZŁ. Na tym w zasadzie aktywność Rejonów się kończy, jeżeli nie liczyć spotkań 1 raz w roku z przedstawicielami kół, spotkań raczej o charakterze informacyjno-dyskusyjnym.
Jednym słowem, układ typowy – miejsce ogólnikowych zapisów w aktach wyższej rangi wypełnia życie fasadowymi działaniami na dole. Być może istnieją gdzieś, w przepastnych szafach Regionalnych Dyrekcji LP, regulaminy Rejonów Hodowlanych opisujących precyzyjnie ich zadania i rolę w systemie. Być może też, istnieją podobne zapisy określające zadania i kompetencje Koordynatorów ale znając realia, wątpię. Jeżeli nawet istnieją, to w żaden widoczny sposób nie przekładają się na realne działanie.
Areał życiowy jelenia i dzika wynosi zwykle kilkadziesiąt tysięcy hektarów, przekraczając zawsze powierzchnię największego nawet obwodu łowieckiego. Zrozumiałe jest więc dążenie do budowania systemu gospodarowania tymi populacjami na większym terenie. Trudniej to zrozumieć w stosunku do populacji sarny czy daniela, które zadowalają się znacznie skromniejszym areałem życiowym. Nie w tym jest jednak podstawowy problem. Podstawowym problemem jest fasadowość systemu, który powinien być ważną częścią gospodarowania populacjami zwierzyny grubej. Fasadowość ta jest jednocześnie narzędziem dla przeniesienia rzeczywistych decyzji o wielkości pozyskania zwierzyny grubej na nadleśniczych, co więcej, decyzje te nie mają zwykle żadnego związku z mitycznymi planami wieloletnimi i co więcej też, nie są budowane na merytorycznych podstawach a raczej na odgórnych wytycznych czy głębokim przekonaniu zarządcy nadleśnictwa.
Popatrzmy na problem od strony łowieckiej a więc od strony ustawowo i statutowo zapisanych zadań dla całego Związku ale przede wszystkim dla zadań okręgowych rad łowieckich. Do nich należy m.in. budowanie, zgodnie z par. 127, pkt. 5 Statutu PZŁ, kompleksowych planów rozwoju gospodarki łowieckiej na terenie okręgu. Z takiej perspektywy rejony hodowlane powinny być ważnym narzędziem działania, a więc również zainteresowania władz okręgu PZŁ i kół łowieckich. Dlaczego tak się nie dzieje? Dlaczego rejony hodowlane nie są wbudowane w strukturę organizacyjną i decyzyjną PZŁ?
Rejony hodowlane – podstawowe zalety;
- stworzenie mocnej i równoważącej potencjał stron (ALP vs PZŁ) płaszczyzny, dla wypracowywania stanowiska o kierunkach i bieżących zasadach gospodarowania w rejonie. Podobne konsensusy budowane są np. w Szwecji gdzie na takiej platformie spotykają się właściciele lasów (w dużej części prywatnych w Szwecji),władze samorządowe i myśliwi,
- możliwość wypracowania, wiążących dla stron, zasad gospodarowania w zgodzie z aktualną sytuacją w rejonie – wielkość szkód w lesie i na polach, struktury populacji, ich jakość itp.,
- zbudowanie wspólnej dla rejonu polityki odnośnie przeciwdziałania szkodom łowieckim a nawet wspólne ich rozliczanie.
Rejony hodowlane – podstawowe trudności;
- zbudowanie pozycji strony łowieckiej w oparciu o kompetencje i aktywność jej reprezentantów, co wynika z doboru zarządzających kołami w oparciu o „czysto” demokratyczne kryteria, w miejsce kryteriów merytorycznych,
- trudność w wypracowaniu wspólnego dla kół rejonu stanowiska, wynikająca ze słabej integracji środowiska ponad kołami i istnienia realnych konfliktów interesów,
- niechęć leśników do przyjęcia partnerskiej roli myśliwych w decyzjach merytorycznych,
- słabość okręgowych rad łowieckich i łowczych wojewódzkich w budowaniu aktywności środowiskowej powyżej kół łowieckich
Z pewnością jest tak, że wymienione punkty daleko nie wyczerpują katalogu zarówno korzyści jak i trudności w skutecznym funkcjonowaniu rejonów hodowlanych. Aktualnie obowiązujące wieloletnie plany hodowlane, tworzone przez Regionalne Dyrekcje Lasów Państwowych, kończą swój żywot z ostatnim dniem 30 marca 2017 roku jest więc sporo czasu na dyskusję tego ważnego tematu.


Witam Panie Zbigniewie,
z mojego punktu widzenia odpowiedz na Panskie pytanie powinna brzmiec: W obecnej rzeczywistosci rejony hodowlane sa fatamorgana.
Przede wszystkim owo mgliste “umocowanie” prawne, no i naturalnie oddolna niechec do eksperymentow, na ktore nakladaja
sie obowiazujace zasady gospodarowania lowieckiego – niezbyt przydatne w tym kontekscie. Kontraproduktywne nawet.
Po prozaiczny brak “technicznych” instrumentow “sterowania” rejonem hodowlanym, ktory polega wlasciwie na sterowaniu ludzmi.
Przyszlosc pokaze. Choc oddolnych inicjatyw tu raczej byc nie powinno.
Na marginesie – arealy osobnicze jelenia sa stosunkowo niewielkie. W duzych kompleksach lesnych lanie korzystaja przez caly
rok z obszaru 300 – 800 hektarow, byki od 3000 do 5000 ha (10 000 ha) to sa wielkosci regionalnie dosc plynne, zwiazane
z “trzema porami jeleniego roku” i resztkami ewentualnych migracji, ale one sa duzo mniejsze niz w powszechnej – mysliwskiej
opinii, opartej u nas w duzej mierze na opowiesciach przyogniskowych.
(w internecie jest sporo na ten temat w jezyku angielskim i niemieckim – kiedys napisalem artykul dot. tej problematyki dla BL)
Nie chodzi jednak o “zarzadzanie” na terenie rejonu hodowlanego “ta” lania czy “tym” bykiem korzystajacych z mniejszych lub wiekszych arealow lecz o “zarzadzanie” wszystkimi osobnikami w obrebie jakiegos arbitralnie zdefiniowanego “makroregionu”
Z tego wzgledu ten aspekt nie ma raczej zasadniczego znaczenia.
Jelenie, dziki to jedno, jednak w odniesieniu do perspektywicznego zarzadzania populacja losia, czy tez ambicjach do wziecia udzialu
w regulacji populacji duzych drapieznikow (wilk) te rejony hodowlane sa wlasciwie nieodzownymi. Ale ich jako takich nie ma i zapewne niepredko sie pojawia. Jesli juz, to na pewno nie w strukturach, na ktore PZL bedzie mial jakis aktywny wplyw.
Z mojego (jak zawsze pesymistycznego) punktu widzenia….
pozdrawiam
Optymistę zawsze trochę irytuje postawa pesymisty więc muszę się z kilkoma rzeczami nie zgodzić.
Co do areałów życiowych, chodzą mi po głowie dane niemiecki wspominające (Vogel o ile pamiętam?) o około 50 tys. ha jako areale życiowym jelenia. Poszukam a jak znajdę to przywołam dokładnie. Sam poluję w kompleksie mającym pewnie około 30 tys. ha (moje koło ma oczywiście niecałe 7 tys.) ale widzę co się dzieje w populacji w zimie przy polach pokrytych rzepakiem czy jesienią przed rykowiskiem. Wątpię bardzo czy da się te kilkaset ha obronić w realu. Nie to jest jednak ważne – jeżeli jest to nawet 500 ha to i tak nie ma to znaczenia gdyż przecież areał na którym powinno się prowadzić politykę populacyjną to raczej areał kompleksu leśnego a nie sumy takich czy innych obwodów w jego wnętrzu.
Kolejna sprawa – udział kół łowieckich i ZO PZŁ w decyzjach związanych z rejonami. Albo PZŁ jest odpowiedzialny za praktyczną realizację zadań łowiectwa albo nie jest, albo myśliwi płacą za szkody albo nie płacą. Trzeba się na coś zdecydować. Obecna konstrukcja wieloletnich planów zarządzanych przed regionalnego dyrektora lasów i roczne plany deklarowane przez myśliwych i “nadzorowane” przez nadleśniczych, to paranoja. Niby nadleśniczowie mają strzec realizacji celów wieloletnich a tak naprawdę strzegą własnej dupy (za przeproszeniem) i nawet planów wieloletnich nie znają. Próba stworzenia budowli gdzie “mądry” urzędnik zarządza a “głupi” myśliwy robi, to nic innego jak model zachodni łowiectwa.
Jak to praktycznie działa widzieliśmy przy podlaskich dzikach. Urzędnik marzy jedynie o dupochronie a zadanie czy końcowy efekt go nie interesuje. Co za cymbał doprowadził do ograniczenia odstrzału dzików na Podlasiu? Na szczęście kolejny cymbał planujący depopulację jest znany z imienia i nazwiska, tylko co z tego, jak obie decyzje są tylko inną formułą dupochronu. To co jest potrzebne to system kształtujący racjonalne a nie polityczne czy “dupochroniarskie” decyzje. Nie widzę takiego system bez udziału w nim przedstawicieli PZŁ a przede wszystkim bez zbudowania katalogu zasad i celów. Tak na marginesie, populacją wilka, rysia, bobra … zarządza Państwo. Jestem niezwykle ciekaw jak zdaniem Kolegi wygląda jakość tego zarządzania (czy ono w ogóle jest?). To jest obok zarządzania dzikami na Podlasiu dobry test proponowanego systemu.
Rozgadałem się ale tak naprawdę problem polega na tym, na ile jesteśmy w stanie stworzyć system zarządzania populacjami zwierząt dziko żyjących, w tym łownych, w skali makro. Czy jesteśmy w stanie zbudować mądry i skutecznie działający system budujący relacje człowieka ze światem zwierząt w skali makro.
W tej sprawie jestem pesymistą gdyż zarządzający Polską, regionem, województwem mają słabą zdolność do myślenia w skali makro. Co więcej, wszelkie formy myślenia politycznego w dzisiejszym wydaniu zabijają myślenie w skali makro.
Witam Panie Zbigniewie, watpi Pan ?
“Wątpię bardzo czy da się te kilkaset ha obronić w realu.”
M.in. tutaj ma Pan “real” :
http://tu-dresden.de/die_tu_dresden/fakultaeten/fakultaet_forst_geo_und_hydrowissenschaften/fachrichtung_forstwissenschaften/institute/forstbotanik/zoologie/forschung/Laufend/berichte_zum_download/schalenwild_wolfsgebiet_oberlausitz.pdf/bericht_schalenwildforschung_im_wolfsgebiet_2007-2010.pdf
Polecam strone 39 Ilustracje nr. 20.
Co do metodyki :
Widoczne sa arealy osobnicze jelenia byka – H01 i lani T02 z okresu dwoch lat (2008 i 2009). Obydwa zwierzeta wyposazone byly
w nadajniki. Technologia GPS/GSM pozwala na ustalenie co godzine pozycji nadajnika z dokladnoscia do kilku metrow. Co 8
dni czestotliwosc przesylania danych byla redukowana do 15 minut . W czasie polowan zbiorowych takt przesylania danych wynosil
5 minut.
To, co Pan widzi na ilustracjach to sa wyniki analizy uzyskanych w ten sposob danych przy pomocy roznych metod.
Zolta linia – MCP 100 – stosunkowo prosta metoda polegajaca na polaczeniu zewnetrznych lokalizacji linia obejmujaca areal skad
pochodzily wszystkie lokalizacje.
Caly 2008 rok ten byk spedzil na obszarze 3258 hektarow, W 2009 “nie wychylil nosa” poza 2634 hektary.
Lania T02 – ktorej nadajnik dostarczyl danych z dwoch lat przebywala przez pierwszy rok na terenie 1011 hektarow a w nastepnym
na obszarze 1300 hektarow. – w tym samym rejonie.
Niebieska linia to wynik analizy danych przy pomocy metody Kernela – to sa arealy na ktorych dany osobnik spedzil 95 % czasu –
skad pochodzi taki % przesylanych pozycji. – wielkosci te podane sa na poszczegolnych grafikach. Praktykowana jest jeszcze
jedna metoda analizy – odrobne bardziej skomplikowana ale precyzyjniejsza. Jednak to przekracza ramy tej dyskusji.
W tym opracowaniu M. Nitze wspomina tez o mechanizmie tworzenia sie duzych chmar jelenia – pozornie stojacym w przecznosci z
ze stosunkowo niewielkimi arealami osobniczymi poszczegolnych indywiduow.
Takich opracowan z terenu Niemiec jest co najmniej kilkadziesiat. Istnieja tez polskie. W tej chwil prowadzone sa co najmniej dwa
projekty z telemetria jelenia. Jeden nawet “o rzut beretem” od Panskiego obwodu. To nie sa zadne tajemnice. tak samo jak
to, ze np. w jednym z projektow na polnocy Niemiec mlody byk, “rekordzista” zaliczyl 100 000 hektarow. Potwierdzajac tym wyjatkiem
regule brzmiaca iz jelenie korzystaja z malych arealow osobniczych, determinowanych sezonowoascia i warunkami srodowiskowymi.
Proste.
Problem polega na tym, ze z perspektywy jednego obwodu, nawet calego kompleksu lesnego, bez srodkow technicznych “podgladamy” te zjawiska jak “przez dziurke od klucza”,. I stad sie biora “opowiesci przyogniskowe”, Determinujace zarowno
poglady wiekszosci mysliwych, jak i niektore decyzje polityczne w zakresie zarzadzania populacjami zwierzat lownych.
Jaka role odgrywa w tym PZL ?.
Przed swietami kilku czlonkow Komisji Hodowlanej przy NRL zrezygnowalo z udzialu w jej pracach. Tak sie przypadkiem sklada, ze wiekszosc z nich bardzo dobrze znam. Z mojego punktu widzenia wypada ubolewac nad ta rezygnacja. Ubolewac nie z
tego powodu ze miala miejsce, tylko z tego powodu ze tak pozno, bo dopiero teraz nastapila.
Pozytywym – z mojego punktu widzenia – jest to, iz dzialania PZL w zakresie zarzadzania populacjami zwierzat lownych zawieraja
wiele akcentow humorystycznych. I to kaze /wyjatkowo/ z optymizmem patrzec na przyszlosc.
pozdrawiam serdecznie
daka
PS.
Autor tego projektu M. Nitze prezentowal jego wyniki tez podczas kilku pobytow w Polsce, przed gremiami zainteresesowanymi
zarzadzaniem populacjami zwierzat kopytnych. Bez udzialu “PZL”. …………………”Bo po co im to ?”
Nie widzę żadnej sprzeczności tych danych z tym co napisałem. Tak dla wyjaśnienia – badania telemetryczne prowadził na terenie mojego obwodu, przed paru laty doc. Borkowski z kolegami z IBL. Tak się składa, że wtedy byłem prezesem koła i trochę z nimi wtedy rozmawiałem o wynikach, zresztą dostępnych publicznie. Nie wydaje mi się żeby wspomniany byk rekordzista był wyjątkowym wyjątkiem. Ale przecież nie w tym rzecz. Zakładając nawet 3000 ha średniego areału pojedynczego osobnika to proszę opisać areał życiowy 100 osobników żyjących na powierzchni 6000 ha. Ciekawy jestem wyniku tych obliczeń. Wracamy do kompleksu leśnego jako minimum potrzebnego do prowadzenia gospodarki populacją. Inaczej się nie da.
Co do Komisji NRŁ też żałuję, choć szczerze mówiąc, do prawdziwego szczęścia brak mi listy rozbieżności. Powodem rozejścia się była oczywiście metodyka pracy a nie owa lista ale bez niej trudno będzie widzieć racje stron inne niż osobiste emocje.
Jak zawsze serdecznie pozdrawiam
Wracając jeszcze do jeleni. Warunki naturalne Niemiec i Polski różnią się na tyle, że warto opierać się o polskie badania, nie zamykając oczywiście oczu na niemieckie.
Dr Borowski chyba ?. Panski imiennik ?
On wlasciwie sie zajmuje czyms innym, ale przy okazji dowiem sie co za “wyscigowe” jelenie u Was chodza.
Jesli chodzi o jelenie to one miedzy Atlantykiem i Uralem prowadza taki sam tryb zycia, z ktorym zwiazane jest wykorzystanie przestrzeni
to sa “trzy pory jeleniego roku” – wiosna/lato – rykowisko . pozna jesien/zima i z tego oraz system roznych zachowan socjalnych obu plci z ktorego rezultuja wzorce w korzystaniu z arealow osobniczych.
“warunki polskie czy niemieckie” nie odgrywaja tutaj zadnej roli. Raczej “lokalne” – w przypadku projektu z linku specyfika polegala
na tym, ze czesc arealow osobniczych stanowila tam powierzchnia poligonu z niska antroporesja i niska presja lowiecka.
W drugiej fazie tego samego projektu , ktora jeszcze nie jest publikowana zostaly odlowione i wyposazone w nadajniki 22 jelenie
oraz oznakowano 29 cielat – nieco dalej na poludnie, w lasach gospodarczach, bezposrednio nad granica z Polska , praktycznie w identycznych warunkach jak w Borach Dolnoslaskich. I tam tez zadnych cudow nie bylo. W zwiazku z ryzykiem odstrzelnia wyposazonych w nadajniki zwierzat, znaleziskach osobnikow oznakowanych konieczna byla wymiana informacji ze strona polska.
W czasie trwania tego projektu ZADEN z jeleni z pracujacymi nadajnikami nie oddalil sie wiecej niz “normalne” pare kilometrow.
Zaden nie przeszedl Nysy ani nie bylo znalezisk, badz odstrzalu oznakowanych osobnikow.
Zupelnie inna sytuacja moze miec miejsce w przypadku zasiedlania przez jelenie mozaiki polno lesnej z malymi kompleksami lesnymi
gdzie te zwierzeta realizuja ten sam tryb zycia jednak na wiekszych arealach jednostkowych. Do tego dochodzi wplyw antropopresji,
ktory powoduje w pewnych okresach (grzybobranie) dosc istotne przesuniecia……
“Rekordzisci” to osobniki mlode, z reguly byki, ktore potrafia dosc dalego zawedrowac……
Ale na te te tematy nie ma sensu w zasadzie dyskutowac ……..nie mamy recepty na rozsadne rozwiazania problemu rejonow
hodowlanych i nie bedziemy mieli. Zreszta – jesli do tej pory zarzadzanie jeleniem oparte jedynie o rogi, obwod i dwururke nie spowodowalo zadnej wiekszej, namacalnej katastrofy to nie ma najmniejszego powodu komus czegos udawadniac, badz do czegos
przekonywac. Bo po co ?
Komisja, jak komisja. Jak jedni nie chca to znajda sie inni.
pozdrawiam
daka
Jednak parę słów komentarza. Po pierwsze, dobrze pamiętałem, nie Borowski i nie mój imiennik ale Jakub Borkowski (http://www.ibles.pl/-/wplyw-srodowiska-lesnego-na-populacje-jeleniowatych-w-warunkach-restytucji-lasu-po-wielkoobszarowym-pozarze-jakub-borkowski). To dla prostego sprostowania. Nie wiem co się z tym Panem obecnie dzieje ale wtedy pracował w IBL-u.
Czy warunki środowiska mogą mieć wpływ na areał życiowy jelenia? Nie moje to poletko ale z myślenia to nie zwalnia. Podam skrajne przykłady – Pomorze Zachodnie, Alpy, Mazury, Bieszczady i niech będzie ten Ural. Czy na pewno areał życiowy jelenia na tych obszarach jest podobny? Metodycznie na rzecz patrząc, można mieć co najmniej wątpliwości.
Wrócę jednak do rejonów hodowlanych. Obecna konstrukcja jest czystą fikcją ale to nie oznacza, że planowanie i gospodarowanie populacjami na większej powierzchni nie mają sensu, w moim pojęciu mają. Problem tylko w kompetencji planujących, ich zdolności do szerokiego i pozytywnego patrzenia na sprawę. Czy doszło by do wybicia łosia w Polsce gdyby istniał skutecznie działający system zarządzania, w miejsce ministerialnego jedynowładztwa? A może sławna już dzisiaj depopulacja, takiego czy innego gatunku, ma sens? Z punktu widzenia Pana Ministra zamyka sprawę!! Przywołam przykłady z drugiego skraja – planowany wielokrotnie zakaz polowania na zające i kuropatwy. Skala braku wyobraźni jest przerażająca ale właśnie dlatego potrzebny jest system. Zapewne można sprawy polskie zostawić górnikom zakładając, że władza sobie nie radzi tylko po co, w takim razie, taka władza?
Witam.
W IBL – u kopytymi zajmuje sie w tej chwili wlasnie wspomniana osoba – stad moje przypuszczenia.
Jesli idzie o panska uwage dot. “arealow zyciowych ” to napisalem ze:
“Jesli chodzi o jelenie to one miedzy Atlantykiem i Uralem prowadza taki sam tryb zycia, z ktorym zwiazane jest wykorzystanie przestrzeni”.
Ten “tryb zycia” = trzy fazy:
A. wiosenno – letnia = lanie przystepuja do rozrodu , tworzac “podstawowa jelenia komorke rodzinna”, lania/cielak/lanka(szicak – rzadko) , by pod koniec lata laczyc sie chmary skladajace sie z dam plus potomstwa mlodszego i starszego.
Byki w lecie zaczynaja sie zbierac przebywajac w grupach “jednoplciowych”, ktore pod koniec lata zaczynaja sie rozpadac.
Na pewno Pan powyzsze obserwowal setki razy……
B.rykowisko = wiadomo, spotkanie – zwierzeta sciagaja w te rejony z ostoji letnich
C.pozna jesien/ zima = lanie pozostaja miedzy soba, byki dochodza “do siebie” , dolaczaja do nich ew. tworza wlasne grupy –
jedno i drugie nie powinno byc tajemnica – koniec zimy to rozpad tych struktur.
Z okresami A,B i C zwiazane jest przebywanie na roznych arealach – ostoji letniej, terenie rykowiska i ostoji zimowej.
Fazy jeleniego roku nie pokrywaja sie z kalendarzowymi.
Jesli roczny areal OSOBNICZY lani wynosi 1000 ha – jak w przykladzie, to oznacza, ze ona na tym obszarze miala ostoje letnia –
wychowala cielaka. Byla na rykowisku , ktore odbylo sie na terenie tego 1000 ha i chmara do ktorej sie przylaczyla miala
swoja ostoje zimowa rowniez na tych 10 km2. Proste.
Podobnie z bykami, choc wiekszy areal wiaze sie u nich z nieco innymi zachowaniami.
W zaleznosci od tego jak daleko leza od siebie te punkty A B C – w gorach ostoje letnie i zimowe oddalone sa czesto o kilkanacie
kilometrow – arealy osobnicze sa wieksze albo mniejsze.. Schemat – czyli tryb zycia jest ten sam.
W odniesieniu do naszych praktych i “zarzadzania” jeleniem przy pomocy dwururki z poziomu obwodu oznacza to,
czasami inne jelenie sie liczy wiosna – inne widzi (albo nie widzi) latem – jeszcze inne strzela na rykowisku, a zupelnie inne
pozna zima. Dotyczy to szczegolnie bykow. Jelenie, ktore latem “narozrabiaja” robiac szkody moga byc jesienia, zima
w zupelnie innym miejscu.
W wiekszej skali to sie jakos “wyrownuje” ale z poziomu jednego obwodu moze byc dosc problematycznym – lokalnie
dosc istotnie sie rozniac. Choc jelenie wcale nie chodza “przypadkowo” po calym lesie jak glosza madrosci gloszone
w opowiesciach przyogniskowych.
Jesli idzie o rejony hodowlane – z reka na sercu….Czy tak naprawde kola chca, zeby ktos “ingerowal” w ich gospodarke i
dyktowal co, kiedy i gdzie maja albo moga pozyskac ?
Tutaj sa chyba jelen z losiem pogrzebane
pozdr
daka
Dzięki za obszerne wyjaśnienie. Ja rzecz rozumiem podobnie. Z kołami jest tak, że są bardzo różne ale niezależnie od tej różności widzą świat bardzo wąsko i interesownie, z czego zresztą trudno im robić duży zarzut. Integracja aktywności kół, wokół różnych szerszych zadań jak np. rejony hodowlane, to jest rola okręgowych rad łowieckich zapisana w statucie PZŁ. Problem oczywiście w tym, że tej roli one nie grają. Na szczęście świat byłby nudny gdyby był doskonały.
Pozdrawiam.
PS. Tak sobie myślę, że byłoby ciekawie spotkać się kiedyś na polowaniu