Zapraszam na pierwszy z cyklu, artykuł dotyczący polowania z wyżłem na ptactwo.
Z wyżłem na ptactwo – niedoceniana wartość polskiego łowiectwa
Część I – Warunki
W powszechnym przekazie w Polsce dominuje opinia, że nie ma na co u nas polować z wyżłami, stąd postępuje i będzie postępował zmierzch tej grupy psów myśliwskich. Czy polska rzeczywistość łowiecka naprawdę skazuje na marginalizację polowania z wyżłami czy może, jak to często bywa, nie potrafimy dostrzec wartości tego polowania oraz potencjału naszych łowisk, zagonieni wykonywaniem planów odstrzału dzików czy jeleni, będących podstawą egzystencji większości kół łowieckich?
Jestem członkiem Polskiego Związku Łowieckiego od 1972 roku, a więc już ponad czterdzieści lat. Wcześniej, przez wiele lat młodości „przed łowieckiej” brałem udział w polowaniach Ojca, aktywnego myśliwego, wieloletniego Łowczego Wojewódzkiego w Katowicach, w czasach gdy istniały jeszcze „wielkie województwa”. Ojciec aktywnie polował zarówno na grubą jak i na drobną zwierzynę, jednak jego prawdziwą pasją było polowanie z legawcem. W ówczesnym województwie katowickim były wspaniałe stany kuropatw i kaczek oraz całkiem dobre bażantów, stąd w moich młodzieńczych wspomnieniach łowieckich dominują obrazy z sierpniowych kaczek, wrześniowych kur i jesiennych polowań na koguty. Tak się do tego szczęśliwie złożyło, że koło w którym polowałem i poluję do dnia dzisiejszego, grubą zwierzyną stoi, więc i ta, „druga noga” łowiectwa była i jest częścią mojego łowieckiego życia. Dlaczego o tym wspominam? Ano dlatego, aby pokazać, że to o czym chcę napisać jest dobrze zakotwiczone w łowieckiej rzeczywistości Polski w ostatnich dziesięcioleciach. Z moimi wyżłami miałem też szansę zapolować w łowiskach ukraińskich, białoruskich czy szwedzkich, a udział w konkursach za granicą, był okazją do zobaczenia wielu łowisk niemieckich, austriackich, czeskich czy słowackich. Jest więc również punkt odniesienia dla sytuacji na naszym krajowym podwórku.
Najpierw parę liczb, przy pełnej świadomości tego, że wszelkie statystyki, w tym łowieckie, są tylko pewnym przybliżeniem rzeczywistości, a nie jej wiernym obrazem. Zgodnie z opracowaniem Stacji Badawczej PZŁ w Czempiniu za sezon 2014/2015 oraz początek sezonu 2015/2016 stan bażanta, kuropatwy i dzikiej kaczki oraz ich pozyskanie kształtowało się w obwodach dzierżawionych w następujący sposób:
Plan na 2014/2015 Pozyskanie Stan 30 marzec 2015 Plan na 2015/2016
1. Bażant 170178 80899 483956 176987
2. Dzika kaczka 265868 101545 – 260141
3. Kuropatwa 8300 799 272450 7517
Jak to pozyskanie rozkładało się w poszczególnych województwach, bo tak konstruowana jest statystyka? Nie chcę czytelnika zanudzać nadmiarem szczegółów, wymienię więc jedynie w kolejności te województwa, gdzie pozyskanie bażanta i kuropatwy było największe. Liderem jest z pewnością Małopolska, potem kolejno mamy województwa świętokrzyskie, śląskie, łódzkie, mazowieckie, wielkopolskie, lubelskie i podkarpackie. Jednym słowem, centralna i południowa oraz południowo-wschodnia Polska. Pozyskanie dzikiej kaczki rozkładało się na całą Polskę, choć tutaj również wymienione wyżej województwa były w ścisłej czołówce.
Czy to dużo czy mało? Najpierw pytanie czy podane liczby wiernie opisują rzeczywistość? Wydaje mi się, że raczej nie, i szczególnie jeżeli chodzi o bażanta i dziką kaczkę są zaniżone. Zarówno jeżeli chodzi o wielkość inwentaryzacji, ale przede wszystkim, jeżeli chodzi o wielkość pozyskania. Trzymajmy się jednak tej statystyki. Jeżeli przyjmiemy bardzo szacunkowo, i chyba raczej na wyrost, że wynik ten powstaje dzięki zaangażowaniu w polowanie na wymienione gatunki ptactwa łownego 20%, spośród wszystkich polujących w Polsce, to na 1 myśliwego przypada średnio pozyskanie 8 sztuk w sezonie. Jeżeli potrafilibyśmy zrealizować założony plan odstrzału, to ta liczba zwiększa się do 16 sztuk/myśliwego w sezonie. Mówimy tutaj o wartościach średnich, co jak wiadomo, nie opisuje bardzo różnych warunków w poszczególnych kołach czy okręgach łowieckich. Znam wiele kół na południu Polski, gdzie strzela się od 200 do 800 bażantów w sezonie, a pojedynczy myśliwy ma na rozkładzie po kilkadziesiąt ptaków. Nawet w moim kole, gdzie strzelamy do 150 kogutów w sezonie, pozyskanie koncentruje się głównie w rękach tych, którzy mają sprawnie pracujące, dobrze ułożone psy, a są to pojedyncze osoby.
Czy mamy na co polować z wyżłem w Polsce, zakładając głównie jego wielostronne wykorzystanie, a więc pracę jedynie w polu i na wodzie? Liczmy dalej. Jeżeli w planie odstrzału na 2016 r. mamy przewidziane pozyskanie 444 545 (czterysta czterdzieści cztery tysiące 545/1000) sztuk ptactwa to zakładając, że każdy z naszych wyżłów podniesie średnio 20 sztuk w sezonie, potrzebujemy 22 tysiące psów! Pytanie, które powinniśmy sobie raczej postawić brzmi więc tak – czy mamy dostateczną ilość ułożonych do polowania na ptactwo wyżłów? Tego niestety nie wiemy, gdyż nie są prowadzone żadne prawdziwe statystyki tego rodzaju, co jak wiadomo, wynika m.in. z braku kryteriów pozwalających takie statystyki prowadzić. Jeżeli zajrzeć do wykazu wydanych certyfikatów użytkowości, który jest prowadzony przez Związek Kynologiczny w Polsce na potrzeby wystaw, w oparciu o wyniki z konkursów prowadzonych przez PZŁ, to znajdziemy w wykazie za 2014 r. 37 wyżłów, z których jedynie 15 uzyskało dyplom na konkursie wielostronnym oceniającym przygotowanie psa do praktycznego polowania. Komentarz raczej zbyteczny.
Wróćmy do pytania postawionego na początku – czy mamy na co polować z wyżłem w polskich łowiskach? Prosta odpowiedź brzmi – tak, mamy. Problem, z mojej perspektywy, mamy zgoła inny, a mianowicie, dlaczego nie mamy dostatecznej ilości ułożonych do polowania na ptactwo wyżłów?, dlaczego nie potrafimy skutecznie z nimi polować?, i wreszcie, dlaczego tak mało na ten temat rozmawiamy?
Jaki mamy punkt odniesienia? Proponuję najprostszy z możliwych – sąsiedzi. W Niemczech, w poprzednim sezonie, 370 tysięcy niemieckich myśliwych, mających do dyspozycji dziesiątki tysięcy psów o sprawdzonych cechach użytkowych, strzeliło nieco ponad 80 tysięcy bażantów (dane ze strony internetowej DJV). Tak, tak nie mylę się. Proszę sobie wyobrazić, że corocznie na niemiecki rynek trafia 1200 szczeniąt wyżła niemieckiego krótkowłosego i trzy razy tyle wyżłów szorstkowłosych, nie licząc innych ras wyżłów, też chętnie wykorzystywanych w niemieckich łowiskach. Tymczasem, w niemieckich, czeskich i słowackich łowiskach poluje się głównie na wolierowego bażanta i to na obszarze miniaturowych łowisk i nasi południowi i zachodni sąsiedzi pomarzyć jedynie mogą o możliwościach, które dla prawdziwego miłośnika polowania z legawcem stwarzają polskie obwody, zarówno jeżeli chodzi o ilość ptactwa łownego, jego jakość ale też warunki do polowania wśród rozległych przestrzeni łowisk. Warto pokazywać tą wartość polskiego łowiectwa, warto również cierpliwie uczyć młode pokolenie myśliwych polowania z legawcem na ptactwo, odbudowując zanikającą już niestety tradycję. W następnym tekście opowiem o swoim doświadczeniu z polowania z wyżłem na bażanty.



Panie Zbigniewie – po pierwsze , jak dlugo Pan jeszcze bedzie pociskal te bzdete o polowaniach na bazanty wolierowe w Niemczech ?. To sie robi nudne. Jak w refleksie psa Pawlowa pociska Pan to od poczatku naszej znajomosci. Powoli zaczynam watpic…..Tego po prostu tam robic nie wolno. Polowanie na ptaki/zwierzeta introdukowane/reintrodukowana podlega restrykcjom polegajacym na tym ze : (Verboten ist) ” 18. eingefangenes oder aufgezogenes Wild später als vier Wochen vor Beginn der Jagdausübung auf dieses Wild auszusetzen.”
Co oznacza, ze w ciagu 4 tygodni po wypuszczeniu do lowiska zasiedlanych zwierzat nie wolno na ten gatunek w tym lowisku polowac.
(gdyby podobna regulacja obowiazywala w Polsce to PZL by splajtowal – a jego OHZ-ty – w 100%).
Podajac te statystyki z rozkladem 80899 bazantow w Polsce zapomina Pan dodac, ze w tym samym roku zasiedlono polskie lowiska bazantami hodowlanymi w liczbie 110 207 sztuk……..Wiecej wypuszczamy niz strzelamy……
Temat ktory Pan porusza – niezaleznie od powyzszego wtretu jest jednak interesujacy. Choc lepszym punktem odniesienia do polowania na pioro sa aktualne rozklady slonki i kuropatwy. Rzecz jednak nie w lowiskach, nie w swietym modelu, zwierzynie drobnej czy psach ….lecz w stanie myslistffa polskiego. Narzeka Pan na regres w zakresie polowan na drobnych, kurczenie sie rozkladow, spadek ilosci psow /legawcow – zgodzimy sie chyba, ze to ma miejsce ? . Ten proces postepuje i gwoli pocieszenia wypada dodac, ze nie jestesmy wyjatkiem. Nie zmienia i nie zatrzymaja tego procesu przyklady obwodow gdzie ow proces (jeszcze) nie ma miejsca ani poboznozyczeniowe apele / w czym jestesmy bardzo dobrzy/ ………Czego nam brakuje to jest UCZCIWE spojrzenie na stan obecny – na to KTO poluje i KTO bedzie polowac – pare razy sugerowalem male ankiety wsrod uczestnikow kursow – to sa ludzie ktorzy za 10 -20 lat beda beda decydowac o ksztalcie lowiectwa. Jesli ich preferencje – wyobrazenia – mozliwosci nie sa zwiazane z tym elementem lowiectwa, ktorym jest polowanie na zwierzyne drobna to wypada po prostu dac sobie spokoj i przyjac do wiadomosci ze ta tradycja wrzesniowego polowania na kuropatwy stanie sie kiedys niszowym folklorem – tak jak wyzel czy wajmar w lowisku……Pytanie tylko czyn nas stac na takie UCZCIWE podejscie czy tez peerelowskim wzorem szermowac sie bedzie haslami….A zycie po prostu pokaze.
Co do polowania na wolierowe bażanty w Niemczech. Z pewnością nie mam kompletnej wiedzy, więcej, mam wiedzę wycinkową ale to co widziałem i to co z pewnością wiem, nie budzi żadnych wątpliwości. Ostatnio wprowadzono w Niemczech zakaz organizowania konkursów wyżłów na wypuszczanej zwierzynie. Decyzja bardzo słuszna i pokazująca jakość niemieckiej myśli kynologicznej. Pytanie, na jakiej odbędą się te konkursy? Wygląda na to, że Koledzy z Niemiec zaczynają myśleć tak jak Koledzy z Włoch, czyli robimy imprezy w Polsce. Jeżeli chodzi o przyszłość polowania z wyżłem na drobną zwierzynę powiem tak. W moim kole poluje 50-55 myśliwych. Strzelamy rocznie około 500 sztuk zwierzyny grubej. Na drobną poluje 5, może 6 myśliwych i strzelamy około 100 kogutów (dzikich jak cholera) i podobną ilość kaczek. Z tego ja z synem strzelamy około połowy. Czy to jest dobrze czy źle? Moim zdaniem prawdziwie oddaje proporcje zainteresowania, chęci i możliwości polujących. Czy to jest źle? Nie sądzę. W skali Polski, mamy możliwości których jak zwykle nie dostrzegamy i w związku z tym nie potrafimy zagospodarować. Staram się to zmienić.
Zachęcam do spojrzenia na część drugą moich wypocin i niedługo trzecią. Pozdrawiam
Jesli Pan, Panie Zbigniewie widzial i bral udzial w polowanianiach na bazanty “wolierowe” w Niemczech, to bral Pan udzial w czynnosciach o charakterze przestepczym…….:)))) Proste…..Nie wiem w jaki towarzystwie sie Pan obraca…….Pisze Pan………………… “ostatnio wprowadzono w Niemczech zakaz organizowania konkursów wyżłów na wypuszczanej zwierzynie. Decyzja bardzo słuszna i pokazująca jakość niemieckiej myśli kynologicznej “……………………Doprawdy nie wiadomo co te zakazy – wprowadzane w landach z Zielona wiekszoscia parlamentarna – maja do czynienia z “mysla kynologiczna”. One wpisuja sie po prostu w animalistyczne wysilki do wprowadzenia generalnego zakazu i ograniczen wykonywania polowania – z norowaniem i probami w zagrodach z dzikami./ ponadto nie sa to “konkursy” w scislym tego slowa znaczeniu./ Po zakaz sokolnictwa wlacznie. Kynolodzy maja w gruncie rzeczy guzik do gadania. Myslec sobie moga……………………….Nie wiem czy ten “pelzajacy” zanik polowan na drobna da sie u nas powstrzymac…..i JAK?…..Tutaj jest na pewno duze pole do syskusji. Przechodzac do sedna sprawy – W czesci II pisze Pan o propozycji skrocenia terminu polowan na koguty bazanta do 15 – 31 stycznia. Jakie zdanie Pan ma na temat rownoleglego – wczesniejszego rozpoczecia polowan na bazanty (np. 01.09 – 15.9 ?) i pozostawienie kwestii odstrzalu kur w gestii zarzadcy obwodu ?…………Dalszy problem to polowania “klatkowe” – czy jest Pan zdania, ze tego typu “uboj” hodowlalnych zwierzat lownych powinien byc u nas z mocy prawa ograniczony ?……Papier z propozycjami juz jest – wystarczy go tylko rozeslac i czekac na reakcje. pozdrawiam.
Przepraszam, że się nie odzywam ale gdzieś mi się ten post zagubił i dopiero przed chwilą na niego “wpadłem”. Jeżeli chodzi o polowania wolierowe, mam na myśli polowania na bażanty w otwartym łowisku, do którego wcześniej zostały wpuszczone, a w nim się nie urodziły. Co do wątku dotyczącego jakości niemieckiej myśli hodowlanej, powiem tak. W wielu krajach Europy spada ilość dziko żyjących populacji bażanta i kuropatwy, co oczywiście ogranicza możliwość polowania z wyżłem. Niektóre kraje próbują ratować swoją “wyżlą tradycję” organizując próby i konkursy coraz bardziej przypominające cyrk i stopniowo zwiększające odległość tych imprez od łowiectwa. Klasycznym przykładem są Czesi i Słowacy. Tam zresztą również łowiectwo coraz bardziej przypomina cyrk niż polowanie. Tak się wysypiają, jak sobie pościelili, zmieniając model na niemiecki.Jak to wygląda w praktyce pokazywałem kilkakrotnie na stronie. Niemcy próbują jeszcze “trzymać fason” i choć w regulaminach mają zapisane zasady praktycznego łowiectwa, w realnym życiu nie są ich w stanie przestrzegać, bo nie mają po temu warunków. Pewnie są pod presją “zielonych” ale dla mnie nie ma to znaczenia – patrzę na efekt w postaci regulaminu i wysiłki służące rozwiązaniu problemu. Myślę, że Czesi i Słowacy są pod podobną presją, a idą w inną stronę. Obracając ten wątek w żart powiem, że niedługo niemieccy zieloni spotkają się z problemem masowego polowania z włóczniami na dziki i płową. Ciekawy jestem, co wtedy każe im uczynić poprawność polityczna.
Co do długości sezonu. Jego skrócenie, w polskich warunkach, byłoby wielkim błędem. Nawet na początku października widać dużo niewyrośniętych i nieopierzonych kogutów, co dopiero we wrześniu. Czasu na polowanie jest obecnie pod dostatkiem tak, że zwiększanie presji w jego ostojach nie sensu. Podtrzymuję swoją opinię, że sezon powinien skończyć się 15 stycznia, gdyż później rozpoczyna się wybijanie kogutów przy karmiskach przez tych którzy nie chcą sobie zadać trudu posiadania wyżła. Nie wiem jaki sens ma mieć wprowadzenie odstrzału kur. Mogę sobie wyobrazić argumenty przyrodnicze ale co do zasady, złamanie utrwalonego nawyku polowania tylko na koguty byłoby błędem. Żadne regulacje szczegółowe nie będą respektowane i skończy się szybkim załamaniem populacji dzikiej. Również ze względów wizerunkowych byłby to duży błąd..
Ostatni wątek – polowania wolierowe. Dla mnie sprawa jest oczywista – powinny być zakazane, a w każdym razie powinny stracić etykietę “polowanie”.
bażanty “dzikie jak cholera” – ale się uśmiałam. Maja kły i pazury i atakują biednych myśliwych.
Bażanty “dzikie jak cholera” -maja kły i pazury i atakują biednych myśliwych.
Wchodzimy, jak widzę, w poziom FB-owy. Szkoda. Pozdrawiam