“Ekolodzy” w akcji

Krótka historia bez happy endu. Było sobie łańcuszek stawów hodowlanych a w jego otoczeniu kilka gospodarstw. Miejsce odpowiadało bażantom których pokolenia wyrosły w tej okolicy. Z tego też powodu powstały w kilku punktach karmiska zasilane w okresie zimowym.
Mijały lata. Okolica stawało się coraz mniej rolnicza i w niedalekiej odległości zaczęło powstawać osiedle domków jednorodzinnych. Domków przybywało i coraz bardziej wypełniały przestrzeń za ostatnim ze stawów. Bażantom to specjalnie nie przeszkadzało i chociaż wokół stawu nie dało się już polować to dokarmianie zimowe szło w najlepsze.
Ostatnio przyjechałem z kolejną porcją karmy i zobaczyłem praktyczny wymiar “ekologicznego” myślenia nowych mieszkańców okolicy, “miastowych” jak wszyscy twierdzą. Pojawiły się też wędrujące po ostoi bażanta domowe koty. Cóż, podobno Planeta Ziemia umiera na skutek ludzkiej (łowieckiej) aktywności.