W piątek dodzwoniłem się do Marka układającego od wielu lat z powodzeniem psy myśliwskie a przy tym fana polowania z norowcami na lisy. Umówiliśmy się wstępnie na niedzielny wyjazd na norowanie z jego jagdterierem, którego znałem ze skutecznego wypadu na lisy przed dwoma laty. Czas minął szybko i w niedzielę po 10.00 byłem w jego gospodarstwie w Wiśle Wielkiej. Marek był gotowy do wyjazdu, wzięliśmy Yogiego do samochodu i w teren. Pojechaliśmy na kompleks nor na którym skutecznie polowaliśmy przed 2 laty. Nory znajdują się na niewielkiej grobli w rzadkiej drągowinie olchowej na zapleczu sporego stawu. W okolicy polowaliśmy w tym sezonie na bażanty a uważny czytelnik mojej strony wyłowi zapewne w pamięci zdjęcie Jagi próbującej wejść do zasiedlonej nory w czasie polowania z Maćkiem. Zostawiliśmy samochód na śródpolnej drodze i przez otwarte pole ruszyliśmy w kierunku lisiej ostoi. Od wczoraj padał w naszej okolicy pierwszy tej zimy śnieg, wiał przenikliwy i zimny wiatr jednym słowem idealna pogoda na norowanie. Po drodze zobaczyliśmy liczne i świeże lisie tropy dosyć wyraźnie kierujące się do zaplanowanego celu naszej podróży. Po drodze minęliśmy niewielkie nory noszące ślady wcześniejszego pobytu lisów ale obecnie puste. Zapowiadało się całkiem ciekawie. Kiedy podeszliśmy do kępy drzew będącej celem naszej drogi nagle na polu, około 50 metrów od nas zobaczyliśmy dużego lisa spokojnie dyndującego w kierunku otwartego pola. Gdybyśmy lepiej rozegrali podejście do nor byłby nasz, szkoda. Na grobli pokrytej oknami lisich nor widać było na pierwszy rzut oka, że to jeszcze nie koniec spotkań z lisami w tym miejscu. Marek puścił Yogiego i zaczęło się cierpliwe czekanie na lisa. Pies próbował wchodzić do różnych okien, znikał pod ziemią i po chwili się pojawiał ale widać było, że próbuje znaleźć najlepszą pozycję do ataku. W końcu zniknął na dobre. Stałem przy pniu dużej olchy z dobrym widokiem na część kompleksu a Marek zajął pozycję z drugiej strony. Po dłuższej chwili z nory którą sobie wcześniej upatrzyłem jako prawdopodobną drogę ucieczki lisa wyskoczył piękny rudzielec i ruszył w kierunku pola. Strzelam nieco nerwowo i za szybko i … nie wierzę własnym oczom, lis uchodzi cały i zdrowy. Sprawdzamy trop ani śladu farby, czyste pudło! Szkoda okazji i nie chcę wiedzieć co pomyślał sobie o mnie Yogi. Ponieważ było jeszcze sporo czasu więc pomimo, że w domu czekała żona z urodzinowym obiadem zdecydowaliśmy się na jeszcze jeden kompleks nor. Lisy założyły swoją kryjówkę na niewielkiej skarpie wśród pól górujących nad doliną rzeki Pszczynki a więc w miejscu wielokrotnie opisywanym przeze mnie dzięki licznym wypadom z wyżłami na bażanty. Wiatr mocny i jeszcze bardziej dokuczliwy niż w poprzednim miejscu zanosił na drogę i na nierówności pól śnieg utrudniając zarówno podjazd jak i podejście do nor. Podchodzę od strony lasu a Marek od wsi. Od razu widzę wytopiony śnieg nad oknem, chyba coś jest! Puszczamy psa, który początkowo nie potrafił zdecydować się od której strony zacząć ale jak ruszył to zniknął i tyle go widzieliśmy. Po dłuższej chwili Marek nasłuchując nad oknem usłyszał odgłosy walki z lisem ale potem one ucichły i w norze zrobiło się cicho. Staliśmy, marzliśmy a w końcu zaczęliśmy się niepokoić o psa. Na dodatek ten urodzinowy obiad i cała czekająca rodzina!!! Ostatecznie Marek został na stanowisku a ja ruszyłem do Michała po łopatę. Po powrocie okazało się, że Yogi na krótko pokazał się na powierzchni ale zaraz zniknął pod ziemią. Na szczęście widmo kopania za psem odpłynęło w dal. Po dłuższej chwili pies pokazał się znowu i tym razem Marek zdążył wziąć go na otok, miał mocno pocięty pysk ale minę raczej zwycięzcy niż pokonanego. Ja zostałem nad norą a Marek z psem poszli do samochodu. Pomimo długiego czekania lis się nie pojawił. Ciekawe co się zdarzyło pod ziemią? Wracaliśmy szybko do domu (urodzinowy obiad!!) ale po drodze snuliśmy plany kolejnych wypadów.
- Widać, że nie przyszliśmy na darmo
- Marek nad norą
- Dylematy Yogiego, z tej zacząć czy z innej?
- Koniec rozważań, do roboty
- Poszedł
- Wraca, jeszcze nie wie o moim pudle!
- Wraca, jeszcze nie wie o moim pudle!
- Widać ile ciężkiej pracy ma za sobą
- Kępa wśród pól
- Tutaj słychać było walkę psa z lisem
- Marek na stanowisku
- Przed nami dolina Pszczynki, tereny łowieckie lisów
- Widok z nory w kierunku wsi



Dodaj komentarz