„Nie rozumiem podziału polowań na wielkie i małe. Są tylko dusze myśliwskie wielkie i małe. Przyroda będąca źródłem rozkoszy każdego polowania, zawsze jest równie wielką i nieśmiertelnie piękną. Jej zawdzięczamy cuda naszych przeżyć, wszystko jedno, czy treścią polowania będzie obława na grubego zwierza czy na skromnego szaraka.”
Moje przygody łowieckie
Julian Ejsmond
Im dłużej poluję, im dłużej poluję z wyżłami i im dłużej patrzę jak to robią inni, tym więcej myślę o problemie, który sygnalizowałem już przed 2 laty. Rozpoczynając przygodę z internetem, właśnie przed 2 laty (jak ten czas szybko upływa!!), pisałem w tekście wprowadzającym, że polowanie z wyżłem upada zapewne z wielu powodów ale jednym z podstawowych dla mnie wtedy był niski stan drobnej zwierzyny w polskich łowiskach. Minęły 2 lata, byłem na wielu polowaniach na bażanty i kaczki w łowiskach południowej Polski, miałem okazję obejrzeć łowiska czeskie, niemieckie i ukraińskie i dzisiaj trochę inaczej widzę ten problem. Nasze łowiska ze względu na przestrzeń którą ma myśliwy do dyspozycji, charakter upraw, w tym wielkie obszary nieużytków oraz w sumie całkiem jednak niezły stan zwierzyny są wspaniałym terenem do pracy z wyżłem. Rozmawiając z kolegami z Czech, Niemiec czy Ukrainy nie dziwię się nucie zazdrości i często podziwu, którą teraz słyszę wyraźnie a która wcześniej do mnie nie docierała. Naprawdę mamy gdzie i mamy na co polować a myślę, że przy większym a przede wszystkim lepiej zorganizowanym wysiłku potrafimy dysponować terenami o których koledzy z Zachodu czy Wschodu nawet nie marzą. Jednak upadek zainteresowania polowaniem z wyżłem i również, a może przede wszystkim, spadek jakości tego polowania jest faktem. Dlaczego tak się dzieje? Kiedyś polowanie z psem legawym było przywilejem, ulubioną rozrywką i elementem sztuki polowania ludzi z wysokich sfer. Wspaniałe rasy legawców wyhodowane zostały na książęcych dworach a polowanie na dubelta z wyżłem do dzisiaj na Wschodzie nazywa się carskim polowaniem, pomimo iż miarą sprawności łowieckiej dzisiaj w tamtym świecie jest strzelenie dzika, a na dubelta polują nieliczni zapaleńcy. Jest również istotny element tradycji rodzinnej czy środowiskowej premiujący polowanie z psem legawym. Ostatnie dziesięciolecia zabiły niemałą część tego tradycyjnego przekazu. Zniknęły całe społeczności niosące umiejętność i pasję do pracy z wyżłem. Kto wie czy nie jest to najważniejszy powód dzisiejszego upadku. Przenosząc to na dawno zapomniane słowa – odeszli kniazie a pozostali mołojcy. Z pewnością polowanie z wyżłem nie jest proste. Zacznijmy od początku. Zakup, wychowanie i przygotowanie wyżła do polowania to proces trwający co najmniej 2 lata i wymagający w tym czasie niemałych nakładów finansowych ale przede wszystkim czasu, czasu i jeszcze raz czasu psu poświęconego. Ten czas oznacza również ograniczenie polowania do takiego które będzie szkoleniu psa wyłącznie służyło. Żeby tego czasu i innych nakładów nie zmarnować trzeba niezwykle starannie zaplanować zakup psiaka a potem cały okres jego edukacji do czego, oprócz chęci i realnych możliwości, potrzebna jest niemała wiedza o którą coraz trudniej. Mając ukształtowanego i przygotowanego do polowania towarzysza łowów możemy ruszyć w teren. Z wyżłem na ptactwo polujemy od połowy sierpnia do końca lutego, pozostałą część roku musimy tak przepracować aby nasz pupil był stale w dobrej fizycznej i psychicznej formie. Polowanie z wyżłem, również od myśliwego, wymaga bardzo dobrego przygotowania fizycznego i sprawności strzeleckiej. Popatrzmy uważnie na zbiórki nemrodów przed wielkimi polowaniami na grubego zwierza i zastanówmy się spokojnie ilu z nich potrafi, bez szwanku dla zdrowia, pokonać wiele kilometrów nieużytków czy innego trudnego terenu, co jest normalne w czasie wypadu z wyżłem do łowiska. Jeżeli chcemy rozwoju kynologii łowieckiej, jeżeli chcemy rozwoju prawdziwej a nie fasadowej kultury łowieckiej, jeżeli nie chcemy być postrzegani jako rzeźnicy realizujący jedynie plany odstrzału pomyślmy jak tworzyć warunki dla hodowli i polowania z wyżłem.


Dodaj komentarz