No i przyszła! Spadł śnieg, potem na zmarzniętą ziemię spadł deszcz (padał pomimo 2-3 stopni mrozu!?) a potem znowu spadł śnieg. Trzyma mróz. Dla zwierzyny nastał czas głodu. Jak pokazywałem wcześniej przygotowania zostały poczynione ale w tych warunkach karmy ubywa szybko, bo i chętnych do leśnej stołówki jest sporo. Cóż było robić – ruszyliśmy z Maćkiem do pracy. Obrazy może dla wielu widzów są trochę monotonne ale tak to jest o tej porze roku w łowiectwie. Na szczęście zawsze w czasie takiego wyjazdu „coś wpadnie w oko” i z takimi zapisami w pamięci dobrze się wraca do domu. Zapraszam do galerii.
- Rzut oka na dolinę Nieradki i do domu
- Nietypowo – ostani worek pod posyp Zygmunta
- Nietypowo – ostani worek pod posyp Zygmunta
- Kolejne miejsce – ubyło sporo ale też sporo jeszcze zostało
- Kosmetyka
- Maciek przedziera się przez wiklinę
- A pod posypem resztki choć poprzednio zostawiliśmy dwa worki
- Mam cię!!!
- Mam cię!!!
- W tym miejscu zawsze jest pełno bażantów – postanawiamy zrobić im zdjęcie. Ja ruszam polem a Maciek typowo
- Tutaj karma jeszcze jest – jedziemy dalej
- Tutaj karma jeszcze jest – jedziemy dalej
- Po drodze stare znajome ale ciągle czujne krzyżówki
- … i koleny worek
- Pod daszkiem nędzne resztki a wokół prawdziwe klepisko wydeptane przez bażanty
- Podjeżdżamy pod sam posyp ale kury bażancie nie czekają nawet przez chwilę
- Podjeżdżamy pod sam posyp ale kury bażancie nie czekają nawet przez chwilę
- Podjeżdżamy pod sam posyp ale kury bażancie nie czekają nawet przez chwilę
- … i znowu worek
- Dalej prawie dziura w ziemi
- … i kolejny worek ląduje pod posypem
- … i kolejny worek ląduje pod posypem
- Nadjeżdża Maciek
- Z lasu też nadciągają często karawany chętnych choć przybite deseczki nie ułatwiają sarnom czy danielom dostępu do miodu
- Z lasu też nadciągają często karawany chętnych choć przybite deseczki nie ułatwiają sarnom czy danielom dostępu do miodu
- Z lasu też nadciągają często karawany chętnych choć przybite deseczki nie ułatwiają sarnom czy danielom dostępu do miodu
- Tutaj też prawie pusto a wokół posypu prawdziwe klepisko. Z sąsiednich traw rwały się kury bażancie w czasie naszego dochodzenia
- Typowy manewr
- Tutaj też przed kilkoma dniami zostawiliśmy worek – teraz prawie pusto, ale liczne tropy bażantów
- Widzi nas z daleka i na wszelki wypadek woli skryć się za szerokim pniem
- Widzi nas z daleka i na wszelki wypadek woli skryć się za szerokim pniem
- Trochę dalej, wśród starych dębów kogut
- … i kolejny worek
- Kolejne miejsce – już prawie pusto
- … a w gęstwinie czeka na nią koleżanka
- Zmierza wyraźnie w kierunku rozległego ogrodu porośniętego iglakami
- Zmierza wyraźnie w kierunku rozległego ogrodu porośniętego iglakami
- Po drodze spotykamy kurę bażanta, trochę bezradną na odkrytej przestrzeni
- Kolejny worek kukurydzy w tym miejscu
- Kolejny worek kukurydzy w tym miejscu
- My ruszamy dalej, po drugiej stronie stawów jest kolejny posyp – cel Maćka
- My ruszamy dalej, po drugiej stronie stawów jest kolejny posyp
- Drzewa nad posypem zapełnionym ziarnem kukurydzy przeżywają prawdziwe oblężenie
- Drzewa nad posypem zapełnionym ziarnem kukurydzy przeżywają prawdziwe oblężenie
- Drzewa nad posypem zapełnionym ziarnem kukurydzy przeżywają prawdziwe oblężenie



Dodaj komentarz