Święta, nominalnie rozpoczynające wiosnę, minęły a śnieżyce za oknem zachęcają bardziej do lektury niż do wędrówki po polach. Siadłem do kwietniowego numeru Łowca z okładki którego, pod pięknie tokującym głuszcem, krzyczały do mnie czerwone litery Salamandra atakuje. We wnętrzu numeru znalazłem łatwo wyjaśnienie tego zaskakującego tytułu. Zaraz na początku, Redaktor Naczelny użala się nad problemami w nawiązaniu współpracy ze środowiskami ekologicznymi, narzekając również typowo na niezrozumienie nas, myśliwych w społeczeństwie, złe prezentowanie środowiska w mediach, złe prawo nastawione na budowanie pozorów a nie skuteczne zarządzanie rzeczywistością itd., itd. To wszystko jest oczywiście tłem do krytyki Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, która zakupiła w jednej z organizacji ekologicznych z Wielkopolski, o nazwie Polskie Towarzystwo Ochrony Przyrody „Salamandra”, opracowanie dotyczące ewentualnych zmian na liście gatunków chronionych w Polsce. Złośliwi urzędnicy Generalnej Dyrekcji przesłali to opracowanie do zaopiniowania w innej pozarządowej instytucji jaką jest Polski Związek Łowiecki. Dalej w numerze znajdujemy artykuł Bogdana Bronowskiego, który pod hasłem „Salamandra atakuje” ostro krytykuje tezy autorów z Salamandry przekazane do Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, wytykając im różne błędy i najogólniej mówiąc powierzchowne widzenie rzeczywistości. Nie znam tekstu opracowania ale znając argumentację środowisk ochroniarskich w innych sprawach i ich praktyczne, na co dzień działanie z pewnością autor słusznie oburza się, wspólnie zresztą z Redaktorem Naczelnym, na trwonienie publicznych, w tym przecież również naszych, pieniędzy na takie „dzieła”.
Pamiętajmy jednak, że „… na pochyłe drzewo koza skacze” i zastanówmy się czy aby my tym pochyłym drzewem nie jesteśmy. Nie trzeba daleko szukać argumentów za tezą, że aby skutecznie pałać świętym oburzeniem najpierw sami stańmy się monolitem aktywnie, kompetentnie i skutecznie działających ludzi a potem wytykajmy błędy innym.
Ostatnio w instytucji w której działam prowadzona jest szeroko dyskusja nad sposobem zarządzania w nadchodzących latach. Od strony technicznej, bo przecież zarządzanie jest w dużym stopniu zadaniem technicznym, wygląda to tak;
1/ określamy naszą misję, czyli określamy jaki obszar obecnej i przyszłej rzeczywistości jest tym który mamy współtworzyć, 2/ określamy wizję naszego, w tym kreowaniu rzeczywistości udziału, 3/ oceniamy rzeczowo nasze zasoby kadrowe, materialne i niematerialne, 4/ określamy cele strategiczne w ramach naszej wizji, 5/ budujemy szczegółowe zadania dla realizacji tych strategicznych celów. Po drodze oczywiście określamy różne zagrożenia, analizujemy nasze otoczenie, itd., jednym słowem wypełniamy różną treścią plan który budujemy. W taki sposób tworzymy warunki wewnątrz instytucji, ale też dla różnych gremiów analitycznych i nadzorujących spoza niej, dla codziennej i okresowej, merytorycznej oceny naszych działań. Bez możliwości takiej oceny nie jest możliwy żaden realny postęp a wszelkie mechanizmy demokratycznego ładu odbijają się od pustej retoryki zarządzających, czego jesteśmy przecież codziennie, w całej Europie świadkami.
A tymczasem; 1/ choć nasza misja wyraźnie jest zapisana w Prawie Łowieckim, to proszę pokazać gdzie znajdziemy naszą wizję jej (tej misji oczywiście) realizacji, 2/ warto poszukać celów strategicznych naszego Związku aby się przekonać, że nawet uchwały Krajowego i Wojewódzkich Zjazdów Delegatów przez dziesięciolecia nie są realizowane a z pewnością nie tworzą żadnej spójnej wizji, 3/ warto zastanowić się gdzie znajdziemy choćby podstawową informację o kadrach Związku i zadaniach które realizują oraz budżecie który ma stanowić przecież narzędzie dla realizacji zadań a nie do utrzymania kadry i nieruchomości, itd., itd.. W praktyce jedynie koła łowieckie realizują corocznie definiowane zadania i podlegają corocznej weryfikacji pod kątem jakości i skuteczności tych zadań realizacji.
W kwietniowym numerze ŁP, w rozdziale Ekologia dla myśliwych znajdziemy ważny i ciekawy artykuł dr Roberta Kamieniarza z Czempinia, który omawia smutne losy Rejonów Hodowlanych zapisanych przecież w Prawie Łowieckim od 20 lat, na przykładzie nadleśnictwa Smolarz. Cóż, wszelkie zadania budowane ponad strukturą kół łowieckich w Polsce nie działają, w tym również pojęcie Rejon Hodowlany jest w praktyce pojęciem czysto papierowym.
A może by tak z okazji 90 lecia PZŁ zamiast wypinać piersi do orderów, wymachiwać sztandarami, organizować różne hubertusy, uroczyste polowania zająć się naszą wspólną przyszłością i zacząć budować system zarządzania misją którą jesteśmy zobowiązani realizować. Może powołać zespół ludzi kompetentnych i odważnych a przy tym nie uwikłanych w codzienną grę drobnych interesów i spróbować opisać nasze silne i słabe strony, wskazać cele i określić zadania dla ich realizacji. Może warto taką dyskusję przenieść na poziom okręgów i kół łowieckich i pięknie podsumować na nadchodzących przecież Zjazdach Delegatów. Pamiętajmy, że poziom kultury wspólnot wyraża się przede wszystkim w ich zdolności do wspólnej realizacji złożonych zadań a nie w aktywności w gromadzeniu dzieł sztuki czy wspaniałych trofeów.


Dodaj komentarz