Ano właśnie, co dalej z Łowcem? Zajrzałem do wrześniowego numeru ŁP i od razu natknąłem się na „Wstępniak” Redaktora Naczelnego wspominający niedawno zmarłego Włodzimierza Jurkowskiego. Tak się składa, że i mnie dane było poznać zmarłego w czasie polowań warszawskiego Koła Literatów na Pomorzu a wspomnienia tym bardziej ożyły gdyż polowania te prowadzone były przez Michała Sumińskiego, który również przed kilkunastu dniami przeniósł się w Krainę Wiecznych Łowów. Zamyka się powoli jakiś okres historii polskiego łowiectwa ale jak mówią słowa poety ” … trzeba z żywymi naprzód iść, po życie sięgać nowe ” i tego wątku, w artykule Redaktora Gduli wyraźnie mi zabrakło. Przeciwnie – trudny rynek, spadek czytelnictwa, spadek ilości reklam, konieczność „niepopularnych decyzji” to brzmi źle a nawet bardzo źle. Niedawno na FB pojawiła się informacja o powstaniu, kolejnego już, ogólnopolskiego czasopisma kierowanego do myśliwych a więc wedle zasady ” … na pochyłe drzewo koza skacze …”, na otwierający się słabością Łowca rynek wchodzą nowi gracze.
Wrzesień, początek wielkiego sezonu łowieckiego a co serwuje swoim czytelnikom Łowiec? Na zachętę – katalog pięknie zaprezentowanych złoto medalowych byków z zeszłego sezonu – super! Potem zaproszenie na Spalskiego Hubertusa z programem imprezy – super! Potem Mobilny Łowiec – czyżby powtórka z „sukcesu” Portalu?, miejmy nadzieję, że nie ale ja, niestety, głosuję na tak! Potem – narzekanie na urzędników („Hycle z PZŁ”), biadolenie na los kuropatwy w Polsce i Europie na poziomie rozmowy przy piwie po polowaniu, kolejna opowieść o jakości dziczyzny (do kogo ta mowa – czy myśliwy tego nie wie?), potem, nawet dosyć ciekawy „Pies bez wad”, potem broń dla krezusów, „Byk na cokole”, polowania w magnackich majątkach przed wojną (stały fragment gry), potem setki reklam itd., itd., itp.. Gdzieś na końcu resztki jałowej „dyskusji” o psie ułożonym do polowania. Mam, narastające od dłuższego czasu, wrażenie, że Łowiec gubi drogę do polskich myśliwych i do realnych problemów którymi oni i koła w których polują, żyją. Brak jest ścieżek przepływu aktualnej informacji na które oczywiście trudno liczyć z poziomu miesięcznika ale już z poziomu Portalu można to robić bardzo dobrze i skutecznie – tylko czy ktoś zagląda na Portal?, na którym powinno się wprost roić od bieżących informacji serwowanych na gorąco. Brak jest rzeczywistej, ostrej a nie sztucznie wygładzanej dyskusji o bieżących problemach, czego dyskusja o certyfikacji psów do polowania jest znakomitym przykładem. Przy okazji, znam przynajmniej kilka osób, które po zapoznaniu się z „linią Redakcji” w tej sprawie porzuciły prenumeratę a ich ilość zapewne wzrośnie po zmianie ceny miesięcznika. Mnie osobiście brak jest artykułów bardzo merytorycznie omawiających różne aspekty gospodarki łowieckiej i wielu jeszcze innych wątków bliskich codziennym problemom. Najbardziej brak mi otwartości Łowca, takiej otwartości, która wynika z szerokiego poszukiwania ludzi oraz opinii mogących wzbogacić nasz łowiecki świat i jednocześnie nie boi się konfrontacji z trudnym adwersarzem.


Przeszanowny Panie Zbigniewie ,
prosze spojrzec na to z „normalnej” perspektywy. „Gazetom” papierowym powodzi sie gorzej czy coraz gorzej , media elektroniczne
sa coraz bardziej popularnymi. Na dotatek prasa lowiecka w Polsce to rynek tylko nieco ponad 100 000 odbiorcow z kilkoma tytulami
o zasiegu ogolnokrajowym i spora iloscia tytulow lokalnych ( 10 – 11 ?). Swoim „Gwarectwem” rowniez wbija Pan swego rodzaju gwozdz do trumny mlodego Gduli.
Potencjalni odbiorcy Lowca sa w swojej masie wiecej niz w wieku srednim a 1/4 juz na emeryturze. A przecietny
polski mysliwy niechetnie czyta – tez musimy byc szczerzy. W tym kontekscie Lowiec Polski trzyma sie – jesli idzie o naklad –
niezle.
Na pewno nie uda mu sie zdobyc – „odbic” onegdysiejszej pozycji polskiej mysliwskiej „alfy i omegi”, ktora chyba nie wynikala z jakiejs ponadprzecietnej jakosci tego periodyku tylko z braku konkurencji. Jesli idzie o tematyke to LP zawsze bedze grochem z kapusta, wziawszy pod uwage roznorodnosc i kompleksowosc problematyki lowiectwa – nawet w odniesieniu do swojskiego grajdolka czyli Polski.
Ze nie ma (rzadko bywa) polemiki i kontrowersji ?. LP doskonale obrazuje corporate culture PZL z awresja na tle transparencji i
trudno sie dziwic polityce redakcji dyktowanej „z gory”. To jest byl i bedzie „organ”, uwiazany bardziej niz inne „hierarchicznymi
zaleznosciami.
Na pewno pojawia sie dodatkowe tytuly, ktore beda dajej powodowac „drenaz” czytelnikow Lowca ……moze jakas reinkarnacja
„psa mysliwskiego”, moze cos zwiazane z bronia i strzelectwem, moze jakies tytuly „wielobranzowe” obslugujace wedkarstwo,
lowiectwo i grzybobranie na przyklad ?
Wszystko plynie…..
pozdr
Zgoda ale ja, jako niepoprawny marzyciel, liczę na to, iż wyłoni się z magmy łowieckich mediów papierowych w Polsce taka gazeta która da szansę na rozmowę o łowiectwie na wysokim poziomie z nadzieją, że pozwoli to poszukać odbiorców poza środowiskiem oraz skupić wokół siebie elitę środowiska. Rozumiem, że złożoność materii czyni każdą z łowieckich gazet trochę grochem z kapustą ale w żadnej nie ma rzetelnej rozmowy o aktualnych i potencjalnych problemach łowiectwa czy ekologii z punktu widzenia środowiska myśliwych. Albo o tym się nie mówi (ŁP) albo robi się wokół tego propagandę (BŁ). Jeżeli ŁP pozostanie przy formule „organ” to będzie ciągle tracił na ilości a na pewno jakości czytelników.
Jak zawsze cieszę się ze spotkania na stronie i pozdrawiam
Wie Pan, Panie Zbigniewie, wspomina Pan o calej gamie problemow.
Skupiajac sie na jednym:
– nazwijmy ja „ekologiczna” – tj kwestie dotyczace zwierzyny, zwierzat siedlisk itd.
Tak naprawde interesuje ona dosc waskie grono mysliwych. Gotowosc do „intensywniejszego” zajecia sie nia jest niewielka.
Jeszcze mniejsza – poeksperymentowania we wlasnym zakresie. Szczerze do tego podchodzac. Z tego rezultuje zenujacy nieraz poziom wiedzy wsrod mysliwych, powodujacy, ze po niektorych publicznych wypowiedziach zielonych kapelusikow „wlos sie jezy”.
Z drugiej strony naukowcy „maja swoj jezyk” – nudny i trudny dla przecietnego odbiorcy. Dzieje u nas sporo jesli idzie o badania
dzikow, saren itd. itd. itd……Jednak te rzeczy nie docieraja „pod zielone kapelusiki”.
Ja widzialbym te problematyke ujeta w formie jakies „dodatku” – kwartalnego, byc moze polrocznego do ktoregos z glownych tytulow – z tematyka naswietlona na poziomie „popularno – naukowym” – wolnym od ideologii. Z mozliwoscia „dania glosu” czytelnikowi. Miejscem na polemike. Ta tematyka ujeta w przystepnej formie moze zainteresowac rowniez nieco szersze kregi – nie
tylko mysliwskie.
Byc moze kiedys ?.
A cala reszta ?. Coz. dajmy sie zaskoczyc.
pozdr
daka
Co do poziomu ekologicznej wiedzy myśliwych – zgoda. Pytanie tylko kto winien – nauczyciel czy uczeń. Rozumiem, że naukowcy mają „swój język” ale jeżeli rozumieją to co piszą (chcę wierzyć, że tak jest) należy od nich wymagać przekazu w zrozumiałej formie. To się kiedyś nazywało „popularno-naukowej”. Ci Panowie niestety często są przekonani, że tak dużo wiedzą, że nikt już tego nie musi i nie może rozumieć – błąd i arogancja. W moim kole prowadzone były badania nad jeleniowatymi na dosyć szeroką skalę przez znaną instytucję naukową. Byłem wtedy prezesem koła i wiele im pomagaliśmy. W zamian prosiłem tylko o kopie publikacji – nigdy nie dostałem!! Wielokrotnie w życiu przekonałem się, że umiejętność jasnego, przemawiającego do wyobraźni przekazu jest sztuką trudną i posiada ją niestety niewielu ludzi zajmujących się nauką. Moim zdaniem wyszukanie takich osób i danie im szansy na łamach np. ŁP jest pilną potrzebą.
Pozdrawiam