„Do Pana redaktora Pawła Gduli od „pseudoreformatora” słów kilka” – to jeden z tych artykułów w ostatniej Braci, który każe zabrać się do pisania. Nie chcę oczywiście wchodzić w rozmowę pomiędzy Wysokimi Stronami, chcę jedynie na tle tej rozmowy powiedzieć kilka słów o zasadach publicznej debaty a w zasadzie o braku przyzwoitości w tych zasadach.
Ojcowie demokracji – starożytni Grecy, wymagali od biorących udział w głosowaniach dotyczących spraw publicznych, przejścia szkolenia dotyczącego obowiązujących zasad. W publicznych debatach toczonych w środowiskach naukowych, gdzie wielkim, a nawet podstawowym, walorem jest bezstronność myślenia, wymaga się pokazania wszystkim związku a w szczególności związku finansowego ze stronami sporu. Jednym słowem, tam gdzie chcemy rzetelnej dyskusji, w której strony nie kierują się ciasno widzianym interesem własnym lub nie prezentują na zamówienie cudzego interesu, musimy mieć pewność, że tak jest rzeczywiście. Z przykrością trzeba powiedzieć, że dzisiejsze życie publiczne mocno „zdziczało” w tej materii i naprawdę rzadko da się natrafić na debatę toczoną w oparciu o jasne i przejrzyste zasady. Zwykle jesteśmy poddani presji propagandowej lub ociekającym słodyczą i mistrzostwem retorycznym pustosłowiem.
Wracamy do łowiectwa. Nie wiem jakie kryteria przyświecają doborowi kandydatów do różnych debat na temat przyszłości łowiectwa ale coś mi się wydaje, że dobór ten jest ważnym elementem wysiłku propagandowego organizatorów tych spotkań. Dodatkowym problemem, w moim doświadczeniu, jest powszechna niechęć ludzi kompetentnych do prezentacji swoich poglądów publicznie co nieuchronnie prowadzi do zalewu różnych, często naprawdę ważnych debat przez bezkrytycznych baranów sprawnie przemieszanych z ludźmi grającymi swój prywatny czy też środowiskowy interes. Jednym słowem du …. kracja, zgodnie z krążącą internetową definicją tego stanu rzeczy.


Dodaj komentarz