Ściągnąłem wczoraj internetowy, majowy numer BŁ i, jak zawsze z ciekawością, sięgnąłem po tekst pary Bołoz/Kałużycki zatytułowany jak na czołówce wpisu. Tekst doskonale, inteligentnie napisany i prawdziwie pokazujący wiele aspektów łowiectwa niewidocznych dla intelektualistów-mieszczuchów, posługujących się często prymitywną, “zieloną” retoryką, a w istocie nie rozumiejących problemu.
Chwilę przed zanurzeniem się w Bołoza i Kałużyckiego zajrzałem do FB-ka, gdzie znalazłem zdanie znakomicie wprowadzające do tego co chcę napisać. Znany zapewne wszystkim, Dalaj Lama powiedział kiedyś – “When you talk, you only repeating what you already know. But if you listen, you may learn something new”. Dla nie rozumiejących języka Szekspira podam proste tłumaczenie, które brzmi: Kiedy mówisz, powtarzasz tylko to co już wiesz. Kiedy słuchasz, masz szansę nauczyć się czegoś nowego. Posłuchajmy więc Dalaj Lamy i ponownie, uważnie przeczytajmy tekst Rafała Zienkiewicza.
Przypomnę co napisał Rafał Zienkiewicz na swoim blogu, prowokując Kolegów Bołoza i Kałużyckiego do mocnej odpowiedzi. Cytuję zgodnie z wpisem na FB-owym profilu Redaktora Ziemkiewicza: “Nie mam nic przeciwko zabijaniu zwierząt. Jesteśmy z natury mięsożerni, taki metabolizm, taki układ zębów – owszem, powie ktoś, że na tym etapie rozwoju cywilizacji już tego nie musimy robić, ale to nie powód, by tym, którzy chcą jeść normalnie, przeszkadzać w tym. Krowa jest po to, by dawać mleko, a potem iść pod nóż, kura żebyśmy mieli rosół i jajecznicę, a człowiek po to, żeby go zjadły robaki. Takie jest życie i trzeba być nawiedzonym, by udawać, że jest inaczej. Ale co innego zadawanie śmierci tam, gdzie to uzasadnione ludzkimi potrzebami, a co innego niepotrzebne przysparzanie żywym stworzeniom cierpień albo zabijanie dla przyjemności. To barbarzyństwo. Łowiectwo było szlachetnym sportem, kiedy wiązało się z tropieniem, pojedynkiem między człowiekiem a zwierzyną, niosło element ryzyka dla myśliwego i wymagało sprawności. Dziś łowiectwo to właściwie rodzaj rzeźnictwa – zjeżdżają się panowie postrzelać z bezpiecznych stanowisk do nagonionej zwierzyny jak do tarcz i popodniecać się krwią. Może i bywa to uzasadnione koniecznością regulowania populacji (naturalnie ekosystem już tego nie zrobi, bo jest zbyt zaburzony), ale widzieć w tym “miłe chwile” to co najmniej dziwne. Zresztą, rozrywka, która przed wojną była sportem “panów” w PRL stała się zabawą małpującego ich partyjanictwa i ubectwa, co samo w sobie wystarczy, by już oddać dubeltówki, kapelusze z piórkiem, rogi i inne tradycyjne utensylia do muzeum.” Zanim zacznę swoją opowieść, powiem jednoznacznie, że w 100% zgadzam się z tym co napisali Koledzy Bołoz i Kałużycki, choć to tylko część prawdy o sprawie.
A teraz moja opowieść o tym, czego zabrakło w tekście z BŁ. Podstawowe pytanie brzmi bowiem, o jakim łowiectwie pisał Pan Ziemkiewicz? Z jego tekstu wynika jedynie, że odnosił łowiectwo z przeszłości, a więc to szlachetne i męskie, do tego współczesnego, będącego w jego mniemaniu, emanacją przyjemności czerpanej z zabijania i niczym więcej, no może jeszcze zabawą Panów z PRL-owskiej śmietanki. To, że Pan Ziemkiewicz nie przerobił lekcji o tym czym jest łowiectwo, to jedno, ale warto też zauważyć, że ten inteligentny, potrafiący krytycznie widzieć świat, doświadczony dziennikarz przyjął bez wahania obraz łowiectwa funkcjonujący w przestrzeni publicznej i podsycany przez różnej maści zielonych. Dlaczego tak się stało? Czy tylko za sprawą jego, w tym temacie, ignorancji? Niestety nie.
Jakie jest współczesne, europejskie łowiectwo? Czy da się je wrzucić do jednego gara, pod wspólnym szyldem, jak to nagminnie usiłuje się, z ignorancji czy też w imię złych intencji, robić? Wykreowany w głowach europejskich mieszczuchów wizerunek łowiectwa oparty jest o obrazy rzezi bażantów w angielskich, duńskich czy czeskich bażantarniach, rzezi w wykonaniu elegancko ubranych, relaksujących się przy tej “robocie” zamożnych ludzi. Podobne obrazy z hekatomby dziesiątków dzików, jeleni czy saren, hojnie serwowane przez organizatorów komercyjnych polowań w różnych krajach naszej Starej Europy, szerokim strumieniem docierają do mieszkańców miast którzy przecież mdleją na sam widok krwi cieknącej z przeciętego palca. Czy ktokolwiek zadał sobie trud pokazania łowiectwa skandynawskiego, obrazów polowań z wyżłem czy sokołem? Czy ktokolwiek pokazał skutecznie, szerokiej publiczności zadania zapisane łowiectwu w Polskim Prawie Łowieckim? Czy ktokolwiek wytłumaczył szerokiej widowni, że organizacje łowieckie są największymi stowarzyszeniami realizującymi zadania ochrony przyrody na terenie Europy?
Spędziłem w tym roku sporo czasu na Targach Łowieckich w Sosnowcu i w Warszawie. Co mógł tam zobaczyć myśliwy i licznie targi odwiedzający tzw. “zwykły widz”? Z pewnością zobaczył liczne stoiska z bronią i optyką łowiecką, łuczników, psy, sokoły, ryczących na swoich tubach wabiarzy itp. ale z pewnością nie zobaczył łowiectwa i jego zadań realizowanych codziennym trudem kół łowieckich. Ten “zwykły widz” nie miał szansy zrozumieć czym jest, a w każdym razie czym powinno być łowiectwo we współczesnej Europie. Słuchałem ostatnio paru telewizyjnych, krótkich rozmów o łowiectwie, w których brali udział różni przedstawiciele PZŁ oraz dziennikarze z pozycji „przeciw” lub, w najlepszym wypadku, z pozycji „zobaczymy jak będzie się bronił”. Za każdym razem skóra cierpła mi na grzbiecie w obawie o wynik takiej rozmowy. Dlaczego? Ano dlatego, że owi obrońcy łowiectwa nie potrafili wyłamać się ze schematu „głodne zwierzęta i karmiący je myśliwi” i temu podobnych prymitywnych obrazów, będących jedynie wodą na młyn propagandy anty łowieckiej.
Jakie łowiectwo jest poddawane krytyce we współczesnej Europie i jakie nie jest w niej akceptowane? To można powiedzieć w miarę prosto – łowiectwo, które jest oparte o realizację instynktu zabijania, który nosi w sobie praktycznie każdy człowiek, oraz jakąkolwiek formę rozrywki wokół tego instynktu. Prędzej czy później zostanie zdemolowany każdy system, który sprowadzi rolę myśliwego do egzekutora czy „zabijacza”, jak kto woli. Prawda jest taka, że większość zachodnich systemów łowieckich ma takie właśnie cechy, że przywołam systemy angielski, niemiecki, południowo europejskie itp., a więc systemy które mają licznych fanów w Polsce, a które przecież są motorem krytyki łowiectwa w Europie. Jaka może być rola myśliwego na 400 hektarowym obwodzie, na którym poluje kilku, kilkunastu a czasem więcej myśliwych? Na czym polega łowiectwo w ich wykonaniu? Popatrzmy na południe od nas. W większości czeskich obwodów poluje się na wyhodowaną przez myśliwych zwierzynę drobną, dobrze jeżeli są to tylko bażanty a przecież poluje się też na indyki czy odmiany bażantów widywane jedynie w ZOO. Ten wątek można szeroko rozwijać ale wątpię czy ktokolwiek dotrwa do końca, tym bardziej, że sprawa jest oczywista.
Jakie łowiectwo ma szansę oprzeć się fali niezrozumienia, krytyki i destrukcyjnego działania współczesnych mieszczuchów idących pod dowolnym sztandarem? Tutaj też odpowiedź jest prosta – jedynie łowiectwo, które weźmie na siebie skutecznie rolę kształtowania relacji człowiek-świat zwierząt, łowiectwo, które wypisze na swoich sztandarach cele ekologiczne, które samo wykonywanie polowania uczyni narzędziem, i to pięknie pokazywanym narzędziem, a nie celem aktywności. Takie łowiectwo musi być oparte o podobne zasady jak te obowiązujące w Polskim Prawie Łowieckim ale musi być wsparte kompetentnym zarządzaniem i mądrym przekazem o rzeczywiście realizowanej misji, na wszystkich szczeblach swojej aktywności.


Witam Panie Zbigniewie i ciesze sie, ze zerknal Pan do tekstu w BL.
RAZ jest interesujacy w kontekscie “polityki i lowow” …..ale to troche inna historia.
Pragnalbym zwrocic uwage na to, ze, choc pisze Pan :
“Prawda jest taka, że większość zachodnich systemów łowieckich ma takie właśnie cechy, że przywołam systemy angielski, niemiecki, południowo europejskie itp., a więc systemy które mają licznych fanów w Polsce, a które przecież są motorem krytyki łowiectwa w Europie.”
to slowa publicysty na FB odnosily sie do:
Lowiectwa ” opartego o zasady obowiązujące w Polskim Prawie Łowieckim”. Nie pislal ani o lowiectwie czeskim, ani o francuskim,
tylko o tym Panskim. Jego slowa odnosily sie tylko i wylacznie do “najlepszego modela w Europie”.
Prosze tez zwrocic uwage na to, ze choc Pisze Pan :
“W większości czeskich obwodów poluje się na wyhodowaną przez myśliwych zwierzynę drobną, dobrze jeżeli są to tylko bażanty a przecież poluje się też na indyki czy odmiany bażantów widywane jedynie w ZOO. Ten wątek można szeroko rozwijać ale wątpię czy ktokolwiek dotrwa do końca, tym bardziej, że sprawa jest oczywista.”
To lowiectwo w Czechach uznane jest za “Dziedzictwo narodowe”. Mozna tez dlugo dywagowac nad tym na co poluja Czesi,
ale faktem, jest, ze w najlepszym modelu pod sloncem przybywa z roku na rok obwodow, gdzie – jesli wziasc pod uwage zwierzyne
drobna – nie poluje sie na NIC. Bo nie ma na co.
(z indykami zreszta eksprymentowano i u nas……)
I wreszcie warto polecic posluchanie aktalnych debat w parlamencie nad obowiązującym w Polsce Prawie Łowieckim, ktore wskazuja na to, ze za niedlugo bedzie Pan polowac w JEDYNYM w Europie i na swiecie kraju, gdzie za zabranie wnuczka czy wnuczki na polowanie bedzie Pana czekac wiezienie.
Darz Bor.
Czy uda sie z powyzszego wyciagnac jakies wnioski ?. I czy dadza one sie przelozyc na zmiane paradygmatow (przede wszystkim
wewnatrz samego srodowiska polujacych) – zobaczymy. Na razie zreszta nie jest tak tragicznie jak to podpowiada wirtualny i medialny przekaz.
pozdr
daka
Szanowny Kolego,
jednak chyba nie tak. Po pierwsze – Szanowny Rafał powiela schematy które mu wbija do głowy codzienna retoryka anty łowiecka, a w najmniejszym nawet stopniu nie odnosi się do rodzimego łowiectwa, bo facet po prostu o nim nic nie wie. Co do wpisania na listę krajową UNESCO czeskiego łowiectwa zgoda, tylko oni wpisali raczej historię swojego łowiectwa bo jak dalej tak u nich pójdzie, to nawet z indykami będą mieli problem. Przy okazji, 30.04. miał się zadecydować los wpisu polskiego łowiectwa na tą listę. Ginę z ciekawości! Co do polskich obwodów w których nie ma na co polować zapraszam w inne miejsca mojej strony. Nawet nie wiemy jak nam dobrze.
Z tymi wnuczkami to są jaja ale mam nadzieję, że jest jeszcze w sejmie paru ludzi myślących logicznie.
Pozdrawiam
O żesz ….i znowu ściek demagogii, pseudo intelektualnych wywodów z pozycji władcy świata przyrody, który uznał że jest w niej kimś wyjątkowym, wziął pukawkę i co niedziela potwierdza swa najwyższą rolę w tej drabince. Łowiectwo ? Ochrona przyrody ? Regulacja populacji ? O żesz… nie napiszę myśliwi, pozostanę przy adekwatnym: psychopaci w gumofilcach. To co zrobiła wasza reprezentacja w związku z nowelizacją waszego ,,łowieckiego” prawa to ordynarny skandal. Aby uzyskać w Polsce prawo do posiadania broni w Polsce, należy mocno się postarać. Myśliwy może ją kupić bo jest myśliwym i to wystarczy, wskakuje na ambonę 100 metrów od drogi lub zabudowań i naparza. Nie będę pytał, nawet retorycznie, dlaczego te wątki nie są tu podejmowane. Jak i wiele innych.
http://www.petycjeonline.com/dosc_rzadow_lobby_mysliwskiego
A pod petycją lista hańby, ignorantów nie wiedzących czym jest łowiectwo prawdziwa ochrona przyrody, że zabijanie to nie tylko zabijanie.
Szanowny Danielu,
a może by tak pójść nakarmić kanarki? To naprawdę ważne i niełatwe zadanie a bez tego kanarek po prostu nie da rady!
Wie Pan, Panie Zbigniewie,
Ziemkiewicz mi troche Pana przypomina – tez Pan sporo pisze na temat lowiectwa, o ktorym Pan niewiele, badz nic nie wie….
Czyli tego praktykowanego gdzie indziej.
Szczerze mowiac nie bardzo rozumiem na czym opiera Pan nadzieje na “logike” w Sejmie………ale dajmy sie zaskoczyc……Mysle,
ze to dopiero poczatek przepychanek wokol ksztaltu regulacji dot. lowiectwa. Sporo zalezy od wyniku wyborow . Koniec koncow
zadecyduja realia ekonomiczno – polityczne.
pozdr
daka
Początek nieładny ale wytrzymam, pełen pokory należnej wielkiemu Rozmówcy i Znawcy. Co do reszty zgoda.
Sejmowa logika działa wówczas, kiedy przepycha się korzystne dla waszego lobby przepisy. Nie działa, kiedy nie pasują lobby gumofilcowych łowców. Jestem pod wrażeniem.
Panie Zbiggniewie,
porownanie ze znanym publicysta nie jest chyba nieladne ?
Kompetencje w kwestiach dotyczacych polowania “gdzie indziej” dowodzil Pan nie jeden raz, wiec dajmy sobie z tym spokoj…..:))))
TO
http://ec.europa.eu/environment/nature/legislation/fitness_check/index_en.htm
Jest w tej chwili DUZO wazniejszym ……..
Ale dlaczego jestem pewien ze Pan i caly PZL, ktory MOGLBY i ma PRAWO zabrac glos w kwestiach, ktore dotycza (tez) istotnych
elementow lowiectwa w Europie sprawe tradycyjnie i z tradycyjnym nadeciem zignoruje ?
https://ec.europa.eu/eusurvey/runner/EUNatureDirectives#
Zastanawial sie Pan dlaczego tak jest i co to ma do czynienia z najlepszym modelem lowiectwa i tym jak ten model FUNKCJONUJE ?
pozdrowienia
daka
PS.
Ankieta jest tez w jezyku polskim, a z materia ma do czynienia 1/5 polujacych w Polsce…….
Nieładna jest forma ad personam – jeżeli trzeba wyjaśniać proste rzeczy, wyjaśniam. To jest choroba większości rozmów w naszej przestrzeni publicznej i prywatnej. Co do reszty, popatrzę w czym rzecz. Jeszcze co do zasady – model, a ludzie biorący udział w jego realizacji to dwie, nie do końca te same sprawy. Chory model w Anglii może działać jako, tako a dobry w Polsce niekoniecznie. Ciągłe kopanie słabością ludzi dobrego systemu nie jest eleganckie i mądre, chyba, że uparcie chcemy być robotnikami w cudzych fabrykach.
Pozdrawiam.
Do wrzuconych wątków siądę jak opanuję codzienność.
Panie Zbigniewie,
Tutaj kiedys pisalem, ze “model” to wsio rybka…..liczy sie rezultat.
Pan jak i wielu kolegow nie chce po prostu dostrzegac pewnych ewidentnych wad “modela”.
Pomijajac tego RAZa …..ktory jest bardziej polityczny…..
Jednym z problemow , ktorego przecietny nosiciel zielonego kapelusika z piorkiem w najlepszym modelu nie chce dostrzegac jest
bardzo mala ilosc osob z uprawnieniami do polowania w Polsce.
Prezes NRL A. Gdula grzmial z okazji 90 – lecia PZL ….”a na 100 lecie zwiazku bedzie nas 200 000 !!!”. (wystep jest zapisany gdzies
w interenecie). Czy mozna do tego powaznie podchodzic ?. NIE.
Z prostej przyczyny – podwojenie liczby polujacych oznacza dla przecietnego kola lowieckiego dwukrotna ilosc czlonkow.
Czy Pan potrafi sobie wyobrazic dwa razy tyle mysliwych w Waszych obwodach ? Czy wyobraza Pan sobie jakies dzialania z Waszej
strony by w jakies perspektywie czasowej ziscila sie grozba czy obietnica prezesa Naczelnej Rady Lowieckiej ?.
Czyli dwa razy wiecej mysliwych niz obecnie ?
Jesli Pan jest w stanie byc szczery to odpowiedz brzmiec musi – nie bylo, nie ma i NIE BEDZIE zadnych dzialan w tym kierunku –
liczba polujacych bedzie sie zwiekszac jedynie nieznacznie – rekompensujac jedynie ubytki z tytulu procesow biologicznych.
W jakiejs perspektywie w Polsce bedzie w znacznie wiekszym tempie przybywac takich Danieli, jak ta tutejsza mucha plujka,
a liczba ludzi podzielajacych Panskie poglady wzrastac tylko nieznacznie. Jesli w ogole.
99.99 % towarzystw wzajemnej adoracji czyli kol lowieckich predzej da sie wykastrowac niz dopuscic do tego by na
“ich” sarny, jelenie czy bazanty polowalo dwa razy wiecej osob niz dzis….
Czy sie Pan z tym zgodzi czy nie – takie sa fakty. I nie ma zadnych przeslanek do tego by fantazje prezesa NRL traktowac
inaczej niz poboznozyczeniowe deklaracje.
Czy ten stan rzeczy zalezy od ludzi ? – NIE. Kola lowieckie maja systemowo uwarunkowany luksus “polowania na wlosciach” i
korzystaja z tego……Dlaczego maja kogosc “wpuszczac na swoje”. Problem tymczasem nabrzmiewa i jest nazywany po imieniu.
Czy to bedzie trwac wiecznie ?. NIE. Realia ekonomiczno – spoleczne po prostu kiedys ten Panski najlepszy model lowiectwa
w Europie dogonia i “wyprostuja”. Niezaleznie od zaklinania rzeczywistosci. Jak to “wyprostowanie” bedzie wygladac – zobaczymy.
Przedsmak bedzie na pewno tworzyc nastepne “rozdanie” czyli cykl przedluzania umow dzierzawnych, ich ksztalt oraz kolejne wyroki kwestionujace
konstytucyjnosc modelowych rozwiazan. Powyzsze nie ma z Panem, czy ze mna, czy z wzajemnymi docinkami do czynienia, tylko z
trzezwa ocena tego co nas otacza.
Dwadziescia pare lat temu system sie troche “oworzyl” i PZL “laskawie” zgodzil sie na instytucje “niestowarzyszonych”. Jak Pan zapewne sobie przypomina wczesniejsze regulacje, bez przynaleznosci do kola po pol roku trzeba bylo sie pozegnac z
polowaniem/uprawnieniami, nie mowiac o pozwoleniu na bron……PZL zgodzil sie, bo nie mal innego wyjscia….
Moze Pan dalej zaklinac te rzeczywistosc i pokazywac, ze gdzies tam w “brzydkich” imperialistycznych i antyprzyrodnicznych modelach njegrow…pardon bazanty…bijut….ale co ma byc to bedzie …..
Szanowny Kolego,
Zacznę od końca – utworzono możliwość polowania poza kołem łowieckim, jest wiele możliwości polowania komercyjnego, i nie tylko, i co? Gdzie ten grad chętnych, którym ktoś rzekomo blokował dostęp do łowiectwa? Czy w Polsce przybędzie chętnych do skakania ze spadochronem jak zniesiemy licencje dopuszczające do tej zabawy – raczej nie! W ogóle nie w tym problem!! Ilość chętnych do udziału w łowiectwie jest pochodną bardzo wielu uwarunkowań, w tym klimatu wokół łowiectwa, jakości ludzi itp., a nie dobrej woli takiego, czy innego wujka. Można oczywiście wszystkim na wsi i w mieście wydać pozwolenie na broń, znieść okresy ochronne i podnieść ceny wieprzowiny w sklepie, wtedy ilość chętnych do polowania wzrośnie wielokrotnie. Tylko co z tego wyniknie?
Co do BARDZO WAŻNYCH SPRAW którymi PZŁ powinien się zajmować, a nie zajmuje, co ma oczywiście świadczyć o ułomności naszego łowiectwa (Dyrektywy Unijne takie czy inne). Dla mnie sprawa jest bardzo prosta.
Po pierwsze, z wielką ciekawością poczekam na grad ciekawych opinii napływających do Komisji Europejskiej ze strony organizacji łowieckich Zachodniej Europy, a w szczególności z licznych organizacji angielskich, hiszpańskich, niemieckich itp., gdzie systemy łowiectwa są optymalne i godne naśladowania, a co drugi z obywateli poluje.
Po drugie, jest problem większy a nawet znacznie większy. Nasza Ludowa Ojczyzna weszła do Wspólnej Europy, zapewne stała się Państwem Prawa i Rozszalałej Demokracji (tak przy okazji – ostatnio urzędujący Prezydent ogłosił wszem i wobec, że tylko On jest kompetentny do sprawowania tego ważnego urzędu, ponieważ żaden z kandydatów nie nabył tych kompetencji sprawując w/w urząd wcześniej). Problem tylko w tym, że za tymi historycznymi zmianami nie poszła inna, a mianowicie nie pojawił się nagle świat, gdzie kompetencje są warunkiem bycia u władzy i zajęcia miejsc w których tworzy się rzeczywistość dla obywateli. Proste przykłady – ASF i ciąg decyzji Inspekcji Weterynaryjnej, ministerstwa itp., kolejny przykład – polowanie na łosie, kolejny – zakaz polowania na zające i kuropatwy. Prawdą jest to, co pisał Gdula Młodszy o polskich parkach narodowych, z których znakomita większość nie ma planów zadań ochronnych, a więc setki zatrudnionych tam urzędników nie ma planu pracy a Parki są, bo są i dobrze wyglądają w statystyce. Sam znam sytuację Biebrzańskiego Parku Narodowego (około 60 tysięcy ha unikalnych w skali Europy terenów), który ten plan stworzył w pocie czoła bodaj przed 2 laty, choć istnieje formalnie od 1989 r. (34 lata dla ułatwienia). Tak jest dosłownie wszędzie!!
Jednym słowem, kończąc przydługi tekst – problem Polski Kompetencji obok Polski Prawa i Polski Demokratycznej to zadanie na parę pokoleń budowania a nie rozwalania tego co jest dobre.