Jeżeli mamy mówić o współczesności i przyszłości polskiego modelu łowiectwa to warto jednak, choć na chwilę rzucić okiem wstecz, bo tam znajdziemy niemało informacji o czasach nam bliskich. Po pierwsze, pisałem już o tym wielokrotnie ale informacja ta z trudem przebija się do powszechnej świadomości – więc powtórzę. Polski Związek Łowiecki nie jest pod żadnym względem kontynuacją przedwojennej organizacji polskich myśliwych. Dekret Bolesława Bieruta zlikwidował przedwojenne stowarzyszenie Polski Związek Łowiecki powołując nową organizację o tej samej nazwie, organizację której przekazano cały przedwojenny majątek stowarzyszenia. Kolejnym aktem (zarządzenie Ministra Leśnictwa) przekształcono to nowe stowarzyszenie w istniejące do dzisiaj zrzeszenie. W ustawie z 1959 r. stworzono podstawę prawną pod polski model łowiectwa, który po różnych korektach funkcjonuje po dzień dzisiejszy. Jednym słowem, formalna kontynuacja przedwojennego polskiego łowiectwa współcześnie dotyczy jedynie słów “Polski Związek Łowiecki” w nazwie zrzeszenia, gdyż dla znających choć odrobinę współczesną historię Polski jest jasne, że zmiana nazwy, przeniesienie majątku i zbudowanie katalogu nowych zadań dla polskiego łowiectwa to tylko część prawdy. Drugą częścią, niechętnie poruszaną współcześnie, była wymiana kadry zarządzającej i co równie ważne, a może nawet ważniejsze, było zbudowanie wewnętrznej logiki funkcjonowania zrzeszenia, która niestety trwa po dzień dzisiejszy.
Jak wygląda ta logika – w wielkim skrócie. Polski Związek Łowiecki jest zrzeszeniem osób fizycznych (członkowie PZŁ zrzeszeni w kołach łowieckich i niezrzeszeni) oraz prawnych (koła łowieckie) realizujących w zasadzie miażdżącą większość zadań ustawowych i statutowych polskiego łowiectwa. To jest prawdziwy filar polskiego łowiectwa ponoszący wszelkie ciężary prowadzenia gospodarki łowieckiej, w tym całe jej ryzyko. Jest też druga, niezwykle ważna przestrzeń która nazywa się “organy zrzeszenia”. Organy zrzeszenia zarządzają na różne sposoby aktywnością kół łowieckich i myśliwych oraz wielkim majątkiem całego Związku. A majątek to niebagatelny gdyż corocznie przez konta organów Związku przechodzą dziesiątki milionów złotych. Szczególne miejsce zajmuje Zarząd Główny liczący, wraz z kadrą zarządów okręgowych, paręset osób stanowiący aparat urzędniczy Związku.
W czasach kiedy komunistyczni notable tworzyli strukturę “dowodzenia” polskim łowiectwem pomysł był bardzo jasny. Zbudować na strumieniu aktywności i finansowych zasobów kół łowieckich przestrzeń synekur dających różnego rodzaju korzyści od poziomu szeregowego milicjanta na dole, po premiera na górze. Funkcjonariusze tej przestrzeni pozostawali dysponentem podstawowych reguł praktycznego łowiectwa oraz znaczącej części jego zasobów, nie ponosząc żadnej realnej odpowiedzialności za realizowane w przestrzeni kół łowieckich zadania. Choć czasy się zmieniły, to w tej sprawie zmiany są naprawdę kosmetyczne.
Tyle historii. Na dzisiaj podstawowe pytania są następujące;
- Czy chcemy w Polsce myślistwa w stylu zachodnim czy może raczej wolimy widzieć wykonywanie polowania w szerszym katalogu zadań dla kół łowieckich i związku/związków łowieckich? Jednym słowem, odnosząc się do tytułu, czy chcemy w Polsce myślistwa czy łowiectwa?
- Ponieważ nie mam cienia wątpliwości, że przeważająca część polskich myśliwych opowie się za drugą ze wskazanych możliwości, powstaje pytanie – czy obecna organizacja i realia funkcjonowania Polskiego Związku Łowieckiego prawdziwie nastawione są na tak postawione zadanie?
No cóż, materia z pewnością jest szeroka i złożona zacznijmy więc stawiać rodzące się pytania, a potem spróbujmy zwięźle na nie odpowiedzieć.
Najważniejszym elementem każdego zadania, najtrudniejszym zarazem, są ludzie. Pytanie brzmi; czy myśliwi, a przynamniej ich większość, postrzegają swoje zadanie szerzej niż tylko wykonywanie polowania i czynności z nim związane? Kolejne z tej serii. Czy zarządy kół łowieckich swoją rolę upatrują szerzej niż tylko organizacja wykonywania polowania? Czy zarządy są przygotowane merytorycznie dla realizacji szeroko rozumianego łowiectwa? Idąc dalej rodzi się kolejne pytanie. Czy system przygotowania kandydatów do Polskiego Związku Łowieckiego nastawiony jest na przekaz treści pozwalających na świadomy udział przyszłych myśliwych w zarządzaniu środowiskiem przyrodniczym? Czy kadry zawodowe polskiego łowiectwa są przygotowane merytorycznie i nastawione na udział w zarządzaniu środowiskiem przyrodniczym, jako czynnik aktywizujący i wspierający koła łowieckie? Czy baza materialna PZŁ (OHZ-ty), w tym szczególnie Stacja Badawcza w Czempiniu, kreuje i realizuje projekty badawcze oraz wdrożenia do praktyki wiedzy z zakresu łowiectwa? Czy istnieje w PZŁ system szkolenia zarządów kół łowieckich oraz etatowych pracowników Związku? Czy dobór kadry zarządzającej kołem łowieckim oraz kadry zawodowej PZŁ oparty jest o system konkursów z jasnymi kryteriami oceny kandydatów? Czy istnieje praktyczny katalog zadań dla kół łowieckich i etatowych struktur Związku podlegający okresowemu rozliczeniu inny niż wykonywanie planów odstrzału i rozliczenie finansowe? Czy istnieje w PZŁ spójny system inwentaryzacji zwierzyny łownej? Czy działają rejony hodowlane? Czy koła łowieckie oraz struktury zawodowe Związku potrafią, dla realizacji swoich zadań, sięgnąć po pieniądze publiczne i unijne na wzór działających w Polsce, zwykle kanapowych organizacji “ekologicznych”? Takie pytania można mnożyć omal bez końca.
Wracając do pytania postawionego w tytule warto zapytać czy polskie łowiectwo rzeczywiście realizuje idee zapisane w ustawie i statucie, mając do dyspozycji duże obwody łowieckie i sprzyjające łowiectwu prawo do samodzielnego dysponowania populacjami zwierząt łownych, będące przecież fundamentem polskiego modelu łowiectwa? Jeżeli najsłabszym elementem polskiego modelu łowiectwa jest Polski Związek Łowiecki, to z czego to wynika i co warto zrobić dla zmiany tej sytuacji?
Zapraszam do części trzeciej (wkrótce).


Struktury , organizacja , zasady i regulamin Polskiego Związku Łowieckiego są racjonalne . Brakuje odpowiedniego doboru kadry zarządzającej oraz systemu ich szkolenia . Brakuje transparentności w funkcjonowaniu Związku . Przejęcie zwierzyny przez magnatów ziemskich będzie upadkiem polskiego łowiectwa podobnie jak prywatyzacja lasów . Myśliwstwo jest częścią łowiectwa . Polski model łowiectwa należy uznać za jeden z najlepszych na świecie co widać po stanie zwierzyny . Niestety metody myślistwa i forma jego wykonywania daje dużo do życzenia . Łowiectwo jest częścią gospodarki , to nie tylko zwierzyna łowna to wielkie uprawy zarówno leśne jak i polne . Zarządzanie łowiectwem nie jest proste , do tego potrzebne są profesjonalne kadry . To nie PZŁ jest najsłabszym elementem . Najsłabszym elementem są osoby nim zarządzające .
Kolego, obawiam się, że jest to mocno naiwne widzenie rzeczywistości. Moje doświadczenie jest takie, że wielu chce “zaciągnąć” się do organów zrzeszenia bo tam czekają tony przyjemności i gramy pracy. Taki system deprawuje ludzi, taki system nigdy nie będzie skuteczny w realizacji zadań ale do tego taki system broniony będzie przez jego uczestników do ostatniej kropli krwi. Napiszę jeszcze parę słów na ten temat w najbliższych dniach.
Przecież w kwestii osób pełniących funkcje w organach zrzeszenia mamy identyczne zdanie ! Mamy odmienny pogląd odnośnie konstrukcji modelu polskiego Łowiectwa . Ja uważam , że zwierzyna powinna należeć do Skarbu Państwa a kolega chce ją przekazać polskiej elicie biznesmenów . Rzeczywistość przemawia za obecnym modelem . Z roku na rok jest coraz więcej grubej zwierzyny a drobna dzięki planom łowieckim ( długo i krótkoterminowym ) , dzięki systematycznej reintrodukcji odradza się . Czy ten fakt jest naiwnym postrzeganiem rzeczywistości ? Można się zapytać po co w takim razie podnosić problem polskiego łowiectwa skoro jest tak dobrze ? Podobnie jak ty Zbyszku jestem niezadowolony z prowadzonej polityki wewnątrz PZŁ . Jestem niezadowolony z nic nie robienia osób zasiadających we władzach PZŁ . Jak było za prezesa Blocha tak jest obecnie . Pandemia jest bardzo na rękę władzom Związku ponieważ nic nie muszą robić ! Niestety przeciwnicy łowiectwa rosną w siłę . Skoro jest tak dobrze to za chwilę ograniczą nam zwierzynę drobną . Stracimy wpływ na populację gęsi , kaczek czy bażantów . Stracilismy już możliwość wczesnej edukacji młodego pokolenia. Dążenie do gruntownych zmian w polskim łowiectwie doprowadzi do jego upadku . Polskiemu łowiectwu potrzebni są ludzie z kontaktami a nie szukające kontaktów . Darz Bór !
Szanowny Kolego, skąd wiara w to, że “… chcę przekazać zwierzynę elicie polskich biznesmenów…”? Zachęcam do uważniejszego czytania tego co piszę. Szczególnej uwadze polecam fragment z tekstu “Przedstawiciel – ale czy nasz? Ad vocem” “…Po drugie, co ważne w kontekście tematu, nie podzielam większości jego poglądów na przyszłość łowiectwa w Polsce…”. W ciągu paru dni napiszę coś właśnie na ten temat. Pozdrawiam
Zbyszku, rzadko komentuję czyjeś wypowiedzi, ale po przeczytaniu Twoich Twoich rozważań uznałem, ze warto zabrać głos. Kilka uwag:
1. Powtarzam to od dawna i ciągle nie mogę się z tym przebić. Nigdzie w Europie własność zwierzyny nie jest i nigdy nie była związana z własnością gruntu. Nie była i nie jest też własnością państwa. Od czasów rzymskich, we wszystkich systemach prawnych opartych na spuściźnie prawa rzymskiego, zwierzyna w stanie wolnym jest własnością niczyją!!! Zwierzę żyjące na wolności staje się przedmiotem własności dopiero z chwilą pozyskania! Z własnością gruntu w prawie całej Europie jest natomiast związane prawo polowania, tj. prawo do określania kto może polować na danym gruncie i pobierać pożytki finansowe z tego tytułu.
2. Zaproponowane przez Ciebie rozróżnienie myślistwa od łowiectwa uważam za czystą propagandę. Piszesz, że w naszym modelu “koła łowieckie i myśliwi realizują znacznie szerszy katalog zadań związanych z zarządzaniem przestrzenią przyrodniczą” – przecież to kompletna nieprawda. U nas PZŁ ma wpisane w ustawie różne górnolotnie brzmiące zadania. I to brzmi bardzo dumnie. Ale jak się temu przyjrzysz to zarówno u nas jak i w Niemczech czy w Czechach wszędzie dzierżawcy obwodów łowieckich robią dokładnie to samo! Każdemu zależy przecież na najlepszym stanie zwierzyny. To jest taka argumentacja jak ta z czasów minionej epoki – w socjalizmie chodzi o zaspokojenie potrzeb ludności, a w kapitalizmie o zysk klasy posiadającej. Na koniec rozważań piszesz “czy polskie łowiectwo rzeczywiście realizuje idee zapisane w ustawie i statucie” – i tu jest pies pogrzebany. Różnica jest tylko w górnolotnych zapisach ustawy i statutu, a praktyka i u nas i w innych krajach jest taka sama.
4. A negatywny skutek tych górnolotnych zapisów ustawowych i statutowych jest taki, że większość polskich myśliwych jest przekonanych, że nie polują dla rozrywki, a wykonują ważne i odpowiedzialne zadania społeczne. Niestety, poza nimi samymi, nikt w to nie chce uwierzyć. Czas, żeby i oni przejrzeli na oczy i przestali zaklinać rzeczywistość.
3. Zarówno u nas jak i w całej Europie gospodarka łowiecka jest planowa. Nawet w prywatnym obwodzie w Niemczech i na prywatnym terenie w Szkocji są plany łowieckie. Niby dlaczego te plany u nas mają być lepsze? Bo większe obszary obwodów? Ale zapomniałeś napisać w Niemczech i w Austrii dla celów planowania małe obwody (również te prywatne) są połączone w wielkoobszarowe Hegegemeinschaften (wspólnoty hodowlane), i plan obejmuje taką powierzchnie jak u na albo i jeszcze większą. Czy to naprawdę istotna różnica, że tam plan zatwierdza urzędnik państwowy a u nas urzędnik Lasów Państwowych?
4.Piszesz “takie zasady uprawiania łowiectwa ograniczają realny, codzienny dostęp dużej części niezamożnych myśliwych do łowisk na dzierżawę których ich nie stać”.Jak wiesz polowałem w wielu krajach Europu i wszędzie pytałem o tych niezamożnych myśliwych. Owszem nie każdego stać na dzierżawę fantastycznego obwodu. Ale wszędzie gdzie byłem są koła łowieckie, grupujące myśliwych mniej zamożnych. Dzierżawią one obwody gminne i wszyscy polują. Nigdzie nie spotkałem isę z sytuacją, żeby ktoś niezamożny nie miął dostępu do polowania. Zauważ, że i w Polsce dostanie się do koła ze świetnym obwodem dla normalnego myśliwego nie jest rzeczą prostą.
5. Piszesz “znacząca część zachodnich myśliwych, a w niektórych krajach nawet większość, nie jest członkami organizacji łowieckich, a ich dostęp do polowania opiera się na uzyskanej od państwa licencji”. Tej tezy nie rozumiem. Po pierwsze po co maja być członkami jakiejś organizacji? U nas są, bo członkostwo jest obowiązkowe. A jest obowiązkowe, bo PZŁ zastępuje państwo i pełni funkcje administracji łowieckiej. Gdyby powstała państwowa administracja łowiecka, nie było podstaw prawnych dla obowiązkowego członkostwa i skład osobowy PZŁ skurczyłby się zapewne do 10% obecnego. W modelu europejskim licencja od państwa nie daje nikomu dostępu do polowania. Tak jak prawo jazdy nie daje dostępu do samochodu, a jedynie umożliwia komuś kto ma do niego dostęp na jakiejś podstawie prawnej do prowadzenia go. Model o którym piszesz istnieje tylko w USA i w bardzo wąskim zakresie w Portugalii i Hiszpanii.
Witam i bardzo się cieszę, że kolejny raz jest okazja pogadać o tym co jest naszą pasją. Na początek zachęcam do przeczytania mojego tekstu sprzed kilku miesięcy który jest dopełnieniem obecnych rozważań, a który ocaliłem od zapomnienia na skutek Twojego komentarza. http://psymoje.pl/2021/04/27/zrzeszenie-polski-zwiazek-lowiecki-1953-2020-czas-na-ocene-czasu-minionego-z-mysla-o-przyszlosci-polskiego-lowiectwa/
Teraz kolejno do uwag.
Ad. 1 Z wielką uwagę przeczytałem Twoje Prawo do polowania i na tym polu nie będę się z pewnością z Tobą ścigał. Wszakże jedna ważna uwaga. W tekście objętości do 1500 znaków trzeba, dla wypełnienia zadania, pójść na pewne skróty. Z praktycznego punktu widzenia, niezależnie od tego kto jest dysponentem prawa do polowania, w sytuacji kiedy zwierzęta wolno żyjące są niczyje, faktycznym dysponentem prawa do realizacji polowania jest właściciel/właściciele gruntu.
Ad. 2 Tutaj sytuacja jest bardzo prosta. Takie definicje w najmniejszym nawet stopniu nie są mojego autorstwa. Można je znaleźć w wielu miejscach. Tutaj przywołam krótki cytat z wystąpienia prof. Tomka w czasie Konferencji Łowieckiej w Suszcu “….W czerwcowym numerze Braci Łowieckiej (Tomek 2019) ukazał się artykuł pt„ Jakie będzie łowiectwo w Polsce?”, w którym przedstawiłem zaproponowaną przeze mnie zmianę definicji łowiectwa, zaprezentowaną w lutym 2019 roku przez profesora Henryka Okarmę na Krajowym Zjeździe Delegatów PZŁ: „Łowiectwo, jako element ochrony środowiska przyrodniczego, w rozumieniu ustawy oznacza zarządzanie populacjami zwierząt łownych (zwierzyny) oraz ich środowiskiem, zgodnie z postanowieniami obowiązującej międzynarodowej konwencji o różnorodności biologicznej określającej zasady ochrony, pomnażania oraz korzystania z zasobów przyrody. Integralnym elementem łowiectwa jest myślistwo polegające na etycznym pozyskiwaniu zwierząt zgodnie z przyjętymi obyczajami wielowiekowej tradycji”. Tutaj koniec cytatu. Nie sądzą aby można było postrzegać te definicje jako formę propagandy. Jeżeli, to z pewnością nie mojego autorstwa.
Ad. 3 Wyjaśnień udzieli z pewnością tekst do przeczytania którego zachęciłem na początku. O tym m.in. zamierzam napisać w części III
Ad. 4 (numeruję kolejnością uwag, a nie oryginalną numeracją) Będę się jednak upierał, że ograniczają. Dzierżawcy obwodów pozwalają polować na swoim terenie kolegom, myśliwym płacącym za odstrzał lub odwdzięczających się np. strzelaniem dzików czy drapieżników ale taka formuła z pewnością ogranicza. Zarówno tam, jak i u nas są różnej jakości obwody i w tej mierze różnic nie ma.
Ad. 5 Tutaj pełna zgoda. W tym co napisałem nie ma żadnej krytyki takiej praktyki, uważam ją za zrozumiałą i naturalną
Zbyszku, kilka uwag na szybko do Twojej repliki:
1. Problem z używaniem określenia “zwierzyna należy do właściciela gruntu” i przeciwstawianie go sytuacji gdzie “zwierzyna należy do państwa” ma w Polsce ogromne zabarwienie emocjonalne. Praktycznie wszyscy czytelnicy uważają, że w pierwszym przypadku każdy właściciel gruntu, niezależnie od wielkości posiadanego areału, może swobodnie dysponować zwierzyną, samemu na nią polują albo sprzedając odstrzały. Tymczasem to kompletne nieprawda. Jak dobrze wiesz, nawet tam gdzie prawo polowania jest powiązane z własnością gruntu, właściciele gruntu nie decyduje o tym na co może polować, i jaki ma plan odstrzału. Wyjątkiem jest Wielka Brytania, ale tam (poza Szkocją) praktycznie nie ma zwierzyny grubej, a drobna (bażanty i kuropatwy) jest sztucznie wysiedlana. Dlatego żałuję, że upierasz się przy używaniu tego określenia.
2. Nie mam nic przeciwko definicjom łowiectwa i myślistwa, sformułowanym przez przywołane przez Ciebie autorytety. Nie zgadzam się natomiast z Twoją własna tezą (nie popierana przez te autorytety), że w Polsce mamy łowiectwo, a wszędzie indziej prymitywne myślistwo. Moim zdaniem koncepcyjnie dzisiaj wszędzie mamy do czynienia z łowiectwem. Jeżeli masz jakieś argumenty na poparcie swojej tezy to chętnie się z nimi zapoznam. A już na pewno nie ma związku między tym do kogo należy prawo polowania a tym, czy w danym kraju można mówić o łowiectwie czy myślistwie.
3. Z żalem stwierdzam, że masz ograniczoną wiedzę co do funkcjonowania systemu niemieckiego i austriackiego (przyjętego także w szeregu innych krajów Europy). W Polsce wszyscy skupiają się na istniejących tam obwodach prywatnych i krytykują je w czambuł. ale poza nimi jest jeszcze cała masa obwodów tzw. wspólnych i gminnych. Te ostatnie, ale także duża część obwodów prywatnych, są wydzierżawiane na przetargach. Często startują w nich (i wygrywają) grupy lokalnych (i nie tylko lokalnych) myśliwych – często kilkanaście czy kilkadziesiąt osób. Działają one zupełnie jak nasze koła łowieckie, tylko nie są tak sformalizowane. Znam wiele takich kół. Wszyscy leśnicy i myśliwi, którzy w czasie moich polowań w Niemczech i Austrii byli moimi podprowadzającymi w obwodach prywatnych byli członkami takich lokalnych kół. Wcale nie musieli się prosić o zaproszenia od kolegów czy właścicieli obwodów prywatnych! Inna rzecz, że w prywatnych obwodach też polowali bo ich właściciele nie mogli sami wykonać przydzielonych im planów pozyskania więc im dawali odstrzały.
Dlatego ponawiam swoją prośbę o więcej argumentów merytorycznych, a mniej ideologii.
OK, odpowiadam. Najpierw jednak krótki komentarz dotyczący ideologizowania przeze mnie poglądu na łowiectwo. Zwróć uwagę, że wszystkie teksty ostatnio zamieszczone przeze mnie na stronie są opisem opcji czy możliwości zorganizowania łowiectwa, a nie krytyką jakiegoś modelu. Nie napisałem nigdzie, że „model zachodni” jest lepszy/gorszy od naszego. Po prostu opisałem realny wymiar obu sposobów rozwiązania łowiectwa gdyż, aby świadomie dyskutować o kierunku zmian w Polsce trzeba wiedzieć o czym w istocie dyskutujemy i do czego chcemy dążyć. Opisałem, tak jak rozumiem, rolę myśliwego w obu typach rozwiązań. Najogólniej rzecz biorąc na Zachodzie jest tak, że łowiectwem rozumianym jako gospodarowanie zasobami zwierzyny łownej zarządza zwykle taki czy inny urzędnik wspólnie z właścicielem/właścicielami gruntu, a u nas tak, że formalnie zarządza koło pod nadzorem urzędników państwowych (nadleśniczowie, dyrektorzy regionalnych dyrekcji) oraz samorządowych (wójt, starosta). Na Zachodzie polowanie systemowo traktowane jest jak rozrywka czy forma rekreacji, u nas formalnie jako część zadania które nazywa się łowiectwo. Skutki tych różnic wyrażają się wielkością obwodów łowieckich, wielkością czynszu dzierżawnego, najogólniej mówiąc kosztami dostępu do wykonywania polowania. Koło łowieckie w Polsce płaci nieduży czynsz bo ma formalnie inne obowiązki takie jak inwentaryzacja, zagospodarowanie łowisk itp.. Dzierżawca w np. Niemczech płaci czynsz wyraźnie większy gdyż musi utrzymać urzędników którzy dedykowani są łowiectwu i zaspokoić oczekiwania wydzierżawiającego łowisko.
Zresztą, oba systemy w realnym wymiarze są często podobne do siebie. Dla przykładu, koła łowieckie w Małopolsce, głównie te dysponujące łowiskami z dominującą drobną zwierzyną, dzielą się wewnętrznie na grupy zajmujące się wskazanymi rejonami obwodu. Nie jest to zgodne ze statutem ale utrwalone w tradycji i w sumie trochę podobne do systemu niemiecko/austriackiego. Jeżeli przeczytasz tekst powyżej, to przekonasz się, że jestem daleki od idealizowania polskiego modelu który bardzo słabo realizuje zadania ustawowe i statutowe sprowadzając zwykle rolę myśliwego jedynie do realizacji planów odstrzału.
Wracam do Twoich uwag.
Ad. 1 Pisałem to już ale powtórzę. Z punktu widzenia myśliwego i jego dostępu do wykonywania uzyskanego, w ten czy inny sposób prawa do polowania, nie ma wielkiego znaczenia kto tym mitycznym prawem dysponuje. Ma natomiast fundamentalne znaczenie, kto stoi pomiędzy jego prawem do polowania, a możliwością realizacją tego prawa. W naszym systemie stoi Związek Łowiecki/koło łowieckie, w systemie zachodnim stoi właściciel/właściciele gruntu. Czy to budzi emocje? Jasne, że tak i myślę, że słuszne gdyż warto się czasem przejść pod opłotkami w czasie polowania na bażanty czy kuropatwy aby się przekonać, że ma to znaczenie i słusznie może budzić emocje. Kończąc ten wątek – nigdzie nie napisałem, że zwierzyna należy do właściciela gruntu, jedynie to, że w praktyce jest on jej dysponentem.
Ad. 2 Nigdzie nie napisałem, że na Zachodzie uprawia się prymitywne myślistwo, a u nas szlachetne łowiectwo, bo byłaby to nieprawda. Napisałem jedynie jak systemowo postrzega się tu i tam rolę myśliwego/związku łowieckiego w realizacji zadań łowiectwa. Jak dalece mało szlachetne jest nasze łowiectwo w realnym wymiarze – kolejny raz zachęcam do ostatniego tekstu.
Ad. 3 Nie znam sytuacji w całych Niemczech ale zapewne i ty jej nie znasz. Nie chcę się ścigać na wartościowanie tego co wiemy. Można łatwo sprawdzić jaka część myśliwych niemieckich czy austriackich jest bezpośrednio dzierżawcami obwodów, a jak część poluje poza tym układem. Analogia z Polską, w tym wypadku jest bardzo prosta i bezpośrednia. Pytanie brzmi – czy polski myśliwy niezrzeszony ma taki sam realny dostęp do wykonywania polowania jak jego kolega będący członkiem koła łowieckiego? Może masz inną wiedzę w tej materii ale z mojej perspektywy nie ma takiego samego dostępu. Zresztą trudno się temu dziwić.
Zainspirowany przez Witolda Daniłowicza, z którym dobrze się znamy, pozwolę sobie zabrać głos w powyższej dyskusji, z jednej strony dlatego. że znam polskie łowiectwo nawet dłużej jak Kolega Zbigniew, bo od 1969 r., z czego ostatnie 20 lat również od strony tych, których polski model łowiectwa zawiódł lub odrzucał i szukali wsparcia w portalu i dzienniku “Łowiecki”, którymi kieruję.
1. Moje doświadczenie i przemyślenia na temat “myślistwo” versus “łowiectwo” są zbieżne z tym, co przedstawił wyżej Witek. Nie istnieje pytanie czy myślistwo, czy łowiectwo, bo to nie jest alternatywa dla modelu obowiązującego lub przyjmowanego w jakimkolwiek kraju, w tym w Polsce. Myślistwo to pasja, hobby, a może atawizm prezentowane przez cześć ludzi, którzy chcą w ten sposób spędzać wolny czas poza pracą i rodziną. Łowiectwo zaś to …”element ochrony środowiska przyrodniczego,”… (pełna zgoda z prof. Okarmą) zamknięty w ramy prawne, w jakich realizowane jest w danym kraju myślistwo i te dwa pojęcia nie mogą być sobie przeciwstawiane. Przez myśliwych na całym świecie, również w Polsce, polowanie traktowane jest jako pasja, rozrywka, rekreacja, czy jak tam kto chce to nazywać, a to, że prawo z roku 1959 nazwało to zadaniami ważnymi dla gospodarki narodowej, łowieckiej i ochrony środowiska, to tylko propagandowa narracja, ciągle żywa w Związku i resorcie środowiska oraz, co stwierdzam z ubolewaniem, w większości masy składkowej, utrzymującej setki darmozjadów związkowych na stanowiskach w PZŁ, nie wnoszących nic ani do myślistwa, ani do łowiectwa.
2. Za całkowicie nieprawdziwą uważam tezę, że ….”koło łowieckie i dalej organizacja/organizacje łowieckie realizują publiczne zadanie które w skrócie można nazwać udziałem w zarządzaniu środowiskiem przyrodniczym”… Potocznie zadania te nazywane są “gospodarką łowiecką”, a prawda jest prozaiczna, wszystko to co myśliwi w kołach łowieckich robią poza odstrzałem, to działania ułatwiające ten odstrzał w perspektywie jednego lub wielu lat lub też zabezpieczające przed kosztami szkód łowieckich. Nie ma w tym żadnego “zarządzania środowiskiem przyrodniczym” i nie jest to ani zarządzanie, ani gospodarowanie zasobami zwierzyny łownej w obwodach, bo to zależy od podpisu nadleśniczego na druku rocznego planu łowieckiego i od wieloletnich planów łowieckich, na które wpływu koła nie mają żadnego. Nie wpływa na to również inwentaryzacja robiona w kole i bez znaczenia jest istnienie, czy nie, jakiegokolwiek spójnego systemu inwentaryzacji. Zwierzyny nie policzy się dokładnie ani metodą całorocznej obserwacji, ani pędzeniami, a przede wszystkim liczebność w taki sposób określana nie ma żadnego praktycznego znaczenia dla środowiska przyrodniczego i wysokości planów łowieckich. Koła inwentaryzują zwierzynę na podstawie dwóch kryteriów. Pierwszym i najważniejszym jest zdolność członków do wykonania określonego poziomu odstrzału, a drugim wytyczne lub dogadania się z nadleśnictwem co do obowiązujących przyrostów zrealizowanych. Innym teoretycznie znaczącym aspektem, ale w praktyce wcale nie branym pod uwagę, jest wysokość szkód łowieckich w obwodzie, na co przemożny wpływ mają rozwiązania ustawowe określające kto szacuje i kto płaci odszkodowania, stawiające koła na pozycji zdecydowanie silniejszej od właścicieli gruntów rolnych.
3. Absolutnie jestem przeciwny nadzorowi lasów państwowych nad ochroną środowiska przyrodniczego w aspekcie zwierzyny. Lasy państwowe, to fabryki desek, dzisiaj szczególnie rabunkowo eksploatujące lasy i nie ma mowy, żeby ALP wykonywała równocześnie zadania ochrony środowiska wobec zwierząt dziko żyjących. Lasy państwowe, jak kopalnie, powinny być w resorcie zasobów naturalnych, a resort ochrony środowiska, powinien wykonywać zadania ochrony środowiska przyrodniczego tak w zakresie wysokości wycinki w lasach jak i odstrzału zwierzyny w lasach żyjącej.
4. Wielkość obwodów łowieckich dzierżawionych myśliwym nie ma żadnego wpływu …”na prowadzenie gospodarki łowieckiej od planowania, po realizację katalogu różnych zadań środowiskowych”…. Jak wskazałem wyżej, dzierżawcy obwodów wykonują odstrzał, a planowanie przez nich to fikcja i poza tym koła nie realizują żadnego …”katalogu różnych zadań środowiskowych”… innych jak ułatwianie sobie odstrzału zwierzyny. To, że obecnie w Polsce planuje się odstrzał na teren obwodu dzierżawionego jednemu kołu łowieckiemu nie oznacza, że nie można byłoby planować odstrzału na obszar wielkościowo podobny obecnym obwodom lub na gminę czy starostwo, a właściciele lub dzierżawcy obwodów mieszczących się na tym obszarze nie mogli realizować wspólnie tego planu. Gdyby jak przed wojną były to obwody własne, wspólne i gminne, to w zależności od wielkości, obwody duże miałyby własne plany, a na obwodach małych polowano by do momentu wykonania pełnego planu danej zwierzyny przewidzianego na dany obszar.
5. A na koniec dwa słowa na temat …”doboru kadry zarządzającej aktywnością kół łowieckich”… Tak jak obecnie nie ma w kołach żadnej aktywności poza odstrzałem lub ułatwianiem tego odstrzału, tak nie będzie w żadnym innym modelu, w tym tak negatywnie ocenianym jak ten z Zachodu i żadnych kadr zarządzających myślistwo nie potrzebuje. Potrzebuje je łowiectwo, czyli zamknięty w ramy prawne model, w którym realizuje się myślistwo. Kadry te, to pojedyncze etaty w starostwach i dodatkowe zadania w gminach oraz, czego obecnie nie bardzo widać, kadry specjalizujące się w ochronie środowiska przyrodniczego w departamencie łowiectwa resortu środowiska. Obecna kadry PZŁ nie nadają się do żadnego z tych miejsc.
PS – odpowiadając na głos w dyskusji Kolegi Huberta zwrócę uwagę, że jego stwierdzenie …”Jak było za prezesa Blocha tak jest obecnie”… wynika z prostego faktu. Sytuacja nie zależy od ludzi, tylko od systemu, w jakim ludzie działają. Polska gospodarka kulała w okresie PRL-u i żadne zmiany osobowe w fabrykach, sklepach, PGR-ach, itd. nie mogły tego zmienić Dopiero po 1989 r. ludzie pokazali, że można, tylko trzeba się pozbyć systemu, który nie miał żadnych perspektyw przed sobą. Tak samo jest z PZŁ.
Dziękuję Koledze za ten głos i pozwolę się odnieść do części wyrażonych opinii. Części, gdyż jak widać w paru miejscach jest między nami fundamentalna różnica poglądów i to zapewne nie ulegnie zmianie. Ponieważ wszyscy biorący udział w tej rozmowie wyłożyli na stół swoje poglądy czytelnikom należy pozostawić ocenę.
Zacznę więc od razu od punktu 2. Nie wiem gdzie Kolega zbierał doświadczenie odnośnie katalogu zadań realizowanych przez koła ale z pewnością przedstawiony pogląd jest wielkim uproszczeniem i do tego uproszczeniem skazującym na niebyt pozytywną aktywność wielu kół. Trzeba wiedzieć, że są koła gospodarujące na setkach ha użytków zielonych które inaczej przekształciły by się w nieużytki (jednym z przykładów jest moje koło ale osobiście znam ich więcej), są koła biorące udział w programach introdukcji głuszca, monitoringu dzikich gęsi, koła budujące własnymi środkami mniejsze czy większe zbiorniki wodne itp., itd. Muszę się zgodzić, że skala tych działań daleka jest od potrzeb i słabo odpowiada na zapisy ustawowe ale takie działania są prowadzone w całym kraju. PZŁ (struktury) nie interesuje się tym zupełnie – to prawda, PZŁ nie zna skali tych działań – to prawda ale zakrywanie tych działań milczeniem m jest szkodliwe. Zresztą ostatni przykład związany z epidemią ASF jest najlepszym dowodem, że działanie środowiskowe to nie tylko zapisy formalne ale też zwykła konieczność. Jak akcja ASF była ze strony PZŁ zorganizowana to materiał do rozważań o jakości kadr i całości systemu polskiego łowiectwa powyżej kół łowieckich, ale też oceny sposobu myślenia o swojej roli w łowiectwie szeregowych myśliwych. Co do inwentaryzacji, to jasne jest, że w PZŁ-owskim wydaniu jest to zwykłą fatamorgana ale to nie świadczy o niemożności oceny wielkości różnych populacji i określenia ich gospodarczo/społecznej tolerancji. Pytanie, czy ktoś siadł do analizy jak to zrobić optymalnie? Czy ktoś zastanowił się co trzeba inwentaryzować, a co wystarczy szacować, w ten czy inny sposób. Mamy niewielką skłonność do działania zgodnie z wiedzą za to wielką, rzekłbym niebezpieczną skłonność do działań opartych o vox populi czy najbardziej prymitywne, nie podlegające weryfikacji doświadczenia jednostek. Niestety jest tak, że gorszy pieniądz wypiera lepszy i jeżeli systemowo nie potrafimy zbudować kadry ludzi kompetentnych, wykonujących katalog konkretnych działań, i z efektu tych działań rozliczanych to obok innych skutków promujemy też w kołach i myśliwych najgorsze skłonności i najgorsze postawy. Jeżeli szeregowy myśliwi uważa się za współtwórcę polskiej kultury łowieckiej zakładając mundur paradny, a nie uważa za właściwe, idąc na kaczki mieć ułożonego psa to wina jest w dużym stopniu w jakości zarządzania.
Ad.3 Nie wiem czy Kolega zapoznał się z Ustawą o Lasach w której wyraźnie zapisano 3 obszary działania – przypomnę – środowiskowy, społeczny i produkcyjny. Dla mnie jest to katalog logiczny i lepiej czy gorzej realizowany. Pewnie wszystko można zrobić lepiej i to też. Trochę, w tej mierze wpisuje się Kolega w narrację “Obrońców Puszczy Karpackiej” i podobnych konstrukcji. Nie wiem czy świadomie. Wszędzie w Europie łowiectwo pozostaje pod nadzorem państwowych urzędników, najczęściej związanych z gospodarką leśną. Jest to dla mnie oczywista relacja w której korzysta się z kompetentnej kadry dla realizacji nadzorczych funkcji Państwa. O jakości kadry zarządzającej PZŁ pisałem wielokrotnie.
PS. Na koniec uwaga natury ogólnej. Nie da się niczego tworzyć z pozycji NIE TAK, żeby przekształcać na lepszy świat w którym żyjemy, w tym łowiectwo, trzeba budować katalog NA TAK. Moje teksty starają się za tym poglądem podążać.
Dziękuję Kolego Zbigniewie za komentarz do dwóch punktów moich uwag i odpowiem na niego krótko:
ad2) Spodziewałem się protestu wobec mojej opinii w tym punkcie i podania mi dużej ilości przykładów z katalogu zadań realizowanych przez koła, zarządzaniu środowiskiem przyrodniczym całego kraju , różnych od ułatwiania sobie odstrzału. Udział w programach introdukcji głuszca i monitoringu dzikich gęsi to margines i nie wskazuje na udział kół w zarządzaniu środowiskiem przyrodniczym, a poza tym można się w tym dopatrzyć celu, żeby w perspektywie kilku lub kilkunastu lat móc polować na głuszce i gęsi. Podobnie z budową własnymi środkami mniejszych czy większych zbiorników wodnych, dających gwarancję, że np. kaczki mogą się tu zagnieżdżać, rozszerzając możliwości polowania na ten gatunek. Nie wiem co ma gospodarowanie na setkach ha użytków zielonych dla zarządzania środowiskiem przyrodniczym i co byłoby złego w tym, że te hektary przekształciłyby się w nieużytki, Z punktu widzenia zwierząt dziko żyjących, nieużytki są ich naturalnym środowiskiem, a zagospodarowane przez człowieka tracą ten charakter. Jeżeli jakieś koło decyduje się na zagospodarowanie tych obszarów (nie wiem własnych, dzierżawionych, czy bez właściciela), to rodzi się pytanie, jaki jest tego cel. Dla ściągnięcia zwierzyny do obwodu? Dla produkcji karmy dla zwierzyny? A może inny, o którym Kolega nie pisze? Jakby na to nie patrzeć, tego typu działanie uatrakcyjnia pewnym gatunkom możliwości żerowe, a to ułatwia polowanie na tę zwierzynę. Więcej przykładów Kolega nie podał, a przywołanie ich jako “itp., itd.” świadczy tylko o słabości tezy, że ….”koło łowieckie i dalej organizacja/organizacje łowieckie realizują publiczne zadanie które w skrócie można nazwać udziałem w zarządzaniu środowiskiem przyrodniczym”… Jest to po prostu teza nieprawdziwa.
Zgadzamy się co do oceny inwentaryzacji, ale Kolega zmierza do zrobienia jej optymalnie i rzetelnie, w oparciu o właściwe kadry, kiedy ja twierdzę, że jest tu zupełnie niepotrzebne, a dodatkowo niewykonalne. Martwi Kolegę, że ….”systemowo nie potrafimy zbudować kadry ludzi kompetentnych, wykonujących katalog konkretnych działań, i z efektu tych działań rozliczanych to obok innych skutków promujemy też w kołach i myśliwych najgorsze skłonności i najgorsze postawy”…, ale przyczyna tego jest oczywista. System wymyślony w latach 50-tych ubiegło stulecia nie będzie pasował do czasów 70 lat później i nie uleczą go żadne pomysły, bo on się po prostu wyczerpał.
ad3) Nie mam nic wspólnego z „Obrońcami Puszczy Karpackiej” i podobnymi konstrukcjami, a nawet nie znam ich narracji, ale widzę jak działa i co robi Administracja Lasów Państwowych przez ostatnie 6 lat. Może mają oni kompetentne kadry, ale zbudowani hierarchicznie realizują potrzeby polityczne swoich mocodawców, którym las ma dostarczać kasy, a zwierzyna jest szkodnikiem wobec wymaganej coraz to większej i większej produkcji drewna.
Do pozostałych moich uwag Kolega się nie ustosunkował, przywołując fundamentalną różnicę poglądów i wątpiąc, żeby uległy one zmianie. Mam ugruntowane poglądy i prawdopodobnie bym ich nie zmienił, ale zawsze z zainteresowaniem wsłuchuję się w stanowiska merytorycznie krytyczne wobec moich poglądów.
PS – Działania NA TAK próbowali przez kilkanaście lat prowadzić Edward Gierek, Stanisław Kania i Wojciech Jaruzelski. Przeciw nim stanęli ludzie, którzy stworzyli nowoczesną Rzeczpospolitą z pozycji NIE TAK, bo system z lat 1044 – 1989 wyczerpał się i musiał zniknąć. Z łowiectwem w Polsce jesteśmy w podobnej sytuacji, tyle że spóźnieni o 30 lat i jakiekolwiek działania z pozycji NA TAK tylko pogłębiają negatywne zjawiska, o których Kolega pisze.
Dziękuję za odpowiedź. Ja krótko, bo nie warto wałkować tematu ze skrajnie różnych pozycji na zasadzie ktoś, kogoś przekona. Co do zadań środowiskowych realizowanych przez koła nie rozumiem zarzutu, że to działanie ma prowadzić do wzrostu ilości zwierzyny łownej. Jasne, że ma prowadzić, tak jak zmniejszenie oprysków w rolnictwie ma prowadzić do zwiększenia bioróżnorodności czyli również powiększenia liczebności gatunków zwierząt łownych cierpiących z powodu spadku tejże. Działania środowiskowe to nie to samo co intensywne karmienie dzików i jeleni w lasach dla zwiększenia realizowanego planu odstrzału. To nie jest działanie środowiskowe, to jest działanie będące gwałtem na naturze. Należy tak działające koła piętnować, a jak to będzie mało – karać. Niestety skala tego zjawiska jest koszmarnie duża i do tego skrajnie szkodliwa dla środowiska. W tej materii pełna zgoda. Jeżeli natomiast stawia się zarzut kołu, że swoimi środkami buduje staw będący narzędziem do zwiększenia populacji kaczek, a przecież przy okazji wielu innych gatunków, dlatego, że chce mieć więcej kaczek, to wchodzimy w obszar z którym ja się fundamentalnie nie zgadzam. Co do poglądów dotyczących problemu łowiectwo vs. myślistwo, to we wcześniejszych postach podałem szeroko mój pogląd w tej sprawie i szkoda czasu na ich powtarzanie. Nie da się zatrzeć fundamentalnych różnic. Powtórzę w tym miejscu to co napisałem Witkowi. Moje posty nie są krytyką czy apoteozą takiego czy innego modelu widzenia roli myśliwych w systemie łowiectwa jakiegoś kraju. Pokazałem tylko, gdyż uważam to za fundamentalnie ważne, czym w istocie, w praktyce te modele się od siebie różnią. Ciągłe dyskusje o naszym modelu budowane są na ogólnych hasłach i emocjach. Stąd moja aktywność. Wreszcie ostatnie uwagi. Jeżeli Kolega ocenia działanie wymienionych towarzyszy, jako działanie na tak, to sam nie wiem co o tym myśleć. Może źle zrozumiałem intencje ale dla mnie ich działanie było działaniem skrajnie na nie, rozumianym jako zabieganie o interes własny bez żadnej refleksji na temat interesu wspólnego. Powiem też więcej, jeżeli ktoś widzi konieczność odtworzenia na terenie łowiectwa metody reformy zaproponowanej przez Okrągły Stół, to ja muszę gorąco zaprotestować. Jeszcze raz dziękuję za udział w dyskusji. Liczę, że będzie nam dane spotkać się “na ubitej ziemi” w spokojnej rozmowie o przyszłości łowiectwa nie jeden jeszcze raz. Pozdrawiam.
Nie szukajmy różnic, gdzie ich nie ma. Jak myśliwi swoimi środkami finansują budowę stawu dającego możliwość zwiększenia populacji kaczek, żeby na nie polować, to w identycznym celu robią to ci polujący na Zachodzie, jak ci w kołach łowieckich PZŁ, tylko inaczej to nazywają. Ci pierwsi mówią, że chcą polować na kaczki, których w obwodzie nie mają, a ci drudzy myśląc tak samo, mówią językiem z 1959 roku, że realizują publiczne zadanie udziału w zarządzaniu środowiskiem przyrodniczym, bo przy okazji zwiększają populację wielu innych gatunków. Czy stawy zbudowane przez myśliwych na Zachodzie nie zwiększają populacji innych gatunków prócz kaczek, dla których stawy powstały?
Okrągły Stół jest dzisiaj różnie definiowany, w zależności od opcji politycznej. Dla mnie tylko hasło określające fakt przejścia od demokracji socjalistycznej do demokracji normalnej. Tego samego potrzebuje łowiectwo, przejścia z modelu socjalistycznego do normalnego i dlatego nie rozumiem obrony lub ciągle nieudanych prób doskonalenia łowiectwa wg Bolesława Bieruta, a deprecjonowania, najczęściej oderwanymi od rzeczywistości argumentami, łowiectwa normalnego, obowiązującego we wszystkich demokratycznych krajach świata.
Pozdrawiam i polecam głębsze przemyślenie tego, co wyżej napisał Witek i co wyszło spod mojej ręki.
Dzięki za wpis. Jasne, że nie należy szukać różnic gdzie ich nie ma, ale jednocześnie warto jasno precyzować swoje stanowiska w różnych sprawach i prezentować wyraźnie swoje poglądy. Warto rozmawiać, bo tego przede wszystkim brakuje we współczesnej rozmowie o polskim łowiectwie. Pozdrawiam
Dżijzas ! co za pseudo dyskusja nad czymś co jest psychopatyczną zabawą, zapewne psychopatów. forum psychiatryczne byłoby na miejscu a nie strona która podobno jest o psach. Bełkot który ma sprawiać wrażenie lotnej dyskusji aby usprawiedliwiać naparzanie z pukawek. I brednie o znakomitej kondycji zwierząt dziko żyjących. Także tych które zostały wytępione przez tłustych przygłupów z pukawkami ? Żałosna bando.
Danielu, wchodzisz w obszar odpowiedzialności karnej. Zastanów się czy warto, tym bardziej, że takim bełkotem przynosisz wstyd swoim rodzicom i nauczycielom.
Obsrałem sobie całą zbroję.
Tak właśnie myślałem. Szczególnie słowo “obsrałem” bardzo dobrze wpisuje się w Szanownego Pana retorykę. Jak zawsze pozdrawiam
Elżanowskiego też już postraszyłeś odpowiedzialnością karną ? A może ktoś bliżej powinien przyjrzeć się twojemu hobby myśliweczku ? https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,24572391,erotyczne-pozadanie-posiadania-i-kombinacja-seksualnego.html
“Elżanowski”, jak Szanowny Pan raczył był wskazać, z pewnością jest ważnym piewcą treści miłych dla ucha “eko-zboczeńców” ale pozwolę sobie mieć zdanie odrębne w tej sprawie. Może coś pominąłem, ale przy całej mojej niezgodzie na treści których jest piewcą, rzadko “sra na swoją zbroję”. Przemyśl to proszę Danielu. Wiem, że trochę brakuje zasobu słów, są spore niedociągnięcia w logice, nie mówiąc już o wiedzy ale może warto wpisać się w sposób narracji “Elżanowskiego”. Zachęcam też do powrotu do korzeni czyli wiedzy choćby na poziomie szkoły średniej (nie jestem sadystą).