Przed kilkoma miesiącami napisałem poniższy tekst ale ostatecznie nie umieściłem go na stronie. W zasadzie chyba przez roztargnienie. Natomiast, niech będzie ciekawostką, że nie zdecydowały się na jego publikację 2 łowieckie gazety, jedna okręgowa, druga o ogólnokrajowym zasięgu. Jest to trochę ilustracją trudności z jaką przychodzi nam rozmowa o powojennym polskim łowiectwie.
Mam prawie 67 lat, jestem w zasadzie rówieśnikiem Zrzeszenia. Poluję aktywnie od 1972 roku, czyli już od 48 lat. Jako towarzysz polowań Ojca, również jako uczestnik życia koła łowieckiego, którego jestem członkiem do dnia dzisiejszego, przyglądałem się łowiectwu i ludziom w nim zanurzonym jeszcze kolejne kilka lat. Towarzyszyłem więc zrzeszeniu omal od początku jego powołania Rozporządzeniem Ministra Leśnictwa z 26 marca 1953 r. Piszę to tytułem bardzo krótkiego wstępu, rysującego perspektywę, z której dane jest mi patrzeć na współczesność.
W czasie niedawnej wizyty w Krakowie, otrzymałem od zaprzyjaźnionych krakowskich myśliwych dwa pierwsze numery reaktywowanego Myśliwca, których przeczytanie, a właściwie przeczytanie wprowadzenia napisanego przez Redaktora Naczelnego, zachęciło mnie do napisania tego tekstu. Kolega Redaktor, śladem wielu, wskazuje presję której poddane jest współczesne polskie łowiectwo, jako presję niezasłużoną i nie merytoryczną. Nie sposób nie zgodzić się z tym, że łowiectwo współcześnie, przecież nie tylko w Polsce, poddane jest presji o wyraźnie ideologicznym charakterze. Ta presja przybiera coraz bardziej agresywną formę i zaczyna zagrażać możliwości realizacji statutowych zadań łowiectwa, nie mówiąc już o przyjemności czerpanej z polowania. Ba, niektórzy wprost negują potrzebę istnienie łowiectwa we współczesnym świecie, postrzegając go jedynie jako formę czerpania przyjemności z zabijania zwierząt, źródło ograniczania bioróżnorodności i zagrożenia dla niektórych gatunków.
Dlaczego nie potrafimy bronić się skutecznie przed atakami? Dlaczego, mając pod ręką wspaniałe argumenty w postaci niezrównoważenia populacji dzika, jelenia, łosia, bobra, wilka, kormorana i wielu innych gatunków, z realnym potencjałem środowiska przyrodniczego, nie potrafimy skutecznie pokazać sensu tego co robimy? Dlaczego walcząc z epidemią ASF dajemy się zepchnąć do defensywy i pozwalamy się piętnować jako mordercy dzików? Krótko mówiąc, dlaczego nie potrafimy skutecznie mówić o sensie łowiectwa i potrzebie wykonywania polowania? Dlaczego jedyne co nam przychodzi do głowy, to zasłona dymna z wielowiekowej tradycji i pozyskanie zdrowego mięsa?
Odpowiedź zapewne nie jest prosta i zapewne można widzieć przyczyny w różny sposób. Ja pozwolę sobie na pokazanie naszej przeszłości, jako źródła obecnej niemocy.
Najpierw parę słów prostujących historyczne niedomówienia czy wręcz nieprawdziwości. Jak napisałem we wstępie, współczesny PZŁ powołany został Dekretem Bolesława Bieruta w 1952 roku, a faktycznie utworzony w 1953 roku Rozporządzeniem Ministra Rolnictwa. Trzeba też jasno powiedzieć, że powojenny PZŁ powstał na gruzach przedwojennego stowarzyszenia powstałego w 1936. Akty prawne, o których wyżej, zlikwidowały przedwojenne stowarzyszenie, przekazały cały jego majątek nowo powstałemu zrzeszeniu i uczyniły go likwidatorem masy spadkowej przedwojennej organizacji polskich myśliwych. Tradycja, która podlega ocenie i która wpływa na naszą łowiecką współczesność, liczy więc 67 lat, i ani roku więcej. Popatrzmy więc spokojnie co ten czas przyniósł naszemu łowiectwu.
Zmiany organizacyjne z lat 1952-53 zbudowały podwaliny, pod składający się z 3 filarów system zarządzania, znany współcześnie jako „polski model łowiectwa”. Pierwszym z nich była i jest państwowa/społeczna własność zwierzyny łownej w stanie dzikim, drugim, gospodarka łowiecka prowadzona w obwodach o powierzchni nie mniejszej niż 3000 ha, oddzielona od własności ziemi, i wreszcie trzecim, praktyczny monopol zrzeszenia Polski Związek Łowiecki w prowadzeniu gospodarki łowieckiej oparty o społeczną pracę jego członków. Co ważne, strukturę Polskiego Związku Łowieckiego podzielono wyraźnie na dwie płaszczyzny – pierwszą, centralną – finansowaną ze składek myśliwych, posiadającą formalnie wielką władzę i dysponującą wielkimi zasobami Związku – oraz drugą – kół łowieckich, realizującą w zasadzie całość gospodarki łowieckiej w obwodach łowieckich, samofinansującą się z własnej aktywności i składek myśliwych. Piszę o tym głównie dlatego, iż taka konstrukcja zrzeszenia doprowadziła stopniowo do jego erozji i jest w moim pojęciu podstawową przyczyną dzisiejszego rozkładu.
Warunki zewnętrzne dla realizacji zadań statutowych Polskiego Związku Łowieckiego tworzone były przez pierwsze dwa z wymienionych filarów polskiego modelu łowiectwa, oraz przez warunki polityczne, w których Związek przez dziesięciolecia działał. Dla tych rozważań nie mają one wielkiego znaczenia, gdyż Związek nie miał praktycznie żadnych możliwości wpływania na ich funkcjonowanie. Warunki wewnętrzne, tworzące zależną od środowiska myśliwych logikę działania kół łowieckich oraz struktur powiatowych, wojewódzkich, okręgowych – w różnych okresach – oraz struktur centralnych, są tym, co powinno być podstawowym elementem dyskusji o efektywności przyjętego modelu działania Związku i zarazem polskiego łowiectwa.
Najpierw parę słów o mitycznej samorządności Zrzeszenia, tak bardzo ostatnio dyskutowanej i tak bardzo wynoszonej na piedestał. Jeżeli przyjrzymy się spokojnie dekretowym i ustawowym zapisom dotyczącym funkcjonowania Polskiego Związku Łowieckiego od 1952 r., a jeszcze bardziej, gdy popatrzymy na rzeczywistą praktykę kreowania kadr zarządzających na szczeblu okręgowym czy centralnym, to zobaczymy wyraźnie, że owa samorządność była jedynie formalnym zabiegiem przykrywającym faktyczną zależność od szeroko rozumianej władzy. Nikt kto żył w PRL-u nie uwierzy w demokratyczne wyłanianie zarządzających Związkiem w tamtym czasie, podobnie jak trudno jest uwierzyć w demokratyczne kreowanie politycznych decyzji obywateli PRL-u. Akceptacja władz wojewódzkich PZPR była warunkiem podstawowym dla pełnienia zarządczych funkcji na szczeblu wojewódzkim czy okręgowym. Na szczeblu centralnym było dokładnie tak samo. Współczesne rozstrzygnięcia dotyczące sposobu powoływania Łowczego Krajowego niczym szczególnym w tym zakresie się nie wyróżniają, poza większą transparentnością całego procesu, co oceniam raczej pozytywnie.
W istocie problem czy lepiej problemy, i to poważne, leżą gdzie indziej. Gospodarka łowiecka w Polsce, po zmianach ustrojowych w początku lat 50-tych, pomimo deklaracji ustawowych, budowana była od początku na XIX-wiecznym sposobie myślenia o łowiectwie, a więc myślenia, w którym widziane ono było w istocie jako narzędzie czerpania z odnawialnych zasobów przyrody. Proszę zwrócić uwagę, że podstawą planowania łowieckiego od lat 50-ych do dnia dzisiejszego, był i jest, łowiecki plan hodowlany, którego w zasadzie jedynie istotną częścią jest plan pozyskania i jego realizacja w czasie sezonu. Koła łowieckie nie były, i nadal nie są, rozliczane z jakiegokolwiek elementu związanego z realizacją zadań środowiskowych. Nie ma żadnej zasady inwentaryzacji zasobów środowiska przyrodniczego ważnych dla gospodarki łowieckiej, nie ma nawet przyjętych dla całej Polski jednolitych zasad inwentaryzacji populacji gatunków łownych. Nie ma na poziomie kół żadnego planowania wieloletniego. Formalne istnienie rejonów hodowlanych nie przekłada się w jakikolwiek sposób w ocenę, kreowanie i prognozowanie gospodarki łowieckiej. Jednym słowem, powtórzę to dobitnie, faktycznie obowiązuje XIX wieczny model gospodarki łowieckiej, będący sposobem korzystania z zasobów natury. Takie podejście do zadań wywołało jeszcze jeden, ogromnie ważny dla współczesnego polskiego łowiectwa skutek. Nie zbudowano przez minione kilkadziesiąt lat żadnego systemu doboru kadry zarządzającej aktywnością kół łowieckich, okręgów czy centralnych instytucji PZŁ. Jeżeli jedynym rzeczywistym kryterium oceny koła łowieckiego było wykonanie planu odstrzału, a na poziomie zarządzania okręgami i centralą Związku, nie było i nadal nie ma praktycznie żadnych kryteriów efektywności działania, to dobór kadr pozostawiono walczącym na każdym poziomie koteriom, próbującym zdobyć rząd dusz i wszelkie tego, dla zwycięzców skutki. Efekt takiego stanu rzeczy widzimy na co dzień, a szczególnie wtedy, kiedy przyjdzie wystawić naszą reprezentację do sejmu w czasie dyskusji zapisów Prawa Łowieckiego czy do mediów, do dyskusji z eko bełkotem, na który nie potrafiliśmy zbudować żadnej skutecznej odpowiedzi. Tych skutków dla codziennej skuteczności działania Związku i jego wizerunku jest znacznie więcej.
Wrócę jeszcze do wspomnianego wyżej XIX-wiecznego widzenia roli myśliwego, i szerzej łowiectwa. Obok wymienionych skutków dla gospodarki łowieckiej, trzeba przywołać jeszcze sposób kreowania wizerunku myśliwego kierowany do środowiska myśliwych i na zewnątrz Związku. Formuła maszerujących, umundurowanych szeregów, nieustające prezentowanie łowiectwa i myśliwych jako kontynuatorów i twórców wielkiego dorobku kultury narodowej, dziesiątki konkursów sygnalistyki łowieckiej i wiele podobnych, czynią z nas, w oczach odbiorców takiego przekazu, raczej skamielinę czasu minionego. Zamiast budować i pokazywać naszą wartość dla współczesnego zarządzania środowiskiem przyrodniczym, zamiast pokazywania myśliwych jako ludzi wykonujących niezbędne zadania dla normalnego funkcjonowania świata w którym żyjemy, podajemy w istocie rękę naszym krytykom.
Co nas czeka w niedalekiej przyszłości? Dla mnie nie ulega wątpliwości, że obecna formuła funkcjonowania Związku jest niemożliwa do utrzymania na dłuższą metę. Nie wiem, na ile mamy realny wpływ na zapewnie nadchodzące rozstrzygnięcia, ale warto podjąć wysiłek dla budowania scenariusza przyszłości. Jakie propozycje na przyszłość?
- Jeżeli chcemy budowania polskiego łowiectwa, jako narzędzia zarządzania środowiskiem przyrodniczym, to ważne jest stabilne trwanie 2 pierwszych filarów polskiego modelu łowiectwa, a więc państwowej/społecznej własności zwierzyny w stanie dzikim oraz obwodów łowieckich o powierzchni co najmniej 3000 ha. Dodałbym jeszcze konieczność zbudowania prawdziwie funkcjonujących rejonów hodowlanych, jako podstawy zarządzania populacjami. W ramach tego zadania, widziałbym też konieczność przeniesienia nadzoru nad gospodarką łowiecką z poziomu nadleśnictw na poziom Regionalnych Dyrekcji Lasów Państwowych.
- Struktura Polskiego Związku Łowieckiego powinna być przebudowana w taki sposób, aby przenieść znaczącą część uprawnień i zadań organów centralnych zrzeszenia na poziom okręgów/województw. Skuteczne zarządzanie zadaniami środowiskowymi wymaga regionalizacji gromadzenia informacji, planowania i nadzoru oraz finansowania. Centralne organy zrzeszenia powinny realizować jedynie prawdziwie niezbędną na tym szczeblu część zadań polskiego łowiectwa. Podstawą oceny oraz finansowania okręgowych/wojewódzkich oraz centralnych organów zrzeszenia powinien być katalog konkretnych zadań przyjętych na początku kadencji.
- Na koniec postulat zapewne najważniejszy i niezwykle trudny – należy zbudować system doboru kadry zarządzającej na wszystkich poziomach zrzeszenia, w tym katalog niezbędnych kwalifikacji, oraz przyjąć zasadę konkursowego doboru do najważniejszych funkcji. Musi to prowadzić do profesjonalizacji zarządzania od poziomu kół łowieckich do szczebla centralnego, z wszystkimi tego praktycznymi skutkami.


w ubiegłym sezonie łowieckim myśliwi zastrzelili ponad 632 tysiące danieli, jeleni, saren i dzików, czyli 49,8 proc.populacji.Tak wielki odstrzał, zwany przez myśliwych „stabilizacyjnym”,plus masywne karmienie zwierzyny na nęciskach rzędu ponad 100 tysięcy ton karmy rocznie. Zbigniew !! Bierz pukawkę i do lasu. Jeszcze trochę tego pasożyta jest.
Danielu, jak kiedyś, ktoś, gdzieś umieści informację, że myśliwi zastrzelili 120% populacji wszystkich gatunków łownych w Polsce, to połkniesz taką brednię jak przysłowiowa gęś. Wiesz z czego wynika łatwość manipulowania ludźmi? To proste, z braku fundamentalnej wiedzy wśród manipulowanych. Przemyśl to! Pozdrawiam. PS. Czy wywiesiłeś już flagę?
Jestemy z wykształcenia leśnikiem ,do PZł wstapiłem w 1986r. a raczej nakazano przyjęcie mnie z urzedu decyzją Okrgowego Łowczego w Lublinie na odwołanie moje, po dwóch latach walki z komuchami. Obecnie taka sama mafia Cosa ńostra potworzyła bandy klauzulowe „koledzy” żrący sie wzajemnie jak szakale walcżący między sobą o kawałek padliny. Nadymani urzednicy w krawatach rozpieprzający pieniądze ze składek członkowskich. Rzygać się chce jak widzę ten model łowiectwa, a opisany tak pięknie literacko powyżej tekst można w ramki oprawić i w piwnicy powieśić. Nikt tego czytał nie będzie . Obecne łowiectwo to mafia „szlachty”pokomunmistycznej . Nowobogackich z uprawnieniami nabytymi za kasę , plądrujacymi wypasionymi terenówkami lasy.Mordujcy z ambon z nęciskami zwierzeta. Ludzie bez wiedzy o podstawowych zasadach w sprawach środowiska naturalnego.Posiadacze broni myśliwskiej strzelający do ludzi , bo myśleli że to był dzik. Kto ,pytam kto daje uprawnienia takim istotom ?
I Bogu dzięki że już Pana Dr. inżyniera odwołałno.
Na moje monity do Prezydenta RP ,Ministerstwa OchronyŚrod. i obecnej Kancelari Premiera , Pan Lisiak od czerwca 2023 nawet mi nie napisał co kolwiek ,chociażby : odpieprz sie facet .
DB
Komentarz bardzo gorzki i zapewne w niemałym stopniu prawdziwy. Warto jednak pamiętać, że zawsze w oczy rzuca się najpierw brud, ponieważ to co zwykłe i dobre nie budzi takich emocji. Prowadzę tą stronę od wielu lat ale ostatnio moja aktywność znacznie spadła gdyż mam czasem wrażenie marnowania czasu. Oprawienie tego tekstu i powieszenie w piwnicy, z dzisiejszej mojej perspektywy, byłoby zapewne moim sukcesem. Cóż, chciałoby się powiedzieć, że łowiectwo zeszło na psy ale pytaniem jest czy tylko ono?