Na lisa z border terierem

Przełom stycznia i lutego to nie tylko czas dokarmiania bażantów ale też okres zabiegania o ich całoroczne bezpieczeństwo. Trwająca właśnie cieczka lisów jest najlepszym okresem do ich skutecznego pozyskania. W pochmurne południe ruszyliśmy z Markiem i jego border terierem na nory. Takie wspólne wypady z norowcem na lisa mają już swoją historię, o czym zapewne uważni czytelnicy strony pamiętają. Tak jak zwykle, najpierw ruszamy na kompleks nor nad Żabiokiem – stawem leżącym w „sercu” terenu zasobnego w bażanty. Pomimo, że nory znajdują się w groblach stawu oraz obecnie nie używanego  jego zaplecza,  po ostatnich roztopach i opadach deszczu w niektórych jest bardzo wilgotno. Nasz mały terier tylko zajrzał do środka i nie zamierzał do nich wchodzić. Sytuacja zmieniła się zupełnie kiedy dotarliśmy do miejsca wysoko wyniesionego nad otaczający teren i przez to suchego. Piesek zniknął pod ziemią i choć parę razy wychylił się na powierzchnię dla zaczerpnięcia oddechu, widać było wyraźnie, że lis jest. Podziemne zapasy trwały już dosyć długo gdy nagle, na samym skraju nor, w odległości ponad 20 metrów ode mnie pojawił się duży lis. Strzelam, lis zawraca i rusza w kierunku Marka. Strzelam jeszcze raz w momencie jak znika za kępą traw, potem dwa szybkie strzały Marka i jest!!!! Marek podnosi okazałą zdobycz. Jest to wielki pies wagi 7,5 kg i tak stary, że nie ma już części zębów. Nie widziałem jeszcze tak starej sztuki. Niełatwo sprzedał swoją skórę, nasz piesek ma trochę pokaleczony pysk. Poniżej parę pamiątkowych zdjęć z tego zdarzenia.