Szczerze mówiąc, coraz rzadziej zaglądam do artykułów w BŁ dotyczących prawa łowieckiego, a w szczególności różnych rozważań o rzekomo niezbędnej zmianie polskiego modelu łowiectwa. Powód jest bardzo prosty – teksty te, z tak daleka „śmierdzą” propagandą, że ich wiarygodność przestała być wartością. Do tekstu Kolegi Witolda Daniłowicza, zachęcony telefonem kolegi, siadłem więc nieco uprzedzony i niestety, nie zawiodłem się i tym razem.
Najpierw pozytywy. Prosto i wyraźnie podane są dwie podstawowe przesłanki wyroku Trybunału Konstytucyjnego i warto się im dokładnie przyjrzeć. Cytuję za Autorem – „… Według Trybunału prawo do polowania można bowiem ustawowo oddzielić od prawa własności. Muszą jednak zostać spełnione pewne warunki. Przede wszystkim: 1. celem takiego uregulowania ma być interes publiczny, np. prowadzenie gospodarki łowieckiej na większym terenie, oraz 2. właściciel powinien dostać odszkodowanie za ograniczenie jego prawa własności przez odebranie mu prawa do polowania ….”. Potem niestety odbywa się kolejna, typowa dla BŁ próba demolowania polskiego systemu łowieckiego poparta różnymi, wynikającymi rzekomo z w/w przesłanek, powodami.
Przeczytajmy owe, podane przez Kolegę Daniłowicza, poglądy Trybunału inaczej. Pierwszy z nich jest fundamentalnie ważnym zapisem potwierdzającym jednoznacznie zgodność polskiego modelu łowiectwa z prawem, co zresztą mimochodem przyznaje również Autor artykułu. Jak przecież wszyscy dobrze wiemy, podstawową cechą polskiego modelu łowiectwa, odróżniającą od modeli gospodarki łowieckiej na Zachodzie, jest jego zapisany w prawie łowieckim cel ekologiczny oraz niezależność prawa do polowania od własności ziemi. Tak czytając orzeczenie Trybunału można spokojnie powiedzieć, że ugruntował on tą opinią podstawy prawne polskiego modelu łowiectwa, co m.in. BŁ od lat kwestionowała.
Popatrzmy na drugi z przywołanych przez Kol. Daniłowicza warunków. Najpierw pewne sprostowanie i to sprostowanie niesłychanie istotne. Owo ograniczenie prawa własności poprzez włączenie nieruchomości do obwodu łowieckiego nie polega na ograniczeniu prawa do polowania na swojej ziemi gdyż takie prawo, z samego faktu posiadania nieruchomości, w polskim systemie prawnym nie przysługuje a więc, tym samym, nie może być ograniczone. Prawo do polowania może uzyskać każdy dorosły Polak jeżeli wypełni minimalne kryteria wymagane prawem a kryteria te nie mają żadnego związku z posiadaniem ziemi. Wpływ udziału nieruchomości w obwodzie łowieckim prowadzić może jedynie do pewnych ograniczeń w dysponowaniu swoją nieruchomością, bo tak to z orzeczenia Trybunału wynika i z tego właśnie powodu rekompensata dla właściciela gruntu, a nie tylko dla gminy czy Skarbu Państwa, powinna być ustalona. To jest oczywista prawda a cały problem w tym, jak wycenić owo ograniczenie prawa w dysponowaniu (jeszcze raz powtórzę – nie polowaniu).
W artykule przewija się teza, że odszkodowanie nie może mieć wartości symbolicznej – moje pytanie brzmi – a niby dlaczego? Zastanówmy się jakie pożytki ma właściciel gruntu z tego, że jego teren włączony jest w obwód łowiecki a jakie z tego tytułu obciążenia? Pierwszy podstawowy pożytek jest taki, że praktycznie wszelkie szkody spowodowane przez zwierzynę łowną opłacają koła łowieckie a szkody spowodowane przez zwierzęta nie podlegające gospodarce łowieckiej prowadzonej przez koła, rekompensuje Państwo. Kwoty z tego tytułu wypłacane w skali kraju to dziesiątki milionów PLN. Pożytek kolejny, o którym często się zapomina, to pozytywny wpływ np. ptactwa łownego na różne szkodniki roślin nie mówiąc już o tym, że chroniąc zwierzęta łowne myśliwi chronią jednocześnie dziesiątki pożytecznych gatunków nie objętych ustawą łowiecką, pożytecznych przecież również dla nieruchomości na której żyją. Jakie natomiast obciążenia nieruchomości wiążą się z jej użytkowaniem łowieckim? Weźmy za przykład koło łowieckie liczące 60 członków, w tym aktywnych myśliwych ok. 40, dysponujących obwodem łowieckim o powierzchni 10 000 ha. Jaka jest presja łowieckiej aktywności tych osób na jeden hektar powierzchni? i jak bardzo ogranicza ona prawa właścicieli?, tym bardziej, że wszelka aktywność typu budowa urządzeń łowieckich musi być uzgodniona z właścicielem i przez niego zaakceptowana. Czy aktywność rowerzystów, turystów, zakochanych par i innych użytkowników tych terenów nie jest wielokrotnie większa? Czy ktoś żąda rekompensaty za spacer wśród pól i łąk?
Popatrzmy na to z jeszcze innej strony. Gospodarka łowiecka jest zadaniem o charakterze non profit. Koła łowieckie z tytułu przychodów kierowanych na cele statutowe nie płacą podatków po to, aby całość tego przychodu skierować na rzecz gospodarki łowieckiej czyli dbania o przedmiot wspólnej troski jakim jest zwierzyna łowna. Trzeba też pamiętać, że duża część tych dochodów, a w słabszych łowiskach praktycznie całość, pochodzi bezpośrednio lub pośrednio z kieszeni myśliwych a nie z pozyskanej zwierzyny. Liczmy dalej. Obwód o którym mówimy obciążamy niewielką, wydawałoby się, kwotą czynszu w wysokości 10 PLN/ha. Obciążenie koła rośnie o 100 000 PLN w skali roku a tym samym jego zdolność do inwestowania w gospodarkę łowiecką o taką samą kwotę spada. Wyobraźmy sobie dalej, że kwota z owych 10 PLN rośnie do np. 50, 100 – itd., itd. ….
Na koniec jeszcze jedno marzenie Kolegów z Braci – małe obwody łowieckie wzorem „genialnych i jedynie słusznych” systemów łowieckich Zachodu. W artykule przywołano przykład obwodu o powierzchni 500 ha. Co dzieje się w sytuacji podziału naszego modelowego obwodu o powierzchni 10 000 ha na 20 mniejszych jednostek. Logika jest prosta – ponieważ nie przybywa myśliwych chyba, że ściągniemy ich z zagranicy albo wszystkim Polakom rozdamy karty do polowania, więc musi nastąpić podział terenu pomiędzy 60 polujących co powoduje, że na małym obwodzie znajdzie się miejsce dla średnio 3 myśliwych. Idźmy dalej tym tropem. Nieuchronne zróżnicowanie jakości łowieckiej tych 500 hektarowych kawałków, zgodnie z logiką rynku doprowadzi do zróżnicowania czynszu dzierżawnego a to z kolei podzieli natychmiast małą społeczność koła na lepszych (czytaj zamożniejszych) i gorszych (czytaj mniej zamożnych). Kolejny skutek takiej manipulacji terenem to praktyczne zniesienie możliwości zarządzania populacjami przez myśliwych i przeniesienie tego zarządzania w ręce gminnych, powiatowych czy wojewódzkich urzędników i sprowadzenie roli myśliwego do zabijania wskazanych przez urzędnika zwierząt. Krótko mówiąc dostajemy typowy model zachodniego łowiectwa gdzie nikt nie dba o środowisko, gdzie po pewnym czasie mamy w terenie jedynie hodowlaną zwierzynę a całość jest oparta o typowy rachunek zysków i strat. Czy naprawdę o to nam chodzi??


Witam, przeszanowny Panie Zbigniewie.
Ta dyskusja nad wyzszoscia/nizszoscia jednego modelu opartego na prawie do polowania opartego o wlasnosc gruntow nad innym
ma z mojego punktu widzenia cos z dywagacji nad tym, co bylo pierwsze – jajko czy kura ?.
Oba funkcjonuja. Roznie ale funkcjonuja. Rowniez na Zachodzie istnieja kraje, gdzie obowiazuje – identyczna jak u nas –
zasada rozdzialu prawa do polowania od prawa do wlasnosci gruntow. Wiedzial Pan o tym ?. Jesli nie to teraz Pan wie.
Konkretnie chodzi o Szwajcarie, niektore regiony Wloch, a i w Szwecji mozna sie w niektorych okolicach zamion tego naszego
modela dopatrzec. Problem ?. Chyba nie.
Bo problemem nie jest to JAKI model obowiazuje, lecz JAK dany model w danych warunkach funkcjonuje.
W paru miejscach popada Pan w prawienie frazesow rodem z „organa” :
Np. piszac :
” odróżniającą od modeli gospodarki łowieckiej na Zachodzie, jest jego zapisany w prawie łowieckim cel ekologiczny oraz niezależność prawa do polowania od własności ziemi. ”
To drugie – jak wyzej. Jajko czy kura. Ten cel „ekologiczny” obowizuje we WSZYSTKICH regulacjach dotyczacych polowania
na Wschodzie, Zachodzie i w srodku tez. Ktore mi sa znane. Jesli Pan potrafi podac przyklady regulacji prawnych dot. lowiectwa,
w ktorych „cele ekologiczne” sa pomijane, nie uwzgledniane to bylbym b. wdzieczny. Moze Lowiec Polski faktycznie na ten temat
cos objawil a ja przeoczylem. Z gory dziekujac za podanie konkretnych przykladow…..Bez frazesow.
To po pierwsze. A po drugie :
„Krótko mówiąc dostajemy typowy model zachodniego łowiectwa gdzie nikt nie dba o środowisko, gdzie po pewnym czasie mamy w terenie jedynie hodowlaną zwierzynę a całość jest oparta o typowy rachunek zysków i strat. Czy naprawdę o to nam chodzi??”
Tez poprosilbym o przyklady…..bo to z daleka pachnie lowcem piszacym dla emeryta wychowanego za gierka w walce z imperialistami. Ze stron, skad przyjezdzaja dewizowcy.
A calosc jest z mojego punktu widzenia dosc prozaiczna. Mamy ten najlepszy model w Europie a moze i na swiece, gdzie w realu
wystepuja „zgrzyty w trybikach” – jak w kazdej maszynie. To sa sprzecznosci w zakresie regulacji prawnych , rozdzwiek miedzy
poboznozyczeniowoscia regulacji i szara rzeczywistoscia. Jesli piewcy najlepszego modela nie naucza sie sami tych zgrzytow
wychwytywac i reperowac, a niepokojace odglosy tuszowac beda jedynie glosnymi frazesami to te „maszyne” przyjdzie w koncu
wymienic na nowa. Ktora moze lepiej juz gorzej funkcjonowac. Ale na pewno inaczej.
Pozyjemy zobaczymy.
Jak zawsze cieszę się głosu Szanownego Kolegi. Co do meritum – nie rzecz w tym aby się przerzucać pytaniami „na inteligencję” ale w tym aby iść ku lepszemu zrozumieniu i działaniu, we wspólnej przecież sprawie. Znowu otrzymam cios za „komunały i pouczanie” ale przyjmę go z prawdziwie katolicką pokorą.
Dla mnie nie budzi najmniejszej wątpliwości, że system oparty o oddzielenie prawa do polowania od własności ziemi, pozwalający na gospodarowanie na dużych powierzchniach oraz włączający w to gospodarowanie możliwie dużo obywateli jest systemem optymalnym. Problem jak zawsze w ludziach i tu zgadzam się z Szanownym Kolegą, że z tym jest kłopot ale ten kłopot dotyczy absolutnie wszystkich obszarów naszego życia od polityki począwszy na instytucjach naukowych skończywszy, że nie wspomnę o tzw. „zwykłym obywatelu”.
To co jest misją mojej strony i celem mojego wysiłku to po pierwsze pokazywanie problemu w możliwie najbardziej wyrazisty sposób a po wtóre zachęta do działania pozytywnego, dla poprawy myśliwsko-kynologiczno-ekologicznego światka w którym funkcjonujemy. Źle znoszę w związku z tym wszelkie działania burzące, otumaniające itp. prowadzone przez różne środowiska, we własnym zwykle interesie, bez baczenia na szerszy wymiar i nie ukrywam, że niektóre działania BŁ w ten obszar mi się wpisują.
Jak zawsze pozdrawiam.