„Prawo własności a prawo do polowania” BŁ 11/2014 – kolejne „wiercenie dziury w brzuchu” polskiemu łowiectwu

Szczerze mówiąc, coraz rzadziej zaglądam do artykułów w BŁ dotyczących prawa łowieckiego, a w szczególności różnych rozważań o rzekomo niezbędnej zmianie polskiego modelu łowiectwa. Powód jest bardzo prosty – teksty te, z tak daleka „śmierdzą” propagandą, że ich wiarygodność przestała być wartością. Do tekstu Kolegi Witolda Daniłowicza, zachęcony telefonem kolegi, siadłem więc nieco uprzedzony i niestety, nie zawiodłem się i tym razem.

Najpierw pozytywy. Prosto i wyraźnie podane są dwie podstawowe przesłanki wyroku Trybunału Konstytucyjnego i warto się im dokładnie przyjrzeć. Cytuję za Autorem – „… Według Trybunału prawo do polowania można bowiem ustawowo oddzielić od prawa własności. Muszą jednak zostać spełnione pewne warunki. Przede wszystkim: 1. celem takiego uregulowania ma być interes publiczny, np. prowadzenie gospodarki łowieckiej na większym terenie, oraz 2. właściciel powinien dostać odszkodowanie za ograniczenie jego prawa własności przez odebranie mu prawa do polowania ….”. Potem niestety odbywa się kolejna, typowa dla BŁ próba demolowania polskiego systemu łowieckiego poparta różnymi, wynikającymi rzekomo z w/w przesłanek, powodami.

Przeczytajmy owe, podane przez Kolegę Daniłowicza, poglądy Trybunału inaczej. Pierwszy z nich jest fundamentalnie ważnym zapisem potwierdzającym jednoznacznie zgodność polskiego modelu łowiectwa z prawem, co zresztą mimochodem przyznaje również Autor artykułu. Jak przecież wszyscy dobrze wiemy, podstawową cechą polskiego modelu łowiectwa, odróżniającą od modeli gospodarki łowieckiej na Zachodzie, jest jego zapisany w prawie łowieckim cel ekologiczny oraz niezależność prawa do polowania od własności ziemi.  Tak czytając orzeczenie Trybunału można spokojnie powiedzieć, że ugruntował on tą opinią podstawy prawne polskiego modelu łowiectwa, co m.in. BŁ od lat kwestionowała.

Popatrzmy na drugi z przywołanych przez Kol. Daniłowicza warunków. Najpierw pewne sprostowanie i to sprostowanie niesłychanie istotne. Owo ograniczenie prawa własności poprzez włączenie nieruchomości do obwodu łowieckiego nie polega na ograniczeniu prawa do polowania na swojej ziemi gdyż takie prawo, z samego faktu posiadania nieruchomości, w polskim systemie prawnym nie przysługuje a więc, tym samym, nie może być ograniczone. Prawo do polowania może uzyskać każdy dorosły Polak jeżeli wypełni minimalne kryteria wymagane prawem a kryteria te nie mają żadnego związku z posiadaniem ziemi. Wpływ udziału nieruchomości w obwodzie łowieckim prowadzić może jedynie do pewnych ograniczeń w dysponowaniu swoją nieruchomością, bo tak to z orzeczenia Trybunału wynika i z tego właśnie powodu rekompensata dla właściciela gruntu, a nie tylko dla gminy czy Skarbu Państwa, powinna być ustalona. To jest oczywista prawda a cały problem w tym, jak wycenić owo ograniczenie prawa w dysponowaniu (jeszcze raz powtórzę – nie polowaniu).

W artykule przewija się teza, że odszkodowanie nie może mieć wartości symbolicznej – moje pytanie brzmi – a niby dlaczego? Zastanówmy się jakie pożytki ma właściciel gruntu z tego, że jego teren włączony jest w obwód łowiecki a jakie z tego tytułu obciążenia? Pierwszy podstawowy pożytek jest taki, że praktycznie wszelkie szkody spowodowane przez zwierzynę łowną opłacają koła łowieckie a szkody spowodowane przez zwierzęta nie podlegające gospodarce łowieckiej prowadzonej przez koła, rekompensuje Państwo. Kwoty z tego tytułu wypłacane w skali kraju to dziesiątki milionów PLN. Pożytek kolejny, o którym często się zapomina, to pozytywny wpływ np. ptactwa łownego na różne szkodniki roślin nie mówiąc już o tym, że chroniąc zwierzęta łowne myśliwi chronią jednocześnie dziesiątki pożytecznych gatunków nie objętych ustawą łowiecką, pożytecznych przecież również dla nieruchomości na której żyją. Jakie natomiast obciążenia nieruchomości wiążą się z jej użytkowaniem łowieckim? Weźmy za przykład koło łowieckie liczące 60 członków, w tym aktywnych myśliwych ok. 40, dysponujących obwodem łowieckim o powierzchni 10 000 ha. Jaka jest presja  łowieckiej aktywności tych osób na jeden hektar powierzchni? i jak bardzo ogranicza ona prawa właścicieli?, tym bardziej, że wszelka aktywność typu budowa urządzeń łowieckich musi być uzgodniona z właścicielem i przez niego zaakceptowana. Czy aktywność rowerzystów, turystów, zakochanych par i innych użytkowników tych terenów nie jest wielokrotnie większa? Czy ktoś żąda rekompensaty za spacer wśród pól i łąk?

Popatrzmy na to z jeszcze innej strony. Gospodarka łowiecka jest zadaniem o charakterze non profit. Koła łowieckie z tytułu przychodów kierowanych na cele statutowe nie płacą podatków po to, aby całość tego przychodu skierować na rzecz gospodarki łowieckiej czyli dbania o przedmiot wspólnej troski jakim jest zwierzyna łowna. Trzeba też pamiętać, że duża część tych dochodów, a w słabszych łowiskach praktycznie całość, pochodzi bezpośrednio lub pośrednio z kieszeni myśliwych a nie z pozyskanej zwierzyny. Liczmy dalej. Obwód o którym mówimy obciążamy niewielką, wydawałoby się, kwotą czynszu w wysokości 10 PLN/ha. Obciążenie koła rośnie o 100 000 PLN w skali roku a tym samym jego zdolność do inwestowania w gospodarkę łowiecką o taką samą kwotę spada. Wyobraźmy sobie dalej, że kwota z owych 10 PLN rośnie do np. 50, 100 – itd., itd. ….

Na koniec jeszcze jedno marzenie Kolegów z Braci – małe obwody łowieckie wzorem „genialnych i jedynie słusznych” systemów łowieckich Zachodu. W artykule przywołano przykład obwodu o powierzchni 500 ha. Co dzieje się w sytuacji podziału naszego modelowego obwodu o powierzchni 10 000 ha na 20 mniejszych jednostek. Logika jest prosta – ponieważ nie przybywa myśliwych chyba, że ściągniemy ich z zagranicy albo wszystkim Polakom rozdamy karty do polowania, więc musi nastąpić podział terenu pomiędzy 60 polujących co powoduje, że na małym obwodzie znajdzie się miejsce dla średnio 3 myśliwych. Idźmy dalej tym tropem. Nieuchronne zróżnicowanie jakości łowieckiej tych 500 hektarowych kawałków, zgodnie z logiką rynku doprowadzi do zróżnicowania czynszu dzierżawnego a to z kolei podzieli natychmiast małą społeczność koła na lepszych (czytaj zamożniejszych) i gorszych (czytaj mniej zamożnych). Kolejny skutek takiej manipulacji terenem to praktyczne zniesienie możliwości zarządzania populacjami przez myśliwych i przeniesienie tego zarządzania w ręce gminnych, powiatowych czy wojewódzkich urzędników i sprowadzenie roli myśliwego do zabijania wskazanych przez urzędnika zwierząt. Krótko mówiąc dostajemy typowy model zachodniego łowiectwa gdzie nikt nie dba o środowisko, gdzie po pewnym czasie mamy w terenie jedynie hodowlaną zwierzynę a całość jest oparta o typowy rachunek zysków i strat. Czy naprawdę o to nam chodzi??