Odbierając nowy numer Łowca z pewnym zdziwieniem wymacałem przesyłkę grubszą niż zwykle. Pomyślałem wtedy, że pewnie sporo informacji z przebiegu XXIII Krajowego Zjazdu Delegatów jest powodem tego nagłego pogrubienia miesięcznika. Zajrzałem do środka i okazało się, że powód „ciążowej” formy Łowca jest zgoła inny. Informacja ze Zjazdu Krajowego znalazła się oczywiście na poczesnym miejscu ale wypełniona została głównie portretami Wielce Szanownych Koleżanek i Kolegów zatopionymi w niewielkiej ilości i to dosyć ogólnikowych informacji o części merytorycznej spotkania 400 delegatów z całej Polski.
Co zatem zwiększyło objętość czasopisma? Odpowiedź jest prosta. Zespół redakcyjny zaserwował nam sporą dawkę kampanii wyborczej, prezentując 9 kandydatów do Sejmu, myśliwych pozytywnie odbieranych w naszym środowisku. Na liście znalazło się 4 posłów z PIS, 3 z PSL oraz 2 ze Zjednoczonej Lewicy. Ani jednego reprezentanta PO, które rzetelnie zasłużyło sobie na nieobecność w Łowcu, dzięki ostatnim działaniom przeciwko Lasom i PZŁ. W sumie decyzję Redakcji oceniam pozytywnie gdyż nastał taki czas, że bez zaplecza politycznego i to silnego zaplecza, tak duże środowisko jak środowisko polskich myśliwych, nie będzie mogło skutecznie realizować swoich zadań.
To tylko na początek, gdyż w istocie inna sprawa skłoniła mnie do sięgnięcia po „pióro”. We wstępie do numeru Redaktor Naczelny, pod hasłem „myśliwi do sejmu”, snuje rozważania na temat wizerunku polskiego łowiectwa, a właściwie skuteczności i sposobu jego obrony. Zdaniem Redaktora Gduli ci, którzy uważają, że dotychczasowe działania Związku jeżeli chodzi o budowanie wizerunku łowiectwa w Polsce są porażką, są w błędzie. Prawda, w opinii Redaktora jest zupełnie inna, czyli jest OK, a to, że nas widzą źle wynika nie z tego, że my działamy źle ale z tego, że łatwiej „sprzedaje się” medialnie brudne łowiectwo niż jego czystą wersję. Przywołany został program „Ożywić pola” jako spektakularny sukces pozytywnej aktywności Związku, sukces którego jakoś nikt nie chce zobaczyć i komentować jako elementu dobrego wizerunku naszego środowiska. Tak na marginesie. Aktywnie działam w swoim środowisku i nigdy nie spotkałem się z jakąkolwiek akcją w ramach tego programu, co więcej, szukałem kiedyś konkretnych informacji o jego praktycznych efektach i, szczerze mówiąc, nie znalazłem. Dalej, pod hasłem – pomimo, że nas nie lubią róbmy swoje a będzie dobrze, Redaktor Gdula zachęca do kontynuowania jedynie słusznej linii obecnych i poprzednich władz Związku. Naprawdę ręce opadają!
Jeżeli przez ostatnie 20 lat nastąpiła erozja wizerunku polskiego łowiectwa a my uważamy, że nasza metoda działania jest jedynie słuszna, a do tego jeszcze skuteczna, to natychmiast przychodzi mi do głowy skutek podobnego sposobu myślenia elit końcówki PRL-u, a ostatnio spektakularny sukces takiego podejścia w wykonaniu byłego Prezydenta RP. Naprawdę, pycha i buta zawsze kończy się tak samo czyli zupełna klęską. Uprzejmie pytam kto ma budować pozytywny wizerunek polskiego łowiectwa? Kto z władz naczelnych czy okręgowych PZŁ chce i potrafi mówić o łowiectwie w mediach, kto rozumie łowiectwo tak, jak należy rozumieć je współcześnie? Nie miałem czasu wyliczyć średniej wieku gremiów decyzyjnych w PZŁ ale pewnie warto to zrobić aby zrozumieć, dlaczego jest tak wielki lęk przed pokazywaniem swoich poglądów publicznie. Pisałem już o tym kilkakrotnie, jeżeli nie będzie na poziomie kół łowieckich, władz okręgowych i władz naczelnych PZŁ konkretnych wymagań merytorycznych, nie będzie systemu prawdziwych szkoleń, rzetelnej oceny efektów działania to Związek nie będzie mógł prowadzić rzeczywiście merytorycznej działalności, a przekaz o łowiectwie składał się będzie z opowieści o czasach pańskich polowań z chartem i sokołem oraz fasadowych imprez typu „Ożywić pola”. Taki przekaz nie tylko, że jest zupełnie nieskuteczny ale w dłuższej perspektywie jest anty skuteczny gdyż niechętni łowiectwu łatwo wykorzystają nasza słabość a wtedy, najlepiej dobrany zespół posłów nie pomoże.


No coz, Panie Zbigniewie. Niektorzy zapominaja, ze „laska politykow na pstrym koniu jezdzi”. Lech Wielki posliznal sie na nowelizacji
ustawy, ktora nie poszla tak jak scenariusze z 2004 roku czy nowelizacja „posukienkowa”. Stad sie wzial spor z Otawskim, ktorego
zignorowal i potraktowal jak glupiego szczeniaka……Ot cala filozofia „antypeowosci” i peowskiej „antylowieckosci”.
Wlasciwie juz list podziekowalny Szyszki z podziekowaniem za wybor Dudy byl o jednym krokiem za daleko. Dopuki polityka chodzi
na smyczy myslistwa wszystko jest ok., kiedy to sie odwraca – robi sie niedobrze…..nic nie jest wieczne.
Reklama Zjednoczonej Lewicy ? Co to jest Zjednoczona Lewica ?. To sa tez Zieloni na przyklad ……
W sumie….Albo wszystkich albo nikogo…..I jedno i drugie by nikogo nie zabolalo…..:)))) A czy Szyszko, jako kon trojanski, ktorego
Bloch swego czasu owinal sobie wokol palca sie w tej roli do konca sprawdzi – zobaczymy.
pozdr
daka
Sam jestem ciekawy jak to się wszystko potoczy ale, tego jestem pewien, że w dłuższej perspektywie, bez prawdziwych zmian w sposobie działania Związku, dobrze nie będzie.
W tej chwili ta sytuacja jest dla wiekszosci po prostu wygodna, zarowno dla gor, jak i dolow, a „wychylanie” sie i wskazywanie
na niektore problemy niechetnie widzianym.
Inaczej juz dawno mielibysmy „struktury rownolegle” zabierajace publicznie glos w sprawie lowiectwa.
Jak to sie potoczy ?. Sila bezwladnosci zapewne.
pozdr
daka
Siła bezwładności zwykle jest wypadkową różnych sił.
Należę do PZŁ od niedawna i nigdzie nie widziałem takiego kumoterstwa, komuny i towarzystwa wzajemnej adoracji.
Aktualnie klimat w PZŁ (nawet po wyborach) można porównać ze słabo przewietrzonym pokojem.
W organach PZŁ zasiadają Panowie przekonani o swej doskonałości i mądrości i to na każdym szczeblu.
Dostanie się do kół łowieckich graniczy z cudem, choć limity odstrzałów nie są realizowane, bo aktywnie polujących za mało a zwierzyny grubej coraz więcej, ale nie bo nie i koniec. Argument pt. „bo na zbiorówkach będzie nas za dużo” są śmieszne ponieważ w kołach, które znam na kilkudziesięciu członków, udział w polowaniu zbiorowym bierze w porywach do kilkunastu osób.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wysoko postawieni działacze są nie do „ruszenia” i dobrze zdają sobie z tego sprawę.
Po co władze PZŁ co roku organizują kursy na myśliwego? skoro „nowy” myśliwy w większości pasjonat przyrody i łowiectwa i tak zostanie odrzucony przez kolektyw „Starszych Panów” zasiadających w zarządach kół PZŁ.
Zadaje sobie pytanie z czego to wynika, czy ze zwykłej ludzkiej pazerności, czy może po prostu tumiwisizmu.
Moim zdaniem PZŁ z takim podejściem nie rozwiąże żadnych problemów a jedynie je pogłębi, brak jakiejkolwiek chęci przyjmowania do kół łowieckich młodych myśliwych, ludzi którzy chcieliby wnieść swój wkład w rozwój łowiectwa i tym samym zadbać o jak najlepszy wizerunek, spowoduje że do głosu będą dochodzić eko-manipulatorzy, którzy za pośrednictwem facebooka oczerniają PZŁ.
Szanowny Kolego, muszę się zgodzić z wieloma tezami ale trzeba też pamiętać, że słowa „łowiectwo”, „koło łowieckie” i wiele podobnych, niejedno mają imię. Zachęcam do cierpliwego poszukania takiego środowiska i takiego koła, z którym Koledze będzie po drodze. Życzę owocnych poszukiwań. Darz Bór