„Łowiec Wyborczy” – 10/2015

Odbierając nowy numer Łowca z pewnym zdziwieniem wymacałem przesyłkę grubszą niż zwykle. Pomyślałem wtedy, że pewnie sporo informacji z przebiegu XXIII Krajowego Zjazdu Delegatów jest powodem tego nagłego pogrubienia miesięcznika. Zajrzałem do środka i okazało się, że powód „ciążowej” formy Łowca jest zgoła inny. Informacja ze Zjazdu Krajowego znalazła się oczywiście na poczesnym miejscu ale wypełniona została głównie portretami Wielce Szanownych  Koleżanek i Kolegów  zatopionymi w niewielkiej ilości i to dosyć ogólnikowych informacji o części merytorycznej spotkania 400 delegatów z całej Polski.

Co zatem zwiększyło objętość czasopisma? Odpowiedź jest prosta. Zespół redakcyjny zaserwował nam sporą dawkę kampanii wyborczej, prezentując 9 kandydatów do Sejmu, myśliwych pozytywnie odbieranych w naszym środowisku. Na liście znalazło się 4 posłów z PIS, 3 z PSL oraz 2 ze Zjednoczonej Lewicy. Ani jednego reprezentanta PO, które rzetelnie zasłużyło sobie na nieobecność w Łowcu, dzięki ostatnim działaniom przeciwko Lasom i PZŁ. W sumie decyzję Redakcji oceniam pozytywnie gdyż nastał taki czas, że bez zaplecza politycznego i to silnego zaplecza, tak duże środowisko jak środowisko polskich myśliwych, nie będzie mogło skutecznie realizować swoich zadań.

To tylko na początek, gdyż w istocie inna sprawa skłoniła mnie do sięgnięcia po „pióro”. We wstępie do numeru Redaktor Naczelny, pod hasłem „myśliwi do sejmu”, snuje rozważania na temat wizerunku polskiego łowiectwa, a właściwie skuteczności i sposobu jego obrony. Zdaniem Redaktora Gduli ci, którzy uważają, że dotychczasowe działania Związku jeżeli chodzi o budowanie wizerunku łowiectwa w Polsce są porażką, są w błędzie. Prawda, w opinii Redaktora jest zupełnie inna, czyli jest OK, a to, że nas widzą źle wynika nie z tego, że my działamy źle ale z tego, że łatwiej „sprzedaje się” medialnie brudne łowiectwo niż jego czystą wersję. Przywołany został program „Ożywić pola” jako spektakularny sukces pozytywnej aktywności Związku, sukces którego jakoś nikt nie chce zobaczyć i komentować jako elementu dobrego wizerunku naszego środowiska. Tak na marginesie. Aktywnie działam w swoim środowisku i nigdy nie spotkałem się z jakąkolwiek akcją w ramach tego programu, co więcej, szukałem kiedyś konkretnych informacji o jego praktycznych efektach i, szczerze mówiąc, nie znalazłem. Dalej, pod hasłem – pomimo, że nas nie lubią róbmy swoje a będzie dobrze, Redaktor Gdula zachęca do kontynuowania jedynie słusznej linii obecnych i poprzednich władz Związku. Naprawdę ręce opadają!

Jeżeli przez ostatnie 20 lat nastąpiła erozja wizerunku polskiego łowiectwa a my uważamy, że nasza metoda działania jest jedynie słuszna, a do tego jeszcze skuteczna, to natychmiast przychodzi mi do głowy skutek podobnego sposobu myślenia elit końcówki PRL-u, a ostatnio spektakularny sukces takiego podejścia w wykonaniu byłego Prezydenta RP. Naprawdę, pycha i buta zawsze kończy się tak samo czyli zupełna klęską. Uprzejmie pytam kto ma budować pozytywny wizerunek polskiego łowiectwa? Kto z władz naczelnych czy okręgowych PZŁ chce i potrafi mówić o łowiectwie w mediach, kto rozumie łowiectwo tak, jak należy rozumieć je współcześnie? Nie miałem czasu wyliczyć średniej wieku gremiów decyzyjnych w PZŁ ale pewnie warto to zrobić aby zrozumieć, dlaczego jest tak wielki lęk przed pokazywaniem swoich poglądów publicznie. Pisałem już o tym kilkakrotnie, jeżeli nie będzie na poziomie kół łowieckich, władz okręgowych i władz naczelnych PZŁ konkretnych wymagań merytorycznych, nie będzie systemu prawdziwych szkoleń, rzetelnej oceny efektów działania to Związek nie będzie mógł prowadzić rzeczywiście merytorycznej działalności, a przekaz o łowiectwie składał się będzie z opowieści o czasach pańskich polowań z chartem i sokołem oraz fasadowych imprez typu „Ożywić pola”. Taki przekaz nie tylko, że jest zupełnie nieskuteczny ale w dłuższej perspektywie jest anty skuteczny gdyż niechętni łowiectwu łatwo wykorzystają nasza słabość a wtedy, najlepiej dobrany zespół posłów nie pomoże.