Hubertusowy weekend minął bardzo łowiecko. Maciek w sobotę polował na szwedzkim w Rudach – ja natomiast – na krótko wyskoczyłem z Herą na koguty. Na krótko, bo mieliśmy w domu prawdziwy zjazd rodzinny i czasu na dłuższe polowanie nie starczyło. W niedzielę, już spokojnie, z Maćkiem Goranem i Herą odwiedziliśmy stare kąty naszego łowiska i po prawie 3 godzinach polowania wracaliśmy z pełnymi trokami do domu.
Polujemy
– 4 listopada 2018Kategorie: Goran, Hera, Łowiectwo, Miot G, Miot H, Polecane, Polowania, Wyróżnione



Zbigniewie. Nikt tak pięknie nie potrafi pisać o ochronie przyrody jak dajany w gumofilcach. Czytaj i ucz się, ha znowu zarzygałem klawiaturę. Dobrze ze tanio nową można kupić.
Kilka lat temu wsiadł w kolej transsyberyjską w Moskwie i pojechał pod góry Ural, żeby polować na ptaki. Żeby dojść do ich gniazda, potrafił iść 16 kilometrów, przebijać się przez tajgę i wiele godzin brodzić w wodzie po pas. Z niesamowitą pasją w oczach opowiada, jak do jednego drzewa podchodzili z rosyjskim myśliwym przez półtorej godziny, bo ptak, którego mieli ustrzelić, co kilka minut na 4 sekundy tracił słuch. Gdy już trzymał w rękach broń gotową do strzału, zwierzę go usłyszało i przeleciało na inne drzewo. Ptak przycupnął na gałęzi na tle pełnego księżyca, rozłożył skrzydła i wydmuchując lodowate, syberyjskie powietrze, spojrzał z dumą na myśliwego. Wojtek mówi, że ten widok to jedno z najpiękniejszych wspomnień jego życia.
Danielu – zaczynam się martwić o Twoje zdrowie! Może coś na temat? Przekornie zapytam – masz ochotę wyskoczyć na koguty ze mną i moim wyżłem? Nie potrwa to dłużej niż 2-3 godziny. Jak fizycznie nie dasz rady – zwolnię. Zapraszam – zawsze warto wiedzieć o czy się pisze. Jak zawsze serdecznie pozdrawiam