Zachodniopomorskie – kraina wiatrów, deszczu i … dzików

Tablica pamiątkowa - 50 lecie KŁ

Tablica pamiątkowa – 50 lecie KŁ „Drop” w Szczecinie

Początek grudnia – na zaproszenie Igora ruszamy z Maćkiem i Florą na dwudniowe polowanie pod Szczecin. W planie oczywiście polowanie na dziki ale też może wypad na gęsi i kaczki na kanały dolnej Odry. Zapowiedzi pogody nienajlepsze ale w myśl zasady, że w najgorszym razie pogoda może być dobra ruszamy na północ. Na miejsce czyli do domku myśliwskiego KŁ „Drop” ze Szczecina docieramy około 1.00 w nocy i po krótkim śnie rano stawiamy się na zbiórce. Polowanie zbiorowe na dziki zaplanowane jest nie w lesie, gdzie przed tygodniem dewizowcy strzelili w ciągu 3 dni 47 dzików!!, ale na śródpolnych nieużytkach i trzcinowiskach. Koledzy z KŁ „Drop” strzelają rocznie ponad 500 dzików tak, że jesteśmy mocno podekscytowani nadchodzącym polowaniem. Mnie ciekawi też zachowanie Flory w czasie takiego, nieznanego jej przecież polowania. Na zbiórce stawia się 22 strzelców i niemała gromada psów wszelkiej maści. Ruszamy w teren. Pierwsze pędzenie to trzcinowisko leżące na granicy niedużej wioski. Miejsce wygląda ciekawie ale raczej do polowania na bażanty, jednak po chwili psy zaczynają głosić i już wiemy, że w miocie są dziki. W krótkim czasie padły 2 nieduże dziki pięknie strzelone przez stojących na flance myśliwych. Flora na stanowisku zachowywała się bardzo spokojnie pomimo odgłosów utarczek psów z dzikami wewnątrz miotu i kolejnych strzałów. Po pędzeniu mocno oszczekiwała i podskubywała jednego ze strzelonych warchlaków tak, że zaliczyliśmy

Flora i dzik

Flora i dzik

kolejny krok w jej łowieckiej edukacji. W jednym z pędzeń padł duży lis pięknie strzelony przez jednego z myśliwych kulą, w pełnym biegu – i znowu była dobra okazja do treningu Flory co pokazują zdjęcia z tego wydarzenia. Polowaliśmy do zmierzchu i pomimo naprawdę fatalnej pogody padło 5 dzików. Cały dzień mocno wiało a po 12.00 rozpadało się solidnie tak, że pokot rozkładano wśród prawdziwej ulewy. Jak łatwo się domyśleć, fotograficzne dokumentowanie wydarzeń w takich warunkach nie jest proste dlatego załączony reportaż z polowania nie jest w pełni kompletny a jakość zdjęć też pozostawia sporo do życzenia.  Następnego dnia była możliwość polowania na gęsi i kaczki ale mając na uwadze czekający nas powrót i związany z tym limit czasu zdecydowaliśmy się na kolejne pędzenie na dziki. Pogoda pozostała bez zmian, silny wiatr przez cały dzień a około południa niezła ulewa, która mocno nadwerężyła nasz zapał do polowania w drugiej połowie dnia.  Ten dzień jednak zapamiętamy na pewno ponieważ już w pierwszym pędzeniu

Flora i lis

Flora i lis

między mną a Maćkiem wyjechał na pole prawdziwy „pociąg” chyba z 20 dzików, z którego Maćkowi udało się strzelić pięknego wycinka. W pamięci mojej zostanie też piękna i zaskakująca stójka Flory do stadka kuropatw na śródpolnym nieużytku. Ciekawy wyjazd w zupełnie inną, od naszej codziennej, łowiecką rzeczywistość.