Kolejną datą w moim łowieckim kalendarzu, na którą czekam z utęsknieniem jest początek października a więc początek sezonu polowań na bażanty. Tak się szczęśliwie składa, że mieszkam w miejscu w którym od dawien dawna jest jego ostoja. Powiaty pszczyński, oświęcimski, bielski, cieszyński żeby wymienić tylko mi najbliższe, są znane z dobrych stanów tego pięknego ptaka. W tym roku sezon niestety nie zapowiadał się dobrze, wiosenne deszcze i powodzie zniszczyły bardzo wiele lęgów szczególnie tych pierwszych a więc z biologicznego punktu widzenia najcenniejszych. Rozmawiałem w kolegami w wielu kołach i wszędzie panowała taka sama opinia – w tym sezonie z bażantami jest źle, ale jak zawsze w łowiectwie ostateczna weryfikacja wszystkich opinii dokonuje się w czasie sezonu. W moim macierzystym kole pierwsze (i jedyne) polowanie zbiorowe na bażanty planowane było na 16 października. Po tej dacie, w zgodzie z wieloletnią tradycją naszego koła można polować indywidualnie z psem w wyznaczone dni tygodnia – środy, soboty i niedziele oraz święta. Dzięki uprzejmości nadleśnictwa Kobiór miałem również możliwość polowania indywidualnie na bażanty w ich obwodzie odległym ode mnie o kilkanaście kilometrów. Jeżeli dodać do tego 2 polowania u kolegów w KŁ Daniel oraz grudniowe polowanie w KŁ Cyranka w Oświęcimiu to plan zajęć od połowy października do początku grudnia był mocno napięty. W sumie kilkanaście razy polowałem indywidualnie do czego trzeba dodać wspomniane polowania w kołach.
Po obejrzeniu konkursów wyżłów w Czechach i Austrii o czym piszę w innym miejscu oraz po przemyśleniu konkursów w Sokołowie Młp. i wcześniejszego polowania na tamtym terenie, postanowiłem zmienić sposób działania. Do tej pory znając teren i zwyczaje bażantów koncentrowałem swój i psów wysiłek w miejscach gdzie spodziewałem się ptaków. Taki sposób polowania wynikał też z wieloletniego polowania na bażanty z labradorami, które chodzą krótko i twardo co powoduje, że na stosunkowo niewielkich enklawach krzaków czy szuwaru są bardzo skuteczne. Z wyżłem powinno się polować inaczej. Wyżłowi potrzebna jest przestrzeń wtedy można w pełni wydobyć i podziwiać piękno jego pracy. W terenie w którym poluję są na szczęście rejony, głównie położone w dolinach rzek Pszczynki, Gostynki i Korzeńca, które dają i myśliwemu i wyżłom taką przestrzeń. Nigdy nie był celem wynik polowania ale wydobycie z moich wyżłów wszystkich, wrodzonych cech do szerokiej, typowej dla tej rasy pracy. Wybierałem otwartą przestrzeń, która psom dawała szansę pracy na szerokości od 100 do 200 m. Taka praca wymaga dobrych chodów nie tylko od psów ale również od przewodnika, pierwsze wyjścia nie były łatwe ale potem wszedłem w rytm i cieszyłem się z tej pracy razem z psami. Na zmianę brałem Florę i Jagę, dając im odpocząć po ostrym polowaniu. Wyjazdy w teren trwały zwykle 2 do 4 godzin. Jak pamiętamy październik i listopad były suche pogoda stwarzała więc dodatkową szansę na udane polowanie. Obie suki pracowały pięknie, chodziły szeroko i wytrwale. Miałem okazję widzieć wspaniałe stójki, piękną pracę za postrzałkiem i pomimo przyjętych założeń tylko 2 razy wróciłem bez koguta. Psy znajdowały zwierzynę w miejscach, których nigdy nie podejrzewałem wcześniej o obecność bażanta. Poznawałem teren na nowo. Na nowo odkrywałem też polowanie z wyżłem. Cieszyłem się szczególnie z postawy młodej przecież Flory, która zrobiła wielkie postępy i dorównuje już swojej wspaniałej matce. Jestem pewien, że zebrane przez nią w tym sezonie doświadczenia zaowocują w przyszłości. Wraz z pierwszym śniegiem postanowiłem zawiesić dubeltówkę na haku, jednak los chciał inaczej. Przyszło zaproszenie od Jana Nykazy łowczego KŁ Cyranka, o którym pisałem przy okazji polowania na kaczki. Takich zaproszeń się nie odrzuca. Wziąłem Jagę spodziewając się trudnego terenu, gdzie doświadczenie psa jest wielką wartością. Cały dzień lał deszcz, na polu było conajmniej 20 cm śniegu a po 12.00 zaczął padać mokry śnieg. Warunki dramatyczne czyli w łowieckiej nomenklaturze dobre. Polowaliśmy w tych „dobrych” warunkach od 8.00 do 14.00, w terenie niezwykle urozmaiconym i trudnym. Głównie nieużytki, obrzeża stawów na których jesienią polowaliśmy na kaczki, trzcinowiska, podmokły teren. Pomimo tych warunków padło 42 koguty przy 12 myśliwych, co najlepiej świadczy o naszej determinacji ale też o jakości pracy gospodarczej kolegów z Cyranki. Jaga pracowała wspaniale zadając kłam tym wszystkim którzy twierdzą, że wyżeł krótkowłosy jest miękki w trudnych warunkach. Jaga potrafiła bobrować i pływać w narożnikach stawów gdzie wyciekały bażanty przy temperaturze powietrza 0 do 4 stopni i w wodzie pokrytej kawałkami lodu i śniegiem. Przepłynięcie przez nią i Florę również rz. Pszczynki w takich warunkach też nie jest żadnym problemem. Było to ostatnie polowanie w sezonie, potem spadły duże śniegi, przyszły mrozy i nadszedł czas pomocy dla zwierzyny a nie polowania.
Wracając do stanów bażanta, po okresie intensywnego polowania mogę z pewnością powiedzieć, że opinie kolegów z przed sezonu były trafne. Bażantów było wyraźnie mniej niż w poprzednich latach dlatego bardzo się cieszę z akcji podjętej przez koła z naszego rejonu a finansowanej z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska, polegającej na zasileniu terenów popowodziowych w sprowadzone z Małopolski zające oraz bażanty zakupione w bażantarniach. Mam na codzień okazję obserwować pracę kolegów z KŁ Żubr w Pszczynie i widzę ile wysiłku i również własnych i społecznych pieniędzy przeznaczają na zapewnienie wypuszczonej zwierzynie dobrych warunków, w nowym dla niej terenie. Warto chyba pokazać również tą stronę łowiectwa szerokiej publiczności.


Dodaj komentarz