Mufa – labrador retriever – rasa w polskim łowiectwie mało znana

W domu rodzinnym zawsze polowaliśmy z wyżłami (zwykle szorstkowłosymi) i bez nich nie wyobrażałem sobie prawdziwego pola. Minęły lata, na kury praktycznie się nie poluje, zagospodarowane przez hodowców ryb stawy, na których strzelało się kiedyś setki kaczek, opustoszały i jedynie bażant trzyma się jeszcze dzielnie.

W moim życiu zaszły duże zmiany; ukończyłem studia, zacząłem bardzo dużo pracować, założyłem rodzinę, zaczęło przybywać dzieci i pomimo iż niemało polowałem, większość czasu poświęcałem zwierzynie grubej. W moim kole mamy bardzo wysokie stany sarny i jelenia, na których skoncentrowałem mój wysiłek łowiecki. Polowaliśmy w tamtych latach również sporo na lisy z norowcami, stąd w moim domu pojawiły się jamniki szorstkowłose i niemiecki terier myśliwski. Po latach polowania bez wyżła w związku z kończącą się budową domu oraz decyzją przeniesienia życia na wieś, stanąłem przed decyzją zakupu psa. Chciałem mieć oczywiście wyżła krótkowłosego, ale moje dziewczyny zaczęły namawiać mnie na labradora retrieviera, którego miot pojawił się u znajomych, a o którym czytały tak pochlebne opinie, że po prostu chciały tego psa mieć. Prawdę mówiąc nie miałem pojęcia nawet jak labrador wygląda, sięgnąłem więc do literatury i w zasadzie postanowiłem spróbować. Po kilku tygodniach pojechaliśmy oglądać miot, w szczeniakach zakochałem się oczywiście od pierwszego widzenia i zadatkowałem pierworodną suczkę, którą nazwaliśmy po długim namyśle Mufa. Szczenięta urodziły się pod koniec kwietnia 1999 r., a w lipcu suczka jechała z nami na Mazury, na których od lat rodzinnie spędzaliśmy wakacje pod namiotem, „na końcu świata” i oczywiście nad pięknym, spokojnym jeziorem. Na pierwsze kaczki pojechałem w sierpniu i od tego polowania nabrałem pewności, że będę miał towarzysza łowów. W pierwszym sezonie łowieckim strzeliłem spod jej pyska sporo kaczek i kilkanaście kogutów (najwięcej w kole, więcej niż koledzy polujący z wyżłami). Powinienem dodać, że teren, w którym polujemy to zaniedbane, podmokłe łąki, szuwary, krzaki – teren trudny, wymagający od psa dużej twardości i siły. Mufa te cechy miała. Labrador będący nominalnie aporterem wspaniale pracuje jako płochacz, a co jest naprawdę godne podziwu, to jego niezwykła skuteczność wynikająca ze spokoju, inteligencji, twardości w pracy (Mufa aportowała jako szczenię koziołek ze środka gęstego maliniaka) oraz wspaniałego węchu. Labrador wyróżnia się jeszcze jedną cechą, jest nią wspaniały kontakt z przewodnikiem, jest prawdziwym kumplem w polu.

W następnym sezonie, namówiony przez sąsiada, zapalonego kynologa łowieckiego i wieloletniego hodowcę wyżłów szorstkowłosych, po 2 tygodniach przygotowań pojechałem na regionalne jesienne konkursy psów myśliwskich. Mufa w klasie A płochaczy zajęła II lokatę z dyplomem 1-szego stopnia, przegrywając stawkę o 1 punkt!
Kolejne lata to prawdziwe popisy sprawności łowieckiej naszej Mufy, polować zaczął również intensywnie syn tak, że nasza suka stała się prawdziwą mistrzynią w polowaniu na bażanta i kaczkę, nieźle sobie również radziła jako tropowiec, znajdując kolegom byki na rykowisku. Była atletycznie zbudowana, niezwykle silna i sprawna, jej odporność na trudne warunki pogodowe była niezwykła. Przepłynięcie rzeki czy kanału w czasie solidnych mrozów za postrzałkiem koguta nie było żadnym problemem.
W 2004 roku Mufa urodziła 11 szczeniąt po pięknym, pracującym psie Abo-Donn Sławski Dwór Państwa Sajnogów. Niestety żadne szczenię nie trafiło do rąk myśliwych, ostatnią suczkę Neskę zostawiłem dla siebie. Neska uczyła się polowania przy Mufie, a uczennicą okazała się naprawdę zdolną. Była wspaniałym aporterem, nie było postrzałka zostawionego w terenie i, podobnie jak jej matka, była wspaniałym towarzyszem łowów. Niestety młodo, bo w 2-gim roku życia zdechła po długiej chorobie na babeschiozę, zbyt późno rozpoznaną. Do dzisiaj nie potrafię tego odżałować i często wraca do mnie obraz cierpiącej i niezwykle dzielnej suczki. Paradoksalnie jej śmierć utorowała powrót do mojego polowania wyżłom. Wracając do Mufy, zmarła w 11 roku życia z powodu niewydolności wątroby. Nie polowała już praktycznie w ostatnich latach z powodu poważnej kontuzji kolana (zerwanie więzadła krzyżowego po intensywnym polowaniu). W jej ostatnim intensywnym sezonie, polując dużo z moim synem Maciejem i ze mną, podniosła nam ponad 50 kogutów na polowaniach indywidualnych. Po operacji wróciła do normalnego życia, ale na polowanie brałem ją tylko sporadycznie, na zloty, żeby nie powtórzyć kontuzji. Jej los pokazuje, że labrador nie powinien być wykorzystywany jako płochacz pomimo wspaniałych do tego kwalifikacji, jest psem ciężkiej budowy i jego prawdziwy żywioł to aport i praca na tropie. Mufa i Neska spoczywają obok siebie, w moim sadzie, pod pięknym krzewem dzikiej róży. Ich miejsce w domu, obok wyżłów, zajęła czarna suczka Buba, przyrodnia siostra Neski.