Buba nasza czarna labradorka

W maju 2003 r., po wielu miesiącach zmagania ze skutkami babesziozy odeszła Neska, córka Mufy. Wspaniała i dzielna suczka, która zapowiadała się na zupełnie wyjątkowego psa myśliwskiego. Do dzisiaj nie mogę odżałować jej przedwczesnego odejścia, czuję się winien jej śmierci i nic tego nie zmieni. Po śmerci Neski wszyscy byliśmy wstrząśnięci i jednogłośnie zdecydowaliśmy się na zakup czarnej labradorki, która miała wypełnić puste miejsce w naszych sercach i naszym domu. Postanowiliśmy poszukać miotu po ojcu Neski, pięknym psie ABO-DONN Sławski Rewir Państwa Sajnogów. Tak się szczęśliwie złożyło, że w tym czasie, były po tym psie dwa mioty, jeden gdzieś po Wałbrzychem a drugi w Chynowie pod Zieloną Górą. Chynów, kiedyś mała miejscowość po miastem wojewódzkim a obecnie jego dzielnica, był miejscem gdzie mieszkała liczna część rodziny mojej mamy, tak więc decyzja o wyjeździe zapadła szybko. Wziąłem do samochodu Hanię, moją starszą córkę i po uzgodnieniu z hodowczynią pojechaliśmy. Buba urodziła się 5 kwietnia 2003 r. a my przyjechaliśmy bodaj 2 dni po odbiorze miotu. Szybko znaleźliśmy sympatyczny dom z ogrodem, dosłownie 2 przecznice od moich kuzynów, i po chwili zobaczyliśmy szczeniaki. Było ich 10 i co bardzo nas zaskoczyło, w miocie były praktycznie wszystkie warianty umaszczenia, od prawie białego po czarny, poprzez różne warianty brązowego. Dla nas oczywiście liczyła się tylko czarna suczka. Wybraliśmy szczenię, do którego hodowczyni dołączyła piękny list i zdjęcia szczeniąt ( w załączeniu) i po krótkiej wizycie u kuzynki pomknęliśmy do Jankowic. Buba była słodkim stworzeniem, ale w pierwszych dniach życia musiała się zmierzyć z niezbyt życzliwym przyjęciem ze strony Mufy, która potraktowała ją jak intruza. Podobnie Mufa później przyjęła Jagę. Mufa była do końca swoich dni, pomimo niesprawności w ostatnich latach życia, najważniejszym psem w domu i sprawowała swoje rządy niepodzielnie. Po może 2-3 dniach dąsów ostatecznie Buba została zaakceptowana i później były zgodną i prawie nierozłączną parą.
Buba jest psem o niezwykle łagodnym charakterze, wiecznie podporządkowana, nigdy nie zrobiła niczego o czym wiedziała, że jest to niemile widziane. Jest ukochaną suką mojej żony, która zawsze podkreśla jej dobre wychowanie i wręcz angielskie maniery. Nasze psy nie mają prawa wchodzić do kuchni o czym doskonale wiedzą, ale wszystkie próbują ten zakaz złamać, jak tylko nadarzy sie okazja. Robią to wszystkie za wyjątkiem Buby. Jedynym „przestępstwem” na które sobie czasem pozwala jest zakazane spanie na kanapie. Uwielbia też wspinać się na kolana i udawać małego pieska. Na wystawach nie zrobiła kariery, po dwukrotnie otrzymanych ocenach bardzo dobra odstąpiliśmy od pokazywania jej na ringu. Jest oczywiście doświadczonym psem polującym, nauki pobierała od swojej ciotki Mufy. Dużo polowała i poluje na kaczki, przed erą wyżłów w naszym domu sporo też polowała na bażanty. Zdecydowanie różni się zarówno od Mufy jak i Neski. Nie lubi długo biegać i po 1-2 godzinach pracy na bażantach zajmuje pozycję przy nodze i ożywia się jedynie gdy pada hasło aport. Jako aporter jest natomiast bardzo pewna i skuteczna. Podnosi najtrudniejsze kaczki, w ich dochodzeniu nie ma dla niej przeszkody. Ma świetny wzrok i spadające na zlotach kaczki, dla nas praktycznie niewidoczne na lustrze wody, dla niej nie stanowią żadnego problemu. Jak na labradora przystało jest też niezwykle odporna na warunki pogodowe. Jak jest psem inteligentnym a jednocześnie bezwzględnie uznającym psią hierarchię o tym niech świadczy następujące zdarzenie. Polowałem z synem na kaczki na zlotach. Był to koniec października, pogoda kiepska, chłodno. Zajęliśmy stanowiska na tzw. Torfiakach czyli po prostu na groblach pomiędzy wypełnionymi wodą jamach po wyeksploatowanym przed laty torfie. Teren jest trudny, porośnięty krzewami z niewielkimi wyspami porośniętymi jeżyną, pełen zatoczek i różnych zakamarków. Kaczek nie było dużo, już prawie po ciemku Maciej strzelił pięknie dużą krzyżówkę, która spadła dosyć daleko od niego właśnie w środek tego niegościnnego terenu. Poszedłem do niego z Mufą i Bubą, było praktycznie ciemno. Mufa ruszyła do pracy, słyszeliśmy jak pływa pomiędzy wyspami, przeciska się pomiędzy kępami jeżyn. Trwało to długo, w końcu wróciła bez kaczki. Wysłaliśmy ją jeszcze raz, poszła. Kolejne 15 minut pracy, wraca bez kaczki. Buba w tym czasie siedziała przy naszych nogach i nawet nie próbowała wejść do wody wyraźnie pokazywała, że uznaje pierwszeństwo starszej Mufy. Po wyjściu Mufy bez kaczki zrezygnowani postanowiliśmy iść do samochodu ale wtedy spokojnie wstała Buba, bezszelestnie weszła do wody i zniknęła nam z oczu. Popłynęła w innym kierunku niż pracująca przed nią Mufa i po dłuższej chwili wyszła z pięknym, kolorowym kaczorem w pysku. Taka jest Buba jestem przekonany, że od początku wiedziała gdzie leży kaczka, ale cierpliwie czekała na swoja szansę. Dzisiaj mając dwa wyżły zabieramy ją tylko na kaczki, szczególnie na większe zbiorowe polowania i na zloty. Jako aporter jest niezawodna. Jest w dobrej formie i pomimo już 7 lat na karku będzie jak sądzę polowała z nami jeszcze parę lat i nie jest wykluczone, że doczeka się biszkoptowej towarzyszki o czym parę już razy wspominała Lidka.