Niedawno otrzymałem od córki niezwykłą książkę, której tytuł brzmi po prostu „Polska” napisaną przez Adama Zamoyskiego, polskiego historyka i publicystę urodzonego w Nowym Jorku, wykształconego na Uniwersytecie w Oxfordzie i piszącego dużo o Polsce i Polakach. Książka jest wykładem historii Polski od czasów pradawnych do współczesności, wykładem opartym nie na datach i faktach a na przekazie opisującym sposób życia, tło społeczne i ekonomiczne podejmowanych decyzji politycznych. Autor wspaniale pokazuje rozwój Polski oparty na tolerancji dla różnych narodów i religii, rozwój oparty na szerokim udziale aktywnych członków społeczeństwa w kształtowaniu polityki i rozwoju państwa. Otwartość wobec obcych i innych kulturowo, odpowiedzialność za wspólne zadania, umiejętność promowania spośród siebie aktywnych, wykształconych i skutecznych w działaniu to były fundamenty rozkwitu wielonarodowej i wielowyznaniowej Rzeczpospolitej w XV wieku. Może to zbyt śmiałe porównanie, ale czytając Zamoyskiego nieodparcie wracała do mnie myśl, że przecież takie cechy są obecnie fundamentem Wspólnej Europy a przecież nie na zachodzie kontynentu po raz pierwszy zostały praktycznie wymyślone i zrealizowane. Jak zwykle nieco za daleko zapuściłem się od rzeczywistego powodu, dla którego piszę ten tekst. W ostatnich miesiącach miałem wielokrotnie okazję do spotkań, dyskusji i rywalizacji na wystawach i konkursach z kolegami z Ukrainy, Czech i Słowacji. W miarę upływu czasu coraz wyraźniej widać otwartość wszystkich do szerszej niż w przeszłości współpracy a jednocześnie pewną nieufność i niepokój z tym się wiążący. Myślę, że fundamentalnie ważne dla dalszego rozwoju wspólnych działań jest proste zdefiniowanie swoich celów i oczekiwań co do przyszłej współpracy. Poszukiwanie u partnera tego, co u niego lepsze i próba dorównania a nie eksponowanie jego słabości, jako ułomne narzędzie budowania własnej pozycji co prowadzi zawsze do konfrontacji przy podobnej postawie po drugiej stronie, niech stanie się standardem postępowania. Nie bójmy się rywalizacji i nie chowajmy tego pod płaszczykiem braku jej potrzeby. Równie fundamentalne są możliwie częste spotkania i możliwość wzajemnego poznania, które przełamują zupełnie niezwykłe a jednocześnie odległe od rzeczywistości stereotypy w myśleniu. Jak podstawowe i często dla mnie zaskakujące są problemy niech świadczy takie oto proste zdarzenie. Pod koniec ubiegłego roku, w czasie udziału w konkursach na południu Czech miałem okazję rozmawiać o sprawach łowieckich z myśliwym z tamtego regionu, człowiekiem około 35 roku życia, wykształconym, zapewne niebiednym skoro razem z wujem mógł sobie pozwolić na dzierżawę rozległego łowiska. Zaproponował rozmowę w języku angielskim w przekonaniu, że jego czeski (mówił również biegle po słowacku ponieważ mieszkał praktycznie na granicy) jest dla mnie niezrozumiały. Moja uwaga, że zarówno jego czeski jak i słowacki a zapewne i mój polski przy odrobinie wysiłku z naszej strony będą znakomicie lepszym sposobem porozumienia bardzo go zaskoczyła. On naprawdę nie wiedział jak podobnymi językami przecież mówimy!!!! Po chwili namysłu skomentował swoje odkrycie zdaniem, „… rzeczywiście przecież jesteśmy Słowianami.” Jak widać problemy są na poziomie pozornie oczywistych faktów. Podobnych zdarzeń miałem ostatnio wiele. Żyjemy obok siebie od ponad tysiąca lat a tak mało o sobie wiemy, jest to dla mnie niezwykłe a zarazem trochę zaskakujące odkrycie. Zwróćmy uwagę jak naprawdę niewiele trzeba żeby rzeczywista współpraca mogła stać się podstawą wspólnego rozwoju. Pękły granice polityczne i teraz kolej na przełamywanie granic pomiędzy ludźmi wierzę, że to pójdzie sprawnie.
Piękne, ale trudne słowo – współpraca
– 25 maj 2011Kategorie: Łowiectwo, Łowiectwo - przemyślenia



Dodaj komentarz