Wizerunek polskiego myśliwego – dlaczego mamy z tym problem?

Wybrałem się ostatnio do Niepołomic na organizowany pod patronatem Polskiego Związku Łowieckiego II Międzynarodowy Kongres Kultury Łowieckiej. Wśród patronów tej imprezy znalazłem przedstawicieli najwyższych władz Polskiego Związku Łowieckiego, Generalnego Dyrektora Lasów Państwowych, Metropolitę Krakowskiego, wiceministra Kultury RP i wiele innych znakomitych osób. Tematem trzydniowej imprezy na której wygłoszono dziesiątki referatów i w której udział wzięło, na moje oko, co najmniej 200 uczestników była kultura łowiecka widziana jako fundament wizerunku współczesnego myśliwego. Muszę powiedzieć, że spotkanie zrobiło na mnie spore wrażenie i kreślę te parę słów dopiero po kilku dniach od jego zakończenia, aby nabrać potrzebnego do takich wydarzeń dystansu. W podstawowym nurcie dyskusji zarówno prelegenci jak i dyskutanci nie kryli niepokoju związanego ze złym odbiorem myśliwych w społeczeństwie jak również niekorzystną prezentacją naszego środowiska w mediach, i oczywiście trudno się z taką postawą nie zgodzić.
Nie mamy niestety systematycznych badań tych zjawisk co utrudnia dość znacznie merytoryczną dyskusję oraz czyni ją przesadnie emocjonalną i jednak powierzchowną. Organizatorzy Kongresu widzą receptę na nasz zły wizerunek w tarczy zrobionej z kultury łowieckiej i taką formułę spotkania zaproponowali. Spotkanie pełne było wystąpień opisujących tradycję św. Huberta, św. Eustachego, tradycyjne formy polowania, sygnalistykę łowiecką, udział kobiet w łowach a nawet wspomnienia związane z historią pojedynczych kół łowieckich. Słowa kultura łowiecka wiązane były przez prelegentów z przeszłością nawet bardzo odległą a problem zawsze prezentowano jako zamknięty, dojrzały dorobek czasu przeszłego. Trzeba przyznać, że wystąpienia często przygotowywane były z wielkim pietyzmem, prezentowane z zaangażowaniem i często nacechowane były bardzo osobistą emocją jednak mówiły o tradycji i kulturze łowieckiej trochę tak jak gdybyśmy mówili o greckich czy rzymskich wykopaliskach. Grupa kolegów zorganizowana w Zakon Kawalerów Złotego Jelenia próbuje nawet, od kilku już lat, przenieść pomysł 12 letniego księcia Jerzego IV Wilhelma, ostatniego z rodu Piastów, do współczesności widząc w tym sposób na dowartościowanie swojej aktywności na rzecz łowiectwa i kolejne podkreślenie więzi współczesnych myśliwych z ich szlachetnymi poprzednikami. Jednym słowem, myśliwy ma być prezentowany jako spadkobierca tradycji łowieckiej stworzonej w minionych wiekach przez pokolenia szlachetnie urodzonych. Coś mi w tym, kreowanym przecież od dawna, obrazie zgrzyta. Powiem więcej, dla mnie taki sposób kreowania wizerunku współczesnego myśliwego jest tworzeniem obrazu nieprawdziwego, który zamiast poprawiać naszą relację ze wspólnotą w której żyjemy, pogarsza ją stale. Dlaczego tak uważam. Powodów jest kilka. Na pierwszym miejscu w moim katalogu jest nieprawdziwość myślę, że widoczna a przynajmniej odczuwana przez większość, elitarności kadry współczesnego polskiego łowiectwa. Znikają, co prawda systematycznie z różnych stron internetowych informacje o składzie socjalnym PZŁ ale warto do nich zajrzeć aby się przekonać co do paru prostych parametrów wskazujących wyraźnie, że poza systematycznym wzrostem liczby polujących oraz średniego wieku polskiego myśliwego, w  szeregach PZŁ od lat i niestety coraz wyraźniej dominują emeryci, renciści, osoby z najwyżej średnim wykształceniem itp., a więc kreowany obraz elitarności środowiska nijak się nie ma do rzeczywistości podstawowej masy naszych szeregów. Zachęta do dużego wzrostu liczby myśliwych w Polsce artykułowana przez jednego z prelegentów, młodego zresztą człowieka, motywowana koniecznością kreowania łowiectwa jako formy masowej rekreacji na łonie natury (naprawdę słyszałem to na własne uszy – strony 173 do 182 materiałów kongresowych), co ma być receptą na poprawę wizerunku, niestety nie jest moim zdaniem drogą do poprawy sytuacji. Nawoływanie o przeniesienia do Polski sytuacji z krajów Europy Zachodniej czy Skandynawii a więc masowego uprawiania łowiectwa jako rozrywki, widziane jako sposób na zmianę wizerunku polskiego myśliwego mogę tłumaczyć tylko młodym wiekiem i niedojrzałością wspomnianego wyżej prelegenta. Tworzenie wrażenia elitarności środowiska myśliwych w szerszym odbiorze musi oznacza izolację, brak zrozumienia dla jego zadań i wreszcie niechęć, co przecież codziennie na różne sposoby widzimy. Jeżeli do tego dodamy zupełną niezdolność a nawet brak zainteresowania środowisk decyzyjnych w PZŁ dla szerokiego pokazywania zadań które realizujemy, obok wykonywania polowania, to skutki które widzimy w społecznym osądzie łowiectwa i myśliwych są zrozumiałe. Nie ma lepszej wizytówki dla opisania aktywności informacyjnej, również kontaktu z własnym środowiskiem jak strona internetowa PZŁ, na której wpisy często mają nawet kilkuletnią historię, że nie wspomnę ich treści merytorycznej co, na szczęście, również na Kongresie zauważono (strony 337 do 351 materiałów kongresowych). Problem niezdolności do skutecznego kreowania pozytywnego wizerunku polskiego myśliwego niestety jest w moim pojęciu również skutkiem zupełnego braku wizji dla miejsca łowiectwa we współczesnej rzeczywistości, braku wizji wynikającego z myślenia jedynie w kategoriach spraw bieżących i niezdolności do kreowania warunków dla tworzenia się takiej wizji. Szkoda, bo wśród wielkiej przecież rzeszy polskich myśliwych jest naprawdę wielu, o czym miałem się okazję wielokrotnie przekonać, którzy do takiej merytorycznej dyskusji są zdolni. Sprawa wizerunku polskiego myśliwego jest papierkiem lakmusowym naszej własnej aktywności, sposobu kontaktu ze społecznością w której żyjemy, naszego postrzegania łowiectwa a przede wszystkim zgodności słów z czynami w codziennym łowieckim trudzie. Pomyślmy nad tym, bo prędzej czy później ta sprawa zaważy na przyszłości polskiego łowiectwa, tego jestem niestety pewien.