Trochę historii – nieodżałowana Neska córka Mufy

Są wspomnienia do których wraca się myślami często, ale niechętnie się o nich mówi. Do takich dla mnie z pewnością należy czas który w naszym domu spędziła Neska córka Mufy. Neska (rodowodowo ESZA ze Skolnitego) była czarną labradorką urodzoną 8 czerwca 2001 r. w jedynym miocie Mufy, miocie oznaczonym literą E naszej hodowli. Urodziła się wśród gromadki pięknych, zdrowych szczeniąt wyglądających jak na często pokazywanych zdjęciach reklamowych. Pora roku była ciepła,  wkrótce przyszło lato a z nim czas tradycyjnego w owym czasie wyjazdu na Mazury. Wyjeżdżaliśmy w każdy lipiec całą rodziną pod namiot, na dziką łąkę nad czystym jeziorem na „końcu świata” i spędzaliśmy tam z dziećmi i psami, dwa do trzech tygodni ładując akumulatory przed zwykłą roczną aktywnością. Były to tygodnie na które czekałem cały rok a i dzisiaj przeglądając zdjęcia z tamtych wyjazdów nie mogę się oprzeć fali wspaniałych wspomnień. W lipcu 2001 r. a więc w czasie o którym piszę ruszyliśmy na północ wioząc ze sobą dodatkowo 8 szczeniaków Mufy mających wtedy za sobą dopiero 4 tygodnie życia. Kilkoro naszych znajomych z pewnym niedowierzaniem patrzyło na to przedsięwzięcie nie rokując mu niczego poza poważnymi problemami, ale my nie przejmując się tym specjalnie załadowaliśmy całe towarzystwo do 2 samochodów i pojechali. Droga minęła bez specjalnych problemów jeżeli nie liczyć małego starcia Mufy z rowerzystą na leśnej drodze kiedy wypuściliśmy szczeniaki na trawę w czasie przerwy w podróży. Na miejscu rozbiliśmy biwak a psom rozstawiliśmy specjalnie przywieziony w tym celu namiot mający być legowiskiem Mufy i szczeniąt. W owym czasie my, czyli Lidka i ja spaliśmy już w małej przyczepie kempingowej, którą zamawialiśmy na czas naszego pobytu nad jeziorem. Ta przyczepa właśnie a nie przygotowany przez nas namiot okazała się miejscem na legowisko dla Mufy i jej potomstwa. Jak to się stało. W ciągu pierwszych 2 dni szczenięta porzuciły przygotowane dla nich miejsce w namiocie i przeniosły się do dziury pod przyczepą wykopanej pracowicie dla nich przez Mufę. Tam znalazły dobre schronienie przed upałem i komarami i tam spędzały cały czas nie przeznaczony na zabawę. Lipiec jak zwykle w tamtej okolicy był bardzo ciepły i suchy tak, że ucieczka przed upałem była dla szczeniaków najważniejsza. Poza tym jadły bez opamiętania, szalały na dworze ale nigdy nie przekraczały niewidocznej linii otaczającej nasze obozowisko. Wycieczki na granicę tej linii, którą same sobie wyznaczyły miały na celu jedynie zrobienie kupy, którą zresztą robiły zabawnie bo tyłem w kierunku poza teren. Nigdy się nie zdarzyło aby szczeniaki zabrudziły teren obozowiska. Braliśmy je oczywiście czasem nad jezioro, gdzie baraszkowały przy brzegu i trenowały z naszą pomocą pływanie. W ciągu tych tygodni na łonie natury urosły tak bardzo, że mieliśmy problem zmieścić się z całym towarzystwem w samochodach w czasie drogi powrotnej. Wróciliśmy do domu, szczeniaki powędrowały do nowych właścicieli a w domu pozostała tylko Neska, która jakoś nie mogła znaleźć uznania w oczach nabywców. I tak już pozostało. Przeszedł rok, zaczął się kolejny sezon polowań. Zacząłem brać w teren Neskę. Okazało się, że jest prawdziwym talentem łowieckim. W sierpniu 2002 r. wybrałem się z Zygmuntem na polowanie na kaczki do zaprzyjaźnionego koła na Podbeskidziu. Neskę, wtedy mającą 14 miesięcy wziąłem oczywiście ze sobą. Było to jej pierwsze zbiorowe polowanie na kaczki i liczyłem, że skorzysta patrząc na pracę Mufy. Teren na który jechaliśmy znany był z dobrego stanu kaczek tak, że jechałem pełen nadziei na dobre polowanie. Najpierw braliśmy liczne w tej okolicy stawy hodowlane a potem zapowiedziano polowanie na zlotach. W pierwszej części padło o ile pamiętam około 50 kaczek i suki miały okazję to kilku aportów. Cieszyłem się z postawy Neski, która pracowała tak jakby robiła to całe życie. Prawdziwe dla niej i dla Mufy wyzwanie miało jednak dopiero nadejść! Przyszedł zmierzch i zaczęły się zloty. Stanęliśmy z Zygmuntem na dosyć szerokiej grobli pomiędzy stawami i wtedy zaczęło się!!! Jak potem mówiono, najstarsi myśliwi z tego koła nie pamiętali takich zlotów i ja również co tu dużo ukrywać nigdy nie miałem okazji doświadczyć tego co zobaczyłem. Bez przesady można powiedzieć, że kaczki nadlatywały setkami. W pewnym momencie zaprzestałem strzelania zostawiając to Zygmuntowi a sam nadzorowałem pracę Mufy i Neski, które pracowały dosłownie jak w transie. Mając doskonały wzrok ruszały za każdą spadającą kaczką aportując ją precyzyjnie. Niesamowite było patrzeć, jak suki ruszały w ciemność i po chwili wynurzały się z niej z kaczką w pysku. Po zakończeniu przelotów poszliśmy jeszcze pozbierać kaczki kolegom na innych groblach i tam również labradorki wyniosły wiele kaczek, których nie podniosły inne psy. Wracaliśmy do domu mając ponad 50 kaczek (!!!). Od tego czasu Neska pracowała naprawdę wspaniale. Lubiła też polowanie na bażanty gdzie wykazywała się niezwykłą zdolnością do skutecznego odnajdywania postrzałków. Taka była Neska. Odeszła nie mając jeszcze 2 lat  po długotrwałej ciężkiej chorobie, rozpoznanej niestety za późno, nie bez mojej winy babesziozie.