Z Pufą na Zamojszczyźnie – krainie kozłów i bobrów

Pufa

Pufa

W drugiej połowie maja wybrałem się na Zamojszczyznę mając w planie obejrzeć tamtejsze „kacze” tereny o których wiele dobrego słyszałem i z którymi wiążę niemałe nadzieje w związku z nadchodzącym sezonem polowań. Przy okazji postanowiłem upiec przy tym ogniu kilka innych pieczeni, wziąłem więc ze sobą naszą młodą labradorkę Pufę (Salsę) chcąc przyzwyczaić ją do dalszych podróży a na miejscu poćwiczyć trochę pracę w wodzie. Żeby czas jeszcze lepiej wykorzystać postanowiłem też z Jankiem, właścicielem Figaro,  zapolować na kozły z których tamte tereny przecież słyną. Harmonogram był mocno napięty więc z zapałem ruszyłem na wschód. Na trasę wyjechałem około 11.00 będąc przekonany, że mam szansę na wieczorne wyjście w teren. Droga, którą musiałem przebyć oczywiście mocno zweryfikowała moje plany tak, że ostatecznie dotarłem na miejsce na mocno spóźnioną kolację. Janek miał już na rozkładzie dwa piękne kozły tak, że spotkanie przebiegło w całkiem niezłym nastroju. Następny dzień powiększył kolekcję kozłów Janka o kolejne dwie sztuki mnie natomiast św. Hubert nie darzył, choć czas mijał szybko bo teren był dla mnie piękny i ciekawy. Łowisko w którym polowaliśmy leży kilkanaście kilometrów od ukraińskiej granicy, ziemie tutaj wspaniałe a na polach plantacje buraków cukrowych, pszenicy, grochu i fasoli oraz duże łany rzepaku. Teren lekko pofałdowany a w wijących się kilometrami dolinkach potoków piękne, częściowo dzikie łąki będące ostoją sarny i licznego bażanta co było dla mnie pewnym zaskoczeniem. Codziennie widywaliśmy z Jankiem 10 do 20 kogutów wędrujących spokojnie miedzami i drogami w poszukiwaniu ostatnich kur, które jeszcze nie zasiadły na jajkach. Nie muszę nikomu mówić jakie myśli krążyły mi po głowie. Lasu, koledzy na terenie obwodu mają niewiele ale te niecałe 2000 ha to piękne i niezwykle bogate lasy liściaste z dużą domieszką dębu oraz bardzo bogatym podszytem. Pozyskiwana zwierzyna to głównie dzik i sarna, jest też trochę jeleni. Na terenie obwodu bytuje również kilkanaście łosi z których jednego, siedząc wieczorem na ambonie, miałem okazję zobaczyć. Wszędzie widać ślady aktywności bobrów. Z zainteresowaniem oglądałem ogromną tamę przez nie zbudowaną co dokumentują zdjęcia załączonej galerii. Kolejny wieczór spędziliśmy przy ponad miarę zastawionym stole na typowych myśliwskich opowieściach. Noc trwała w związku z tym krótko ale kolejny ranek pokazał, że św. Hubert postanowił się tym razem zrehabilitować za wcześniejsze moje puste wyjazdy. Strzeliłem dwa piękne, stare kozły. Cechą tutejszej populacji kozłów jest wyraźna dominacja kozłów dojrzałych i wręcz starych – spośród 6 strzelonych przez nas kozłów jedynie jeden miał 6 lat, pozostałe 8 i więcej! Mój pierwszy kozioł ma około 10 lat! Kolejną cechą jest to iż nawet stare kozły nakładają bardzo mocne parostki a cechy uwstecznienia pojawiają się bardzo późno. Myślę, że jest co skutek wspaniałej bazy żerowej w tamtym terenie. Po śniadaniu ruszyliśmy oglądać kacze tereny a w drodze powrotnej zahaczyliśmy o Zamość, który zrobił na mnie duże wrażenie. Jak niezwykłym człowiekiem musiał być jego twórca Jan Zamoyski, który wśród krytych strzechami wiosek postanowił postawić piękne miasto na wzór widzianych przez siebie miast włoskich! Nawet dzisiaj rozglądając się po jego otoczeniu widzimy ten dysonans. Nietrudno zrozumieć mieszkańców wybierających już na trzecią,  kolejną kadencję syna ostatniego ordynata, na swojego burmistrza. Wracałem do domu wiedząc, że z pewnością wrócę w te strony. Jadąca ze mną Pufa pokazała się z jak najlepszej strony. Potwierdziła swoje predyspozycje do pracy w wodzie (patrz galeria) a przy tym bardzo wielką odporność psychiczną i umiejętność znalezienia się w różnych sytuacjach.