Pierwsze koguty w moim kole – jest dobrze!

W piękną, słoneczną sobotę ruszyliśmy z Maćkiem oraz naszymi wyżlicami na długo oczekiwane polowanie na bażanty w naszym kole. Około 10.00 zgłosiliśmy pobyt w łowisku i w 20 minut później byliśmy już w rejonie polowania. Tym razem postanowiliśmy spenetrować nieużytki w okolicy Rudziczki i Baranowic. „Ogary poszły w las”  a w lesie jak to w lesie, szczególnie na początku sezonu, wiodło nam się różnie. Rozkręciliśmy się dopiero około 13.00 a właściwie rozkręcił się głównie Maciek tak, że ostatecznie wracaliśmy do domu około 14.00 z pełnymi trokami na których wisiało 8 kogutów i 4 kaczki. A przecież mogło być lepiej!! Zdjęcia pokazują naszą zdobycz oraz radosne powitanie jakie zgotowały nam pozostawione w domu Buba i Pufa oraz szczeniaki. Jedno jest pewne, tak jak prognozowali często będący w łowisku koledzy, ten sezon zapowiada się świetnie. Suchy i ciepły rok, prowadzona coraz skuteczniej walka z drapieżnikami dały naprawdę dobry stan bażantów. A co to będzie jak z pól zniknie kukurydza której wielohektarowe łany kryją w sobie z pewnością sporo kogutów? Wieczorem korzystając z ciągle znakomitej pogody pojechaliśmy z labradorkami Bubą i Pufą na kacze zloty na Torfiaki, zawsze tajemnicze, zalane wodą wyrobiska po torfie. Zapadał zmierzch, wokół słychać było układające na wieczorny spoczynek koguty, było naprawdę pięknie. Nieliczne kaczki okazały się tym razem sprytniejsze od nas natomiast z prawdziwą przyjemnością patrzyłem na Pufę w której zaczyna się budzić instynkt prawdziwego retriewera-wodołaza.