„Określone” siły w kynologii łowieckiej – czy one istnieją?

Ostatni, listopadowy numer Łowca Polskiego przyniósł wiele ciekawych informacji pięknie prezentowanych na już 113 stronach miesięcznika. Możemy przeczytać sprawozdanie ze wspaniałej imprezy w Spale, pomarzyć przez chwilę o polowaniu z łukiem na grubego zwierza i przeczytać wiele innych, wartych poświęcenia im czasu, artykułów. Jak to jednak w życiu bywa rzeczy ważne chowają się w miejscach szarych i nie rzucających się w oczy. Ja zajrzałem do praktycznej rubryki „Myśliwi pytają – prawnicy odpowiadają” i jedna z odpowiedzi udzielona pytającemu myśliwemu przez Macieja Grudzińskiego kazała mi sięgnąć po pióro. O co zapytał myśliwy? Ano zadał bardzo proste pytanie chcąc wyjaśnić zadziwiającą, jak sądzę  dla niego, postawę zarządu koła. Zapytał mianowicie czy do polowania na ptactwo należy używać wyłącznie psa rasy myśliwskiej? W pytaniu tym i w za chwilę przytoczonej opinii prawnika PZŁ leży cała prawda o stanie polskiej kynologii łowieckiej a pośrednio również cała prawda o poziomie naszej kultury łowieckiej. Co odpowiedział myśliwemu Maciej Grudziński? Ano powiedział, że obowiązujące w Polsce prawo łowieckie nie każe do wykonywania polowania używać psa rasy myśliwskiej, nie musi to być również pies rodowodowy i nie musi to być pies po jakichkolwiek próbach czy konkursach. Jedyny warunek który musi być spełniony to nie więcej niż 3 myśliwych na jednego psa. Jednym słowem polskie ustawodawstwo łowieckie nie uważa psa myśliwskiego za element polowania który wymaga jakiejkolwiek weryfikacji merytorycznej a tym samym spokojnie dopuszcza skutki do których taka sytuacja prowadzi. Jakie to skutki ktoś pewnie zapyta. Pierwszym praktycznym skutkiem tego prawa jest pogodzenie się ustawodawcy z utratą setek sztuk postrzelonej zwierzyny w sytuacji kiedy jednocześnie do sądu może trafić zarząd koła po przekroczeniu planu odstrzału nawet o 1 kaczkę czy bażanta, nie mówiąc już o zwierzynie grubej. Kolejnym skutkiem jest postępujący spadek poziomu kynologii łowieckiej, którego nie da się przykryć radosnymi informacjami, znajdującymi się w sprawozdaniu ZG PZŁ, o 35 tysiącach psów użytkowych w Polsce . W Polsce, przy tak skonstruowanym prawie łowieckim nie ma rynku dla rasowych i rzeczywiście użytkowych psów myśliwskich a system prób i konkursów jest jedynie zabawą pasjonatów nie mającą żadnego odniesienia do praktyki łowieckiej w kołach. Negatywnych skutków takiego prawa jest znacznie więcej, trudno mi natomiast znaleźć pozytywy tego stanu rzeczy, poza oczywiście nirwaną bezczynności decydentów. W omawianym numerze ŁP jest piękna mapa Europy z przyległościami, która pokazuje gdzie dozwolone jest polowanie z łukiem. Na mapie tej Polska, wśród dominującego koloru żółtego,  zaznaczona jest białym kolorem, który jak wiadomo zawsze sygnalizuje pustkę. Jakoś nie odczuwam dyskomfortu z powodu niemożności polowania z łukiem, jestem natomiast niezwykle ciekaw czy kiedyś Redakcja ŁP zdecyduje się pokazać równie pięknie opracowaną mapę na której zobaczymy miejsce naszej kynologii łowieckiej na tle Europy. Na szczęście obraz przedstawiony przez prawnika PZŁ nie jest tak bardzo biało-czarny. Wpadł mi niedawno w ręce ciekawy dokument pokazujący zupełnie inną postawę względem zapisu regulującego wykorzystanie psa na polowaniu. Autorem pisma kierowanego do Przewodniczącego ZO PZŁ w Przemyślu, w odpowiedzi na pytanie o interpretację zapisu Rozporządzenia „W Sprawie Zasad Wykonywania Polowania …. ” z 1997 r., był Dyrektor Departamentu Leśnictwa, Ochrony Przyrody i Krajobrazu dr hab. inż. Marian Cieślak a więc osoba działająca między innymi w sferze nadzoru nad funkcjonowaniem PZŁ. Cóż takiego napisał już w marcu 2000 r. Pan Minister do ZO PZŁ w Przemyślu? Całość pisma w załączeniu, w tym miejscu jedynie ważne fragmenty. Pan Minister pisze ” … Główną ideą autorów powyższego rozporządzenia była potrzeba upowszechnienia psa rodowodowego wśród członków PZL …” i dalej ” … Jeżeli więc mówimy o ułożonym psie rasy myśliwskiej to tylko o takim który posiada rodowód i zaliczone próby polowe o zasięgu regionalnym …. „. Cóż, szkoda tylko, że nie zapisano tego w preambule tego rozporządzenia obok takich definicji jak licówka, naganiacz, sokolnik itp.. Jeżeli Pan Minister nadzorujący z urzędu pracę PZŁ uważa za oczywiste to, co dla każdego jest oczywiste to na czym polega problem?  W mojej młodości władza oczywiście odnosiła same sukcesy i miała zawsze dobre pomysły a jak tylko ich nie miała (sukcesów oczywiście) i nie dało się tego w żaden sposób zamazać to pojawiali się ONI, zwani wtedy „określonymi siłami” – zwykle  byli to „zgnili imperialiści” którzy wszystko psuli na złość władzy ludowej, która zawsze miała same sukcesy. Czy dzisiaj, gdzieś we władzach PZŁ, siedzą też takie „określone siły”, które nie bacząc na logikę, opinię kynologów łowieckich, m.in. opinię Komisji Kynologicznej przy NRŁ PZŁ i wreszcie opinię Ministra psują Polskie Prawo Łowieckie, psują kynologię łowiecką, tolerują nieetyczne polowanie, krótko mówiąc ściągają nas dół? Czy naprawdę symbolem kultury łowieckiej mają pozostać imprezy takie jak w Spale a codzienność ma się opierać na zapchlonych burkach odpinanych na polowanie z łańcucha przy budzie? Czy naprawdę mamy pozostać Pawiem Narodów i Papugą, że przywołam słowa wieszcza? Zastanówmy się nad tym.