Grudniowe zające w Bestwinie

Ciągle się słyszy i czyta w różnych miejscach o dramacie ze stanem drobnej zwierzyny w Polsce. Minister Środowiska, podpuszczany przez różnych „ekologów”, co chwila „podchodzi” do zakazu odstrzału zagrożonych gatunków, takich jak zając czy kuropatwa, a życie płynie niekoniecznie tak jak w ministerialnych wykazach pokazują.

W ubiegłych latach wyjeżdżaliśmy na zające w okolice Kazimierzy Wielkiej czy Krakowa gdzie na polowaniu padało nawet ponad 80 zajęcy zadając kłam opowieściom o zagrożonym gatunku. W tym roku, dzięki miłemu zaproszeniu wybrałem się na zające dosłownie za miedzę, w okolicę Czechowic-Dziedzic i Bestwiny a więc na granicę okręgów PZŁ śląskiego i beskidzkiego, do obwodu Koła Łowieckiego „Bażant” w Bestwinie.

Dzień wstał pochmurny i mglisty, na polach nawet skrawka śniegu, temperatura 1-2 stopnie powyżej zera, jednym słowem, z punktu widzenia klasycznie pożądanej pogody na zające raczej kategoria „pogoda dobra”. Na zbiórce stanęło 9 myśliwych oraz 10 naganiaczy. Plan był prosty – zbiórka 8.00, 10 miotów … i do domu. Jak Koledzy zaplanowali, tak i zrobili. W 10 miotach padło 28 zajęcy i o 13.30 byliśmy „po robocie” a czasu starczyło nawet na południową herbatkę w polu z pysznym domowym ciastem.
Podziwiałem piękne podbeskidzkie przestrzenie, wspaniałą organizację i dyscyplinę Kolegów z „Bażanta” a nade wszystko chłonąłem spokój zimowego pola i specyficzny nastrój tego typu polowania. Jak Święty Hubert pozwoli chętnie odwiedzę Kolegów z Bestwiny w przyszłym roku.