„In the UK we generally use the term ‘field sports’ to describe hunting in its European meaning. It is important for the visitor to know that the word ‘hunting’ is generally used to mean hunting mammalian quarry and pest species with dogs. The use of firearms to shoot man-made targets or to shoot species of birds and mammals is collectively referred to as ‘shooting’. Examples of other field sports carried out in the UK are fishing (or angling) and falconry. ….. ” (British Association for Shooting and Conservation – BASC)
Od dłuższego czasu intryguje mnie brytyjskie łowiectwo i kynologia łowiecka, dlatego z prawdziwą ciekawością zasiadłem do lektury tekstu Kolegi Witolda Daniłowicza, opublikowanego w lutowym numerze Braci Łowieckiej. Autor rozpoczyna od rozważań nad nomenklaturą łowiectwa używaną na Wyspach, co jest ważne, gdyż nie tylko pokazuje znaczenie podstawowych słów, ale też pokazuje różnicę w postrzeganiu łowiectwa na Wyspach, w stosunku do reszty Europy. Czując jednak pewien niedosyt, sięgnąłem do materiałów dostępnych na stronie FACE. We wstępie prezentuję dosłowny zapis wprowadzający do podstawowej wiedzy o łowiectwie brytyjskim, znaleziony na stronie organizacji reprezentującej brytyjskich myśliwych w FACE.
Ale do rzeczy. Dlaczego tak mnie interesuje łowiectwo brytyjskie? Powód jest prosty. W moim pojęciu, można wyspiarzy traktować jako „starszych braci” w organizowania łowiectwa, w przestrzeni bardzo zmienionej przez rozwój cywilizacji i do tego, w przestrzeni bardzo mocno posegmentowanej prawem własności, które tam rozumiane jest bardzo bezwzględnie i zawsze wiąże się z prawem do polowania na własnej ziemi. Najlepszym modelem do tak pomyślanych rozważań jest geograficzna Anglia gdyż warunki Szkocji czy Irlandii już nie do końca wypełniają przyjęte założenie.
Jak, w ogromnym uproszczeniu, działa łowiectwo w Anglii? Przede wszystkim i głównie jest to interes, który w skali całych Wysp daje przychód 6,2 miliarda GBP (po dzisiejszym kursie średnim NBP 34,72 miliarda PLN). Strzela się bażanty, pardwy, kuropatwy, sarny, jelenia europejskiego, daniela, jelenia sika oraz jego krzyżówki z jeleniem europejskim (!!) a nawet dwa gatunki jeleni sprowadzonych z Azji (chiński jeleń wodny i muntjac). Jak łatwo się domyślić słowo shooting dobrze pokazuje na czym owo „polowanie” polega. Jednym słowem, czysta komercja i zabawa sportowa okraszona elementami tradycji. Całość zarządzana albo z poziomu właściciela gruntu albo z poziomu urzędników lokalnych czy rzadko wyższego szczebla. Złożoności materii, a więc również złożoności zarządzania, dodaje kilkanaście organizacji zajmujących się różnymi segmentami tych sportów polowych, od wędkarstwa poczynając, a na sokolnictwie kończąc. Warto zajrzeć na stronę BASC czyli jednego z dwóch reprezentantów brytyjskich myśliwych w FACE żeby zapoznać się z licznymi szczegółami, które trudno w krótkim tekście przywoływać. Jedną jednak rzecz trzeba powiedzieć, a mianowicie, element „Conservation”, czyli ochrona, w tej informacji zajmuje niecałą stronę vs 18 stron opisujących „Shooting”.
Taki właśnie model łowiectwa, powtórzę – komercja, hodowlana zwierzyna, zabawa i sport – jest fundamentem krytyki łowiectwa przez organizacje ochroniarskie. Czy my naprawdę chcemy rozpocząć drogę w kierunku takiego łowiectwa u nas? Już na sam koniec ostatnia uwaga. Czy nie należy poważnie rozważyć, przy okazji dyskutowanych zmian w Ustawie Prawo Łowieckie, usunięcia tzw. polowań dewizowych na ptactwo w brytyjsko/czeskim stylu z definicji słowa „łowiectwo”?


Wie Pan, Panie Zbigniewie
Moze Pan sprobuje wyciagnac wnioski z tego, ze na Wyspach poluje 800 000 osob ?. Co 70 – ty Brytyjczyk ?
To dobrze czy zle – takie relacje ?
(stad sie bierze tez ta „komercja” czyli po prostu wydaja wiecej, bo ich wiecej poluje. Nie wpadl Pan na to sam….?.:)))
Conservation zajmuje tylko jedna strone, z tego wzgledu ze Brytyjczycy wiecej robia niz pisza. Odwrotnie niz u nas.
Obrzydliwe co oni wyprawiaja. Nieprawdaz ?
pozdrowienia
daka
Tezy słabo udokumentowane. Zysk liczony w mld GBP bardzo dobrze opisuje sens systemu „łowiectwa” w Anglii. To nie ma żadnego związku z ilością polujących, za to ma bezpośredni związek z celem „łowiectwa”. Koledzy w Anglii nawet nazywają swoje łowiectwo sportem, czyli piszą prawdę o tym czym ono jest, nie owijając tego w bawełnę.
Szanowny Kolego, fragment o conservation to pobożne życzenie a nie prawda o angielskich działaczach łowieckich. Oni robią kasę a działanie konserwujące środowisko zostawiają ekologom i innym naiwniakom. Ten rozdział po prostu musiał być w sprawozdaniu bo inaczej całkiem źle by to wyglądało.
Wie Pan, Panie Zbigniewie,
musi Pan chyba popracowac troche nad angielskim……
In Great-Britain in 1996:
3.3 million people went fishing
704,500 people shot game and wildfowl
14,500 people stalked deer
215,500 people hunted or followed hounds
12,500 people participated in falconry
Te miliardy, ktore Pan raz interpretuje jako przychod, a drugi raz jako przychod to sa po prostu wydatki powyzszej grupy –
nie tylko z tytulu uprawiania lowiectwa lecz rowniez na zakup gumofilcy, wedek, haczykow , dwururek , naboji oraz karmy dla
psow i bazantow oraz zatrudnienie personelu – straznikow lowieckich etc. W sumie – w odniesieniu do tej masy ludzi to nie jest
duzo. Moim zdaniem. Wie Pan ile kosztuje dobry ptak lowczy i jego utrzymanie ?
Druga sprawa – czy jest Pan w stanie wymienic choc ze trzy projekty zwiazane z ochrona gatunkowa realizowane przez i na koszt
mysliwych z Wysp ? I przeciwstawic im analogiczne, badz podobne, realizowane ZE SRODKOW wlasnych PZL ?.
Czy tylko Pan sobie pisze, jak ten – nie przymierzajac – nasz Daniel doswiadczalny ?
Trzecia wreszcie – „game” – czy wie Pan jakie istotne elementy tradycji lowieckiej, ktore Pan osobiscie celebruje wywodza sie wlasnie
z owej „game” – brytyjskiej i wyrosly wlasnie nad Tamiza a nie nad Wisla ?.
Czy tez mozemy w tym punkcie te dyskusje zamknac, w mysl zasady: kazdy blamuje sie jak umie ?…………….:))))))
pozdr
daka
Co do wydatków owych milionów Brytyjczyków uprawiających sporty polowe zgoda ale przecież ktoś te pieniądze, bez obrzydzenia, przyjmuje. Ciekawe kto, jeżeli np. strzelenie 1 bażanta na „polowaniu zbiorowym”, na prywatnym oczywiście terenie, kosztuje 250 PLN. Łatwo policzyć – 10 myśliwych po 10 kogutów (przepraszam, bażantów) to 25 000,00 PLN za jeden dzień polowania. Kto kasuje? Właściciel łowiska. Sezon trwa wiele, wiele tygodni a w Wielkiej Brytanii strzela się rocznie coś około 20 milionów bażantów! Jest interes czy nie? Kto go robi? Właściciele obwodów i sprzedawcy sprzętu takiego czy innego. Kto płaci – proste, myśliwi.
Drugi wątek jest bardzo ciekawy. Pokazywałem na stronie, parę miesięcy temu, zresztą przywołany w Braci, przykład wspaniałego programu holenderskich ekologów. Szczegóły nie są ważne w tym momencie. Ważna jest zasada. Najpierw, w imię kasy dewastujemy środowiska a potem za odpryski tej kasy finansujemy programy naprawcze i pouczamy innych jak trzeba chronić środowisko. Jeżeli tak jest OK, to chylę nisko głowę. W ramach tego wątku jeszcze. Widziałem niedawno, w polskiej telewizji, program o pewnym Angliku, żyjącym w Polsce z polską żoną. Dlaczego ów Anglik żyje w Polsce a nie w swoim rodzinnym kraju? Wyjaśniał to szeroko a chodziło o zdewastowane środowisko naturalne, zniszczone wsie i temu podobne bzdury. Prawdopodobnie teraz uruchomiono tam kosztowny program naprawczy, tylko ten Anglik nie miał dość życia przed sobą żeby zobaczyć jego efekt. Wybrał Polskę.
Wreszcie wątek trzeci, ważny i ciekawy. Jak pisałem, uważam Anglików za „starszych braci” w łowiectwie. Podziwiam ich dokonania w kynologii, rusznikarstwie itp. Nie oznacza to jednak w najmniejszym nawet stopniu braku krytycznego podejścia, o którym wyżej, do ich podejścia do uprawiania łowiectwa dzisiaj. Zniszczyli swoje łowiska, polują na chińskie jelenie i produkowane masowo bażanty, w imię kasy i dla zabawy. To nie dla mnie! Czy Szanowny Kolega wie np. co robi się z upolowanymi bażantami po większych „polowaniach”? Rów, karbid i spych w dużym skrócie. Powtarzam – ten model nie dla mnie!!
Jak zawsze pozdrawiam i cieszę się, że wyszliśmy z okresu podobnych zdań w różnych sprawach, bo zaczynało być nudno.
Przepraszam, zapomniałem o jednej sprawie – programy ekologiczne finansowane przez PZŁ. Tutaj, niestety zgoda. W tej sprawie potrzeba zmiany myślenia i zmiany ludzi na „nowszy a w każdym razie lepszy model”. O to trzeba zabiegać, o tym trzeba mówić ale na pewno nie z pozycji „jak to na Zachodzie jest super”, bo nie jest super. Dostałem przed paru dniami list z niemieckiego klubu wyżłów krótkowłosych, którego jestem członkiem. Co w nim? Dramatyczny spadek stanów zwierzyny drobnej, konieczność podjęcia działań itp…, a nie którzy mówią, że ich model jest super!
Daka oprócz wszechstronnej wiedzy nt. łowiectwa (czyli naparzania z pukawki do wszystkiego, prawie, co się rusza) tworzy także na forach o naparzaniu. I o psach także. Zna się na angielskim i angielskich naparzaczach. Na słowotwórstwie także, stąd tak propagowany bambizm (co za bzdet). Na izm to jeszcze jest np.kretynizm, idiotyzm itp. Co jeszcze wie i na czym się zna ? Na doświadczaniu ?
Wie Pan, Panie Zbigniewie, po lekturze Panskiego postu przychodzi mi na mysl niedawno przeczytany utwor trzeciego z braci Grimm w styczniowym Lowcu Polskim. Pawel Gdula – Grimm opublikowal tam mianowicie „Bajki niemieckie”.
Zastanawiam sie czy „obrona najlepszego modela” w tym stylu nie jest w gruncie rzeczy wyrazem zakompleksienia i naszej zasciankowosci ?.Czy nie odwraca uwagi od rzeczywistych, realnych problemow ?.
Na wyspach nie polowalem i nie ciagnie mnie tam specjalnie – z roznych wzgledow, aczkolwiek pare atrakcji jest wartych obejrzenia –
chociazby szkockie krajobrazy z ta czy inna destylarnia. Szczegolnie z ta:
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/d/dc/Glenlivet_bottle.JPG/220px-Glenlivet_bottle.JPG
Cos takiego tez bym obejrzal :
http://www.garbus2.republika.pl/szkocja.htm
Prosze zwrocic uwage na krajobrazy…..
Jesli idzie o podane ceny polowan, to wykazuje sie Pan wyjatkowa malostkowoscia. Pare lat temu dobre polowanie na pardwy,
w dobranym gronie, z osoba towarzyszaca plus pelna obsluga kosztowalo okolo 20 – 25 000 funtow. Z gwarancja strzelenia co najmniej 100 ptakow. Przypuszczam, ze lwia czesc z tej sumy ginie w kieszeniach posrednikow….
Dla mysliwych ze skromniejszymi wymaganiami istnieje mozliwosc zapolowania na te ptaki juz za 7 – 8 000 euro.
A Pan tutaj wyjezdza z jakimis bazantami za 250 zlotych od sztuki……Panie Zbigniewie….
To moze byc (i jest z pewnoscia ) postrzegane jako „chore” ale to jest czesc tamtejszej tradycji, w kultowej oprawie, kto chce i kogo
na to stac – w ten sposob poluje.Ok. dlaczego nie ?. Czy urzadzajacy tego rodzaju polowania robia jakies „kokosy” ?.
Nie przypuszczam. Utrzymanie kilkuset, bac moze kilku tysiecy hektarow wrzosowisk kosztuje. Nakladow wymaga tez „ptakostan”.
Po prostu inne kraje i inne obyczaje. Z nalepszym modelem lowiectwa w Europie nieporownywalne.
Watek drugi.
Czy znajdzie Pan dzis na wyspach miasto z tak zanieczyszczonym powietrzem jak Krakow ?. Zastanawial sie Pan kiedys nad tym ?
Naturalnie ze srodowisko na wyspach jest w znacznie wiekszym stopniu przeksztalcone niz u nas. To jest cena, ktora Brytyjczycy
zaplacili za to, ze przecietny mieszkaniec tego kraju korzystal z WC juz w czasach kiedy dopiero na mocy rozporzadzenia zaczely
w kraju nad Wisla powstawac slawojki.
Ta roznica w krajobrazie nie ma absolutnie nic do czynienia z „modelami” – jest objektywnie uwarunkowana „okolicznoscia” z ktora
pozostaje sie tylko zaaranzowac.
Pisze Pan :
„Zniszczyli swoje łowiska, polują na chińskie jelenie i produkowane masowo bażanty, w imię kasy i dla zabawy.”
A czym jest daniel jak nie tureckim jeleniem ? Jaka roznica jest miedzy chinskim i tureckim ? muflon ? – wlosko francuski ?
Jesli „oni” poluja ;
„w imię kasy i dla zabawy”
To w imie czego Pan poluje ?. Przyjmuje Pan kazdego „dewizowca” czy niechciane dziecko PZL (niezrzeszone) chlebem i sola,
da mu postrzelac i pomoze zapakowac trofea za Bog zaplac ?
Naprawde ?
Panie Zbigniewie……..
A DLACZEGO Pan poluje ?
zeby utrzymac rodzine ?. Z obowiazku ?. Musi Pan polowac ?. Czym nie jest to polowanie tez HOBBY dostarczajacym wrazen w czasie wolnym od pracy ?.
Panie Zbigniewie, ja w Panu dostrzegam takiego samego Brytyjczka na jakiego Pan….w gruncie rzeczy pluje……
powiedzmy sobie to otwarcie.
I co pan chce w ten sposob osiagnac ?. To samo co bajkopisarz Pawel Gdula – Grimm z Lowca Polskiego ?
(on przynajmniej bierze za to pieniadze…..)
serdecznie pozdrawiajac
daka
Mój Boże, jak to wszystko poskładać do kupy? Powiem tak. Krajobrazy Szkocji – super!! Jest jednym z moich cichych marzeń zapolować na pardwy, na wrzosowiskach Szkocji z moimi wyżłami. Na razie praktyczny plan jest skromniejszy – wybieram się na ich konkursy wyżłów jesienią. Problem w tym, że Szkocja to nie Anglia. To Anglia zmieniła się w park z bażantami a Szkocja pozostała krainą pardwy i królewskich polowań.
Czy uważam polski model za najlepszy i czy jest to wyrazem moich kompleksów i zaściankowości – może. A może jest tak, że nie wszystko Tam jest lepsze niż u nas a takie właśnie myślenie jest może wyrazem kompleksu i zaściankowości. Kto wie? W dyskusjach ideologicznych nie da się wygrać na racje – po prostu czas je weryfikuje lub nie.
Czy ja pluję na Anglików? A niby dlaczego mam pluć? Wyrażam swoją opinię o ich sposobie polowania i tyle. Od plucia jest to bardzo odległe. Może uszło uwagi Szanownego Kolegi ale wielokrotnie pisałem coś w rodzaju „… podziwiam Anglików za …”, co przecież nie musi oznaczać, że z wszystkim się zgadzam i wszystko podziwiam – prawda?
Do dyskusji na temat – dlaczego poluję?, nie chce wracać bo tą lekcję już przerabialiśmy, o ile pamiętam. To co różni nas i Anglików to system i systemowy cel któremu służy łowiectwo u nich i u nas. Jak pisałem, różnice są spore.
Czy żyjemy w świecie bajek – zgoda ale czy cała Europa od Grecji do Szwecji, nie żyje w świecie bajek? Rzecz w tym, by naszą własną bajkę zbliżyć możliwie do życia i czuć się w niej możliwie dobrze.
Jeszcze tylko słówko w sprawie daniela. Dane o związku daniela z Europą tutaj –
http://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=5&ved=0CDgQFjAE&url=http%3A%2F%2Fstart.lasy.gov.pl%2Fc%2Fdocument_library%2Fget_file%3Fp_l_id%3D19769594%26folderId%3D19769529%26name%3DDLFE-81404.doc&ei=ehLXVKabAsLjaoXNgOgP&usg=AFQjCNEoobAzwwoiqKpeIEfio63F4ypQ-A ( w razie problemów z otwarciem, co się zdarza, informuję, że autorem jest wspomniany Jakub Borkowski a dane o europejskości daniela są we wprowadzeniu do publikacji).
Liczę na wzajemność w sprawie jelenia chińskiego, krzyżówki sika z jeleniem szlachetnym itp.
No dobrze – zostawmy te cale modele – tak jak kiedys pisalem, niewazny jest model ale caloksztalt.
Ta historia z danielami i jeleniami chinskimi (muntjak) czy krzyzowka sika i jelenia szlachetnego ma troche filozoficzne tlo.
Kiedys popelnilem na ten temat artykul, ktory „redaktor Mlodszy” zaadaptowal do potrzeb blogu – do ktorego Pan gdzies tam
w przeszlosci odniosl sie z widoczna odraza, ale moze Pan tym razem zrobi wyjatek i zerknie na ten tekst ?
http://bucewzielonych.blogspot.de/2013/11/kangury-trojanskie-naszych-owisk-odc-i.html
http://bucewzielonych.blogspot.de/2013/11/kangury-trojanskie-naszych-owisk-odc-2.html
Powiedzmy, ze na pewne rzeczy dzisiaj spogladam nieco inaczej – z „optymizmem” z doswiadczeniami ale zasadnicza sprawa,
o ktora mi w tym tekscie chodzilo, bylo podejscie do gatunkow obcych bez emocji i – przede wszystkim – bez ideologii.
Jesli idzie o te angielskie jelenie chinskie. Czy jelenie w Anglii i na Wyspach .
Samego jelenia szlachetnego bylo – jest tam prawdopodobnie wiecej niz w Polsce – 350 – 400 000. Glownie w Szkocji – tez
w Anglii. W Anglii, z jej niska lesistoscia i strukturami jelen szlachetny na dobra sprawe nie ma warunkow, nie ma przestrzeni.
Z tego wzgledu, a rowniez w celu urozmaicenia fauny Anglicy zaczeli „eksperymentowac” z mniejszymi gatunkami, lepiej sobie dajacymi rade w tych warunkach – danielem – muntjakiem i sika, eksperymenty z axsisem sie nie powiodly. Notabene chinski muntjak bytuje tez Holandii ale tamtejsi ekolodzy chca go sie pozbyc jak Minister Sawicki dzikow z Podlasia.
Ich daniele sa chyba starsze niz nasze – spotkalem sie z teza iz mogly tam juz bytowac od pona 1,5 tysiaca lat , ale to wydaje mi sie
malo prawdopopdobnym.
Na obecnosc i hybrydyzacje jelenia szlachetnego z sika mialem kiedys podobnie rasistowskie poglady jak Pan.
Ona jest problemem i nie jest problemem.
Sika i jelen szlachetny to dwie galezie – wschodnia i zachodnia jelenia , ktore rozdzielily sie pare milionow lat temu.
Sika jest bliskim kuzynem wapiti. Mimo, ze od rozejscia sie tych gatunkow tj. sika i jelenia szlachetnego minelo pare milionow lat to
pokrewienstwo maja zakodowane we krwi. W genach i nie tylko. Hybrydy sa plodne i doskonale sobie radza w warunkach
srodowiska naturalnego.
Z jednej strony mamy wiec sytuacje, iz zachodzi ewidentne „zanieczyszczenie” czystosci rasowej obu gatunkow i „zbrukanie”
„narodowej przyrody” chinszczyzna (sika nie pochodzi z Chin) , ktore wywoluje reakcje czysto rasistowskie. W szeregach ortodoksyjnych ekooszolomow i asystujacych im niektorych mysliwych tez.
Z drugiej strony jest to najnaturalniejszy w swiecie proces ewolucyjny. Spotkaly sie dwa gatunki, ktore krzyzuja sie, potomstwo
jest doskonale zaadoptowane do panujacych warunkow. Ten proces nie zostal zainicjowany naturalinie lecz jest w gruncie rzeczy
naturalnym. Z dwoch gatunkow zrobil sie/ robi sie jeden….. I co z tego ?.
W jednym z numerow BL jest artykul prof. Ratkiewicza i Dr. Anetty Borkowskiej (chyba krewnej…..) o tym, ze ok 30 % naszej
POLSKIEJ sarny nosi w sobie geny sarny sarny SYBERYJSKIEJ. Prosze sobie wyobrazic, ze POLSCY mysliwi hoduja jakies
ruskie bekarty i nawet chwala sie tymi trofeami. A Pan Panie Zbigniewie za szable nie chwytasz…sztucer znaczy…..?
Ta RUSKA mieszanka, ktorej trofeami obwieszaja sobie sciany POLSCY mysliwi jest wynikiem naturalnego procesu, ktory mial
miejsce kilka – kilkanascie tysiecy lat temu. . Jak Pan ocenia TEN fakt zanieczyszczenia NASZEJ sarny jakimis
ruskimi smieciami ?……A nawet chinskimi, bo sarna syberyjska wystepuje tez w Chinach……:))))
I CO Z TEGO ?
Takie zycie……
Mielismy kiedys popelnic na temat tego dylematu pogadanke,ale doszlismy do wnioski, ze dla wiekszosci bydla skladkowego ta
problematyka jest zbyt ….skomplikowana. Abstrakcja. Kompletna abstrakcja….Jak to kiedys Pan napisal.
Tak na marginesie – obok narzeka Pan, ja zreszta tez – na rejony hodowlane. A moze zamiast dywagacji nad wyzszoscia jednego
modelu nad drugimi i podniecania sie miliardami funtow wydawanymi na haczyki na ryby i amunicje na bazanty wypadaloby
sie pochylic nad dzialanoscia DEER MANAGEMENT GROUPS ?. Tak wyspiarze nazywaja rejony hodowlane jelenia
szlechetnego. Bo choc model maja gorszy to rejony hodowlane jelenia funkcjonuja u nich zdaje sie lepiej……
pozdrowienia
daka
Z gatunkami obcymi bez ideologii – zgoda ale zrobienie z 2 gatunków na powrót jednego, dla przyjemności Brytyjczyków – brak zgody. Co do ich rejonów hodowlanych nie mam żadnej wiedzy ale jeżeli to działa trzeba się temu przyjrzeć, choć tak szczerze mówiąc myślę, że jednak skala jest inna, nie mówiąc już o wszelkich wariantach warunków.
Pozdrawiam
Z gatunkami „obcymi” bedziemy mieli problemy – jako mysliwi . Maja je zreszta juz lesnicy. Bez „luzniejszego”, wolnego od ideologii
podejscia do calej problematyki, popadniem b. szybko w kraine absurdow. I to jest zupelnie realnym. To dla mianowicie dla Pana przyjemnosci sprowadza sie daniele „zagrazajace” patriotycznej sarnie POLSKIEJ i negatywnie na nia wplywajace. Tlumaczenie, ze daniele byly tutaj przed wielkim lodem, mozna bez trudu zbyc argumentem ze slonie tez wtedy mieszkaly pod Raciborzem.
Tez dla Pana przyjemnosci te slonie sprowadzic ?
Jesli Brytyjczycy dla swojej przyjemnosci toleruja „powstanie” 3 gatunku, to ich sprawa. Zaden z tych mieszancow nie przyplynie Odra pod Raciborz. Czy sie Pan na te przyjemnosc zgadza czy nie.
W kwestii gatunkow obcych maszerujemy w strone wielkiej kupy i jesli nadal bedziemy maszerowac w konskich okularach to w nia
z duza doza prawdopodobienstwa wdepniemy.
Uzupelniajac powyzsze……ten obcogatunkowy katastrofizm w moim wydanu wiaze sie z ponizszym :
http://www.teraz-srodowisko.pl/aktualnosci/UE-zwalcza-inwazyjne-gatunki-roslin-i-zwierzat-124.html
Lobby ortodoksyjnych eko…jakichstam parlo niesamowicie, zeby z tego rozporzadzenia zrobic „bicz bozy” – a wlasciwie unijny
na wszystko co obce. Od kosmitow po daniela i bazanta.
Jeden z wyjatkowo kuriozalnych pomyslow polegal np. na tym, zeby w Niemczech wytepic zasiedlone tam bobry, poniewaz pochodzily
one ze Szwecji i ich obecnosc uniemzliwia rozprzestrzenianie sie „czystokrwistego germanskiego” podgatunku bobra polabskiego –
autochtona …..Pomysl zupelnie powazny i formulowany w ramach dyskusji nad w/w unijnym rozporzadzeniem…..
sorry za chaotyczny poprzedni post.
pozdrawiam
daka
Czy nie mówiłem, że Europa jest chora a niby-ekolodzy skrzyżowani z niepotrzebnymi urzędnikami są tego klasycznym wyrazem?!
Europa jest chora, Grodzka z Biedroniem to wybryk natury (cytuję z twych ,,przemyśleń”), a wszyscy którzy myślą inaczej to pryszczaci gimnazjaliści z problemami z własnym ego oraz niepewni swych racji. Ole !!!!
Za to wy to zdrowa tkanka polskiej i europejskiej nacji. Obrońcy świata zwierząt w gumofilcach. Ole !!! Kontynuujcie proszę 🙂
Szanowny Danielu,
Rozumiem emocje ale w rozmowie o realnej rzeczywistości potrzebne są twarde fakty, wiedza, wyobraźnia, odpowiedzialność za słowa. Emocje zawsze płyną po wierzchu i są tak naprawdę łatwe. Zachęcam, cytując wieszcza, do zejścia do głębi.
Pozdrawiam i ciągle czekam na zdjęcia świniaka (mogą być w kolorze).