Zabawa konkursowa czy ocena psa do polowania i hodowli?

Chciałem wrócić do poruszanego już tematu sztuczności regulaminów i sztuczności praktycznej realizacji konkursów wyżłów. Nie będę ukrywał, że uważam ten temat za ważny, a może nawet najważniejszy dla systemu prób i konkursów wyżłów.  Im dalej praktyka konkursowa oderwie się od warunków łowieckich, tym mniejsza  jest bowiem szansa na rzetelną realizację zadań stawianym konkursom wyżłów, nie mówiąc już o szansie na udział w tych imprezach myśliwych.  Zacznijmy od naszego podwórka.

8. Zachowanie się przed i po strzale
Pies winien pozostać w stójce do momentu wydania rozkazu przez przewodnika. W celu
sprawdzenia zachowania się psa po strzale należy podczas pracy w polu oddać przynajmniej
2 strzały:
– jeden w powietrze po zerwaniu się ptactwa łownego lub po pomknięciu innej zwierzyny
– drugi, koniecznie skuteczny, do wypchniętego ptaka łownego. Po strzale do zwierzyny, bez
względu na wynik, pies powinien zachować się spokojnie. Przyniesienie ubitej lub
postrzelonej zwierzyny powinno nastąpić dopiero po otrzymaniu odpowiedniego rozkazu od
przewodnika. Jednak samodzielne przyniesienie zwierzyny (bez rozkazu) nie należy uważać
za duży błąd, lecz usterkę obniżającą ocenę o „1″ stopień. Pies, który po nieskutecznym
strzale nie czeka na rozkaz przewodnika i goni zwierzynę, nie może otrzymać oceny wyższej
niż „0″. Jeśli zrywa stójkę lub przed strzałem goni zrywające się ptactwo lub pomykającą
zwierzynę, również otrzymuje ocenę „0″.
Tak opisuje jedną z konkurencji dużego pola Regulamin Konkursów Wyżłów Polskiego Związku Łowieckiego. Opis prosty, jednoznaczny i dla każdego myśliwego zrozumiały, przy tym pozostający w bezpośrednim związku z realnymi warunkami polowania. Pięknie, pytanie tylko gdzie w Polsce i nie tylko w Polsce, tą konkurencję przeprowadza się w sposób opisany w regulaminie?  W warunkach polskich konkursów sztuczność pracy polowej nie jest jeszcze tak wielka jak ta, w obserwowanych przeze mnie konkursach czeskich, niemieckich czy słowackich. Na południe i na zachód od nas konkursowa praca na japońskiej przepiórce czy ledwo opierzonym bażancie jest raczej regułą niż wyjątkiem. W czeskich regulaminach każe się psa za złapanie ptaka dyskwalifikacją. Nie chcę przesadnie rozwodzić się nad tym tematem gdyż wątków w nim jest dużo więcej, że przywołam tylko praktyczną sensowność czesko-słowackiego „okładania” przez psa pustej wody 20 metrów od brzegu czy 10 minutowego buszowania w pustych szuwarach. Zapraszam do galerii zdjęć poniżej gdzie zebrałem zdjęcia prezentujące sztuczność polowej oceny wyżła. Warto je zobaczyć aby w pełni uświadomić sobie problem.
Rozmawiałem niedawno z pewnym znakomitym szkoleniowcem słowackim, prowadzącym z dobrym skutkiem swoje psy na największych czeskich i słowackich konkursach wyżłów.  Nie owijał w bawełnę tego, że psa którego szkoli do konkursów, nigdy nie bierze na polowanie. Ćwiczy z nim wszystkie elementy konkursowych konkurencji, dba o jego kondycję fizyczną biorąc go na długie spacery rowerowe ale nigdy nie używa go do realnego polowania. Dlaczego? Jego zdaniem, udział w polowaniu wyraźnie zmniejsza zapał psa do sztucznych zajęć związanych z przygotowaniem do konkursu i pogarsza jego konkursową skuteczność. Dla takiego psa to konkurs ma być „prawdziwym polowaniem” i wtedy można liczyć na sukcesy. Nie jest to zdanie odosobnione, gdyż od wielu osób słyszałem, że duża część „konkursowych wyżłów” nie poluje a i sam sporo takich przykładów znam.
To jest zła droga dla kynologii łowieckiej, to jest droga do przekształcenia wyżłów w kolejną grupę psów myśliwskich służących wystawowej i konkursowej zabawie, a nie realizacji zadań dla jakich te rasy stworzono.