Trzeba powiedzieć, że w ostatnich miesiącach, za sprawą innych obszarów mojego zainteresowania, zaniedbałem nieco stronę „psymoje”. Jak widać po ostatnich wpisach zaczynam nadrabiać zaległości i obiecuję, że tak już pozostanie. Tym razem zachęcam do przeczytania tekstu który opublikowany został w grudniowym numerze Magazynu SEZON, a który jest początkiem całego cyklu rozważań na temat współczesnego polskiego łowiectwa. Poniżej oryginalny tekst oraz odbitki SEZONU. Zapraszam.
Mity
Do napisania tego tekstu przymierzałem się już od dłuższego czasu, ale potok codzienności ciągle był silniejszy i dopiero to, co przeczytałem na Facebooku przed paru dniami, zmotywowało mnie w końcu do działania. Cóż takiego przeczytałem? Otóż był to wpis rzecznika Zarządu Głównego PZŁ przepraszający za program o łowiectwie w TVN-owskim Czarno na białym. Autorka przepraszała obserwatorów swojej strony za program, do obejrzenia którego parę dni wcześniej zachęcała. Znalazłem ów program na stronie stacji, „spokojnie” go obejrzałem i siadłem do pisania.
Nie chcę pisać o TVN-ie, choć przy okazji przejrzałem „dorobek” stacji w zakresie tematyki łowieckiej i muszę powiedzieć, że propagandziści czasów słusznie minionych mają prawdziwie godnych następców. Nie chcę też recenzować owego nieszczęsnego programu, który skłonił koleżankę Dianę do publicznych przeprosin. Chcę natomiast napisać parę słów o tym, jak my – my myśliwi, ale przede wszystkim władze Polskiego Związku Łowieckiego – pokazujemy łowiectwo, myśliwych i Związek. Myślę, że zamiast przeprosin, zamiast ciągłego narzekania, jak to nas nie lubią, zamiast recenzowania przeciwnika, spróbujmy zrecenzować sami siebie. Niewdzięczne to zadanie, ale nadszedł czas, aby się z nim zmierzyć.
Zacznę od dogmatów (mitów) przekazu płynącego do środowiska myśliwych i poza nie, dogmatów (mitów) kreowanych przez władze PZŁ, dogmatów (mitów), wokół których tworzony jest nasz przekaz o łowiectwie.
Dogmat (mit) pierwszy
Łowiectwo jest tradycyjną pasją człowieka, która od niepamiętnych czasów była zajęciem, a właściwie rozrywką, ludzi szlachetnie urodzonych. Obecnie my, polscy myśliwi, członkowie Polskiego Związku Łowieckiego jesteśmy kontynuatorami owej wspaniałej, liczącej setki lat szlachetnej tradycji, będącej ważnym elementem polskiej kultury.
Konsekwentnie manifestujemy więc naszą wyjątkowość i przywiązanie do tradycji u stóp zamków i pałaców w całej Polsce, prezentujemy szeregi nemrodów ubranych w odświętne mundury o prawie wojskowym kroju, maszerujące (szeregi, nie mundury) pod rozwiniętymi sztandarami przy dźwiękach muzyki łowieckiej. Powstały nawet osobliwe bractwa, mające czasem bardzo egzotyczne nazwy, których nie przywołam, by nie urazić skądinąd zacnych kolegów, będące rzekomo spadkobiercami tradycji sięgających nieomal średniowiecza. Bractwa te mają specjalne stroje, wybierają swoich wielkich mistrzów, prezentują się w czasie różnych publicznych imprez – trochę na kształt krakowskiego lajkonika.
W moim okręgu, a zapewne nie tylko w nim, przez lata organizowano wspaniałe msze hubertowskie z ołtarzem na szerokim tarasie zamku oraz z pocztami sztandarowymi kół poniżej. Na błoniach pałacowego przedpola prezentowano psy myśliwskie, organizowano pokazy jeździeckie. Nikomu z organizatorów nie przeszkadzało to, iż wnętrze zamku od dziesięcioleci jest zapełnione jedynie muzealnymi eksponatami, właściciele zaś dawno zostali wymieceni z życia publicznego przez burzliwą historię. Może warto też wspomnieć, że w czasach świetności zamku zapewne niewielu z uczestników tych uroczystości mogłoby wejść na pałacowe pokoje, nie mówiąc już o polowaniu razem z właścicielem.
Pokazujemy łowiectwo nie jako element ciągłości kulturowej, ale raczej jako eksponat muzealny, który w dzisiejszej rzeczywistości jest mocno egzotyczny. Wystarczy zajrzeć na portale społecznościowe, aby się przekonać, że taki odbiór dominuje.
Co więc motywuje organizatorów tych imprez? Tak naprawdę przekaz tego rodzaju jest kierowany do wnętrza Związku, do tysięcy myśliwych radośnie łykających legendę o swojej wyjątkowości i związku z setkami lat historii, które zapewnia sama przynależność do tegoż Związku. Wystarczy włożyć szykowny mundur, by zanurzyć się w kulturze i historii oraz uzyskać status kontynuatora, twórcy i krzewiciela kultury. Widziany z zewnątrz, konfrontowany z rzeczywistą aktywnością i jakością środowiska myśliwych przekaz taki przynosi wielkie szkody, stawia nas w jednym rzędzie z muzealnymi eksponatami.
Na piedestał wynosimy nie to, co w łowiectwie i jego dorobku jest niewątpliwie elementem niematerialnej kultury człowieka i wielkim zadaniem, które na co dzień realizuje środowisko myśliwych, ale to, co jest jedynie formą bez treści. Tak jest oczywiście łatwiej, ale negatywne skutki widoczne są gołym, TVN-owskim okiem.
Dogmat (mit) drugi
Polujemy dla zdobycia wspaniałej dziczyzny, mięsa zdrowego, prawdziwie wartościowego, w przeciwieństwie do mięsa pochodzącego z hodowli. Zwierzęta hodowlane przez całe swoje krótkie życie są zamknięte w ciasnej przestrzeni, żyją w nienaturalnych warunkach, cierpią. My natomiast strzelamy jedynie do sztuk starych, chorych, jednym słowem – selekcyjnych. Wykonujemy pracę wielkich drapieżników, które przecież w Europie praktycznie wyginęły. Ostatnio pojawił się wątek konieczności redukcji nadmiernych stanów zwierzyny, głównie dzików, aby zapobiegać szkodom w rolnictwie, kolizjom drogowym itp.
Czy odbiorca takiego przekazu, niezwiązany z łowiectwem klasyczny mieszczuch „kupuje” tę argumentację? Nie, nie, po trzykroć nie. A do tego wszystkiego dajemy wspaniałe narzędzia demagogicznym propagandzistom strony przeciwnej. Cóż więc słyszymy? Polujecie po coś, polujecie dla własnego interesu. Dokarmianie i wszystkie zabiegi hodowlane nie tyle służą dbaniu o środowisko, co są jedynie narzędziem budowania większych populacji zwierząt łownych, a więc zarazem tworzą warunki do uzyskania większych korzyści z wykonywania polowania. Problem w tym, że niestety – nie bójmy się tego powiedzieć – często tak właśnie jest. Setki ton wysokoenergetycznej karmy wywożonej do lasu, odstrzał przy nęciskach motywowany planami odstrzału niemożliwymi do realizacji w zgodzie z zasadami prawa łowieckiego, a narzucanymi przez administrację. Czy „egzekucje” setek i tysięcy bażantów w różnego rodzaju zamkniętych łowiskach nie są czystą emanacją „przyjemności z zabijania” tak chętnie podnoszonej przez pseudoekologów? Czy naprawdę potrzebujemy w łowiectwie, szczególnie w polskim łowiectwie, tego typu spektakli?
Dogmat (mit) trzeci
Najważniejsze jest wychowanie młodego pokolenia. Potrzebny jest przekaz o łowiectwie kierowany do dzieci i młodzieży, budujący ich pozytywne widzenie myśliwych i łowiectwa, dający jednocześnie perspektywę zmiany wizerunku w przyszłości.
No cóż, nie wiem, w jaki sposób i czy w ogóle przeprowadzono wśród łowieckich decydentów analizę realnych możliwości zmierzenia się z wszechobecnym zalewem TVN-owskich i innych pseudoekologicznych treści. Jeżeli taka analiza została przeprowadzona, to jej wyniki są dla mnie zdumiewające. Łowiectwo tonie tu i teraz. Tu i teraz walczymy z agresywnie negatywnym przekazem o łowiectwie w mediach dysponujących potężnymi narzędziami oddziaływania na odbiorcę. Tu i teraz potrzebne jest skuteczne działanie wyjaśniające. Tu i teraz trzeba dopasować łowiectwo i przekaz o jego wartościach do współczesności. Pojutrze będzie za późno! Czy zabawa w edukację dzieci nie jest przypadkiem formą ucieczki przed prawdziwą, twardą rozmową w przestrzeni TVN-owskiej i jej podobnych?
Podstawowe i bardzo, bardzo aktualne pytania brzmią następująco: czy my potrafimy rozmawiać o łowiectwie? Czy zarządzający współcześnie Polskim Związkiem Łowieckim potrafią rozmawiać w przestrzeni publicznej o łowiectwie i jego wartościach z ludźmi dorosłymi, rozumiejącymi i nierozumiejącymi zagadnienia? Czy potrafią się bronić przed zarzutami, szczególnie przed tymi głupimi, niesprawiedliwymi lub po prostu demagogicznymi?
Czy ktoś z czytelników widział bądź słyszał zarządzających Polskim Związkiem Łowieckim w czasie takich debat? Czy obecnie zarządzający Polskim Związkiem Łowieckim potrafią skutecznie bronić polskiego łowiectwa w świetle jupiterów? Niestety, szczerze wątpię.



Zgadzam się. Brakuje nam dobrego PR ale też i rachunku sumienia. Już kilka razy zwracałem uwagę również naszej rzecznik, że posługiwanie się prostymi frazesami w debatach publicznych nie ma sensu. Te argumenty sa nie aktualne a nasi opnenci doskonale je znają i potrafią je obalić na kilka sposobów. To w jaki sposób się prezentujemy nie ma nic wspólnego z nowoczesnym modelem łowiectwa. Nic nie robiliśmy przez ostatnie prawie 30 lat a ruchy ekologiczne wręcz przeciwnie. Jest tu dużo do zrobienia a najważniejsze to zdać sobie sprawę z tego że musimy się zmienić i to nie tylko wizerunkowej.
Zgoda. Potrzebna jest środowiskowa debata o miejscu łowiectwa we współczesnej Polsce. Zapraszam na łamy kolejnych numerów SEZONU. W kolejnych numerach moje widzenie problemu. Darz Bór
Mam myśli samobójcze po lekturze. Okrutny jest los obrońców przyrody w gumofilcach w Polsce. Te wywody właściwie niczym nie różnią się od słodkiego pierdzenia pani Piotrowskiej co nie je kurczaków z antybiotykami. Zbigniewie wysyłaj cv do pezetełu, potrafisz pisać zgodnie z zasadami polskiej pisowni, sensu w tym nie ma ale nie o to przecież chodzi w ochronie przyrody z pukawką w dłoni.
,,Dokarmianie i wszystkie zabiegi hodowlane nie tyle służą dbaniu o środowisko, co są jedynie narzędziem budowania większych populacji zwierząt łownych, a więc zarazem tworzą warunki do uzyskania większych korzyści z wykonywania polowania. Problem w tym, że niestety – nie bójmy się tego powiedzieć – często tak właśnie jest ” – napisał Zbigniew. Po czym ochoczo swą wywodzącą się z tradycji łowieckiej terenówką z przyczepą rozwozi karmę aby dokarmiać ptaki. Oto logika obrońcy przyrody w gumofilcach.
Zbigniew, pamiętaj aby już zawsze idąc do lasu zabierać pukawkę, choć do lasu nie chodzisz jak przypuszczam w innym celu niż ochrona przyrody. Będziesz miał wówczas pewność że twoi kumple nie wypier…. cię z lasu. A tak kumpel pomyśli żeś dzik i po sprawie. Jeszcze jedno. Niebawem wiosna, może ptaki w Polsce też tak potrafią ? Uważaj na siebie, tyle niebezpieczeństw czai się tu i ówdzie. Obyś się nie usmażył w jakimś pożarze !
http://www.listyznaszegosadu.pl/nauka/dowody-ze-ptaki-drapiezne-szerza-pozary-lesne-by-wyploszyc-zdobycz
Najbardziej logiczne i sprzyjające dobrym relacjom jest pierwsze zdanie. Reszta jak zwykle – asemantyczny bełkot. Jak zawsze serdecznie pozdrawiam. PS. Jestem pod wrażeniem, że Szanowny Kolega zdobył się na przejście przez tak długi tekst. Zapraszam do kolejnych a będzie ich parę.
Dziękuję za przemyślenia.Udany artykuł,który powoduje refleksje i mam nadzieje zachęci do działań.DB.To jest pozytywistyczna robota!
Dzięki. Zajrzyj do SEZONU numer styczeń/luty. Jak jesteś zainteresowany mogę przysłać pdf-y. Darz Bór