Wczoraj kolega namówił mnie do przeczytania marcowego numeru ŁP, szczególnej uwadze polecając artykuł Redaktora Naczelnego. Zajrzałem i nie wytrzymałem bez słowa komentarza, i to nie tylko do artykułu Kolegi Pawła Gduli.
Na pierwszy ogień niech pójdzie krótki tekst podpisany wdzięcznie i dyskretnie „mw”, a zatytułowany „Polowanie na trolle”. Parę linijek tekstu prowadzi czytelnika do prostego wniosku – co tam nam – myśliwym trolle, my spokojnie sobie polujemy, mamy ich w nosie, bo przecież zasłużyliśmy sobie na ów spokój i polowanie przez ostatnie 95 lat pracy. Wow! Odlot zupełny! Media społecznościowe – to nic, przekonywanie do naszych racji – to nic, uzbrajanie siebie i czytających przecież FB-kowe i inne teksty w mediach społecznościowych myśliwych w argumenty na codzienny użytek – to nic. Po prostu polujemy i mamy ich wszystkich w ….. nosie! Toż to zupełny odlot od rzeczywistości, choć autor tekstu wspomina, że przecież to „my” jesteśmy w realu!
Niestety to dopiero początek mojego osłupienia zawartością marcowego numeru Łowca. Kolejny akt, to Uchwała Naczelnej Rady Łowieckiej nr 43/2018. Tutaj moje narastające osłupienie w punktach;
1. W pierwszym zdaniu NRŁ wyraża stanowczy sprzeciw wobec prawdopodobnego (!!) i ostatnio upublicznionego projektu …. Jak to? Czy to wspaniałe gremium luminarzy Polskiego Związku Łowieckiego nie znało wcześniej, i nadal nie zna, zapisów proponowanej przez rząd nowelizacji? Czy z Kolegami zasiadającymi w NRŁ nikt się nie konsultował w sprawie proponowanych zapisów? Czy nikt nie sięgnął po opinię tego szacownego, kompetentnego gremium? Czy nikt nawet nie dostarczył, choćby do wglądu, proponowanego zapisu?
2. Dalej czytamy m.in., iż w ciągu ostatnich 95 lat Związek wypracował „pełną apolityczność”. Pod tekstem Uchwały widnieje podpis działającego politycznie od lat 60-tych, byłego zastępcy gen. Kiszczaka i szefa Służby Polityczno-Wychowawczej Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w latach 80-tych ubiegłego stulecia, a potem członka Komitetu Centralnego PZPR !!!
Zostawmy Uchwałę, bo trochę szkoda na nią czasu i idźmy dalej, do „Ostatniego kęsa”. Najpierw trochę przypomnienia. Ostatni kęs, jak wiemy, to fragment złomu, który jest ceremonią uhonorowania strzelca i pokonanego zwierza. Symbolicznie oznacza ostatni posiłek upolowanego roślinożercy. Jaki wymiar symboliczny ma to określenie w obecnej sytuacji? Niech każdy podłoży sobie taki wymiar, jaki przychodzi mu do głowy, jednak zestawienie z pogrzebową czernią okładki daje do myślenia. Pytanie tylko czy dzisiaj bardziej do wyobraźni przemawia słowo ostatni czy może słowo kęs?
Idźmy do rozważań Kolegi Redaktora. Najpierw wrażenie ogólne. Czy jest to wypowiedź kogoś, kto ma poczucie winy? Czy tekst ten powstał na skutek refleksji do której powinna prowadzić porażka? Czy jest w nim pokorna analiza czasu minionego i próba odpowiedzi na nasuwające się przecież każdemu pytanie – dlaczego to się dzieje? Dlaczego nie słucha się merytorycznych argumentów? Dlaczego rozmówcy Kolegi Redaktora mają coraz mniejszą potrzebę udziału w imprezach kynologicznych, strzeleckich i innych wydarzeniach z szeroko rozumianego obszaru kultury łowieckiej? Dlaczego dla wielu z nich najważniejszą wartością łowiectwa stało się przysłowiowe kręcenie kiełbasy z dzika? Dlaczego pojawiły się głosy nawołujące do prywatyzacji łowiectwa? Dlaczego do mediów przebija się tak łatwo retoryka anty łowiecka? Pytań jest wiele, a jednym z nich jest pytanie – gdzie jest przestrzeń do dyskusji o łowiectwie? Kto ma tą dyskusję prowadzić? Gdzie jest schowany potencjał intelektualny z którego mamy w tej dyskusji korzystać?
Przez ostatnie 20 lat zniszczono w Polskim Związku Łowieckim podstawowe zasady samorządności, której podstawą jest przecież otwartość i jawność debaty, ścieranie się różnych poglądów prowadzące do wyboru najlepszych ludzi i rozwiązań. Zacznijmy może od poletka Kolegi Redaktora czyli od łowieckich mediów zależnych od władz PZŁ. Dlaczego spada ilość prenumeratorów Łowca? Dlaczego nie ma w nim żadnego obszaru dla prawdziwej łowieckiej publicystyki, poza przestrzenią wypełnianą chętnie, i w zasadzie całkowicie, przez aktywność Kolegi Redaktora? Dlaczego Łowiec przekształcił się stopniowo w nowoczesną Trybunę Ludu, kreując jedynie słuszny pogląd na wszystko co w polskim łowiectwie się dzieje? Kto pamięta dawne lata, a ja pamiętam bardzo dobrze, ten nie może nie słyszeć pobrzmiewającego z „Ostatniego kęsa” znanego hasła towarzyszy „kto nie z nami, ten przeciw nam”. Oj, oj to nie ta droga i nie te czasy.
Idźmy dalej. Popatrzmy na kadry organów PZŁ wybierane w „demokratycznych i apolitycznych wyborach”, kadry które mają być solą naszego łowiectwa, kadry które mają wykuwać nowe idee i wcielać je w życie. Kadry które mają reprezentować nas w dyskusjach o łowiectwie, kadry mające być swoistym think tankiem naszego stowarzyszenia. Nie chcę pisać o szczegółach procesu wyborczego któremu miałem okazję niejednokrotnie się przyglądać, choć może kiedyś warto, na innym forum, o tym porozmawiać. Popatrzmy na rezultat, na praktyczny wymiar naszej związkowej demokracji i samorządności. Kto z organów przedstawicielskich Związku wziął udział w toczącej się przez ostatnie lata dyskusji o przyszłości polskiego łowiectwa? Kto wystąpił publicznie, kto przedstawił argumentację mającą znaczenie w tej debacie? Kto własną postawą, własnym dorobkiem świadczył za ideałami które głosimy?
Może warto przypomnieć kto przez lata opowiadał wszędzie, że polujemy dla mięsa. Może warto przypomnieć obrazy łowiectwa budowane na tle maszerujących szeregów umundurowanych łowców, z sokołami w dłoniach i psami u boku, będące manifestacją naszej wielowiekowej kultury łowieckiej. Czy to jest prawdziwy obraz współczesnego polskiego łowiectwa, jego zadań i rzeczywistej aktywności? Wątków jest znacznie więcej. Nadchodzi czas Zjazdów Okręgowych na których wszyscy staniemy przed rzeczywistym problemem – co dalej? Z kim mamy budować współczesne polskie łowiectwo? Jakie ono ma być? Jeżeli naszym planem ma być „trzymanie wroga blisko i przed sobą”, to obawiam się, że czarne dni polskiego łowiectwa dopiero przed nami.


Co tu się da jeszcze ugryźć.
Drogi Kolego Zbigniewie. Przeczytałem jak zwykle z dużym zainteresowaniem Twój komentarz do tekstu w miesięczniku Polskiego Związku Łowieckiego. Nie chcę się odnosić do znaczenia słów zawartych w tytule komentowanego tekstu, jaki one posiadają w języku łowieckim. Chciałbym zwrócić natomiast uwagę na inne ich znaczenie. Słowo „Kęs” w języku polskim, to według Słownika Języka Polskiego między innymi: Kęsy – zęby zwierząt drapieżnych, ale również kęs – kawałek czegoś do jedzenia. W ostatnim czasie pojawiło się z różnych stron wiele krytyki w odniesieniu do Łowca Polskiego, jego poziomu merytorycznego i używanego tam języka. Rzadko czytam to pismo, więc absolutnie nie podejmuję się dokonywania jakiejkolwiek w tym zakresie ocen. Nie wiem też na ile opinie wyrażane na łamach tego pisma odzwierciedlają poglądy przedstawicieli władz naczelnych naszego związku. Jeśli o język już idzie, to mam nieodparte wrażenie, że niektórzy mogą ten tytułowy zwrot rozumieć dosłownie, zgodnie ze SJP. Być może jest to daleko posunięta złośliwość, ale za przyjęciem takiej interpretacji przemawiać mogą fakty zarówno ostatnich lat jak i ostatnich miesięcy.
Odpowiedź na pytania, które zadałeś odnośnie aktywności członków naczelnych władz PZŁ są dość oczywiste i widoczne gołym okiem. Wszystkie działania większości aparatu związkowego mają za cel TRWANIE i PRZETRWANIE. Jeśli nie w tej postaci, to po „przepoczwarzeniu”. O ile mi wiadomo, Łowczy Krajowy zamierza spełnić obietnicę i złożyć rezygnację, od czego podobno wzbraniają się inni, zwłaszcza Prezydium Naczelnej Rady Łowieckiej. Być może że dojdzie nawet do prób storpedowania pracy NRŁ, przy pomocy zabiegów proceduralnych związanych z jej formalnym zwołaniem.
Zgodnie z rozwiązaniami zaproponowanymi przez Ministra Kowalczyka, kandydatów na stanowisko Łowczego Krajowego zgłosi NRŁ w obecnym składzie. Będą to, jak wieść gminna niesie, najbliżsi współpracownicy dotychczasowego kierownictwa związku. W ten sposób powołany nowy/stary ZG powoła nowe/stare ZO. Cała szumnie zapowiadana reforma polegać więc będzie jedynie na mniejszych lub większych roszadach kadrowych. W ten sposób „odnowiony” aparat związkowy przeprowadzi, znanymi nam już z poprzedniego okresu metodami, w pełni wolne i demokratyczne wybory. W wyborach najprawdopodobniej będą mogli kandydować wszyscy tajni współpracownicy organów wszelkiej maści. W taki oto sposób zostanie odnowiony nasz związek. Obym się mylił.
Być może nie będzie to jak wieszczy autor tekstu ostatni kęs, może do skonsumowania zostanie większy kawałek tortu? Największym wygranym może się w tej grze okazać dotychczasowy aparat związkowy, a największymi przegranymi będą szeregowy myśliwy i minister, któremu się wydaje że zreformuje polskie łowiectwo.
Krzysztof Lechowski
Dzięki za komentarz. Zgadzam się w pełni, że prawdziwa dyskusja o przyszłości polskiego łowiectwa i Polskiego Związku Łowieckiego dopiero przed nami. Pozdrawiam.
Jeszcze tylko sejm plus Adrian, który chyba nie poluje i na badania. Wszyscy ! To będzie popłoch, pan naczelny waszej propagandowej gazetki twierdził kiedyś w radiowej audycji, że polski myśliwy jest jak snajper. A zabijanie to coś więcej niż zabijanie.
ps. Wysyłaj Zbigniewie cv do pezetełu, Diana co nie je kurczaków z antybiotykami podobno rzuciła papierami. Posadka rzecznika propagandy się zwolniła.
Jak zawsze cieszę się z aktywności Szanownego Kolegi. Zapraszam do komentowania kolejnych tekstów, bo zapowiada się gorący okres.