Polska kynologia – rzut oka w przeszłość z myślą o przyszłości. Część I – przeszłość z elementami teraźniejszości

Wybuch II Wojny Światowej w 1939 r. zburzył w Polsce stary świat, a właściwie resztki starego świata pozostałe po okresie zaborów i I Wojnie Światowej. Zburzył struktury społeczne, pozbawił miliony ludzi domów, rzucił ich w zupełnie inne środowiska odległe czasem o setki kilometrów. Wojna zabrała fizycznie lub wygnała na emigrację kwiat narodu – ludzi aktywnych, wykształconych ale przede wszystkim ludzi tworzących prawdziwy kościec każdego społeczeństwa. To co się stało naruszyło wszystkie obszary ludzkiej działalności, w tym oczywiście również drobny ale znaczący fragment życia ludzkich wspólnot, zwany kynologią. Zniknął świat dworów, dworków i magnackich latyfundiów, a wraz z nimi świat łowów będących elementem codziennego życia ludzi tworzących przez setki lat fundament łowiectwa i łowieckiej kynologii, a więc również całej kynologii, dla której łowiectwo było zawsze jednym z podstawowych źródeł inspiracji.

5 maja 1948 roku w siedzibie Polskiego Związku Łowieckiego na Nowym Świecie w Warszawie formalnie został reaktywowany Związek Kynologiczny w Polsce, przyjęty dopiero w 1957 r. do FCI. Ta reaktywacja była nieco naciągana gdyż przedwojenny Polski Kennel Klub, od 1939 roku oficjalny członek FCI, nie przetrwał wojny i powojennej zawieruchy. Tak, czy owak  zakończył się stary świat w polskiej kynologii i rozpoczęło się budowanie Związku Kynologicznego, a tym samym nowej kynologii w powojennej Polsce, w oparciu o szybko powstające oddziały okręgowe.

Moja pamięć zaczęła rejestrować zdarzenia w świecie formalnej kynologii gdzieś na przełomie lat 60-tych i 70-tych. W tamtych czasach wystawy psów organizowane przez katowicki oddział ZKwP odbywały się w ogrodzie „Bambino” przy Wesołym Miasteczku w Parku Śląskim w Chorzowie. Nie sądzę aby w ówczesnych imprezach brało udział więcej niż kilkaset psów. Ja stawałem wtedy w ringu wystawowym z wyżłem niemieckim szorstkowłosym ATOM z Szyszkowia, zwanym w domu Bim. Bim był psem wspaniale polującym na drobną zwierzynę i moim, obok oczywiście Ojca, mistrzem sztuki łowieckiej. Trzeba powiedzieć, że roli psa myśliwskiego, szczególnie wyżła, w polskim łowiectwie mojej młodości nie da się porównać z dzisiejszymi czasami ale o tym nieco dalej. Na wystawie w Poznaniu nasz Bim  został w 1971 roku Zwycięzcą Polski, co dobrze pamiętam do dzisiaj. Piszę o tym dlatego gdyż ostatnio uświadomiłem sobie wyraźnie, że osobiście, choć zwykle z pewnej odległości, śledzę losy powojennej polskiej kynologii od omal 50 lat.

Druga perspektywa, która jest zaczynem tego tekstu, pojawiła się w 2013 gdy wspólnie z kolegami założyłem Klub Wyżłów przy Polskim Związku Łowieckim, który prowadziłem przez kilka pierwszych lat jego istnienia. Doświadczenie tych ostatnich paru lat, jak również ostatnie „przeżycia” wystawowe zmobilizowały mnie ostatecznie do napisania tego artykułu.

Jest taka FB-kowa grupa „Kynolodzy z przed lat” która jest przestrzenią wspomnień o ludziach zasłużonych dla polskiej kynologii w ostatnich dziesięcioleciach. Tęsknota do wspomnień o ludziach kynologii przewija się zresztą ciągle w różnych publikacjach, w tym również publikacjach łowieckich dotykających kynologii. Dobra to cecha współczesnych kynologów ale czy nie warto popatrzeć na ostatnie kilkadziesiąt lat istnienia Związku Kynologicznego w Polsce inaczej? Może warto spojrzeć nie na losy i dokonania pojedynczych ludzi którzy, nawet najwspanialsi, byli siłą rzeczy tylko ziarenkami piasku w systemie. Może warto spojrzeć uważnie, z perspektywy dziesiątki lat trwającego doświadczenia, na dokonania całego systemu, na dokonania całego Związku?

Z wielu powodów nie jest to proste zadanie, ale przede wszystkim, nie jest proste z powodu złożoności materii i obawy przed pokazaniem skutków przeszłości w sposób nadmiernie uproszczony, a przez to nie do końca prawdziwy.

Najpierw krótka ale ważna dla całości rozważań uwaga – zarówno Polski Związek Łowiecki jak i Związek Kynologiczny w Polsce nie są, choć taki dominuje przekaz, prostą kontynuacją przedwojennych stowarzyszeń. Przypomnijmy, przedwojenne stowarzyszenie Polski Związek Łowiecki zostało formalnie wskrzeszone bezpośrednio po wojnie ale, decyzjami Dekretu Prezydenta Bieruta z 1952 r., a potem zarządzeniami Ministra Leśnictwa z marca i maja 1953 r. zostało zlikwidowane. Minister Leśnictwa nadał nowo powołanemu zrzeszeniu – w odróżnieniu od pierwotnego stowarzyszenia – Polski Związek Łowiecki nowy statut oraz przekazał mu cały majątek przedwojennego stowarzyszenia. Z formalnego punktu widzenia współczesny Polski Związek Łowiecki ma więc 65 lat i ani roku więcej.

W porównaniu z PZŁ, Związek Kynologiczny był organizacją o znacznie mniejszym „ciężarze gatunkowym”, gdyż po prostu realizował marginalne z punktu widzenia interesów i potrzeb państwa zadania. Co więcej, przedwojenny Polski Kennel Klub i przedwojenne środowiska kynologiczne były znacznie mniej dojrzałe organizacyjnie i z wielu powodów słabsze niż środowiska myśliwych. Nie trzeba więc było aż dekretu Prezydenta RP aby powołać nową organizację, zgodną organizacyjnie i kadrowo z oczekiwaniem nowej władzy. „Reaktywowano” więc Związek Kynologiczny w Polsce jako kontynuację Polskiego Kennel Klubu. Nie udało się jedynie przenieść przedwojennego członkostwa w FCI i ponowne przyjęcie nowej polskiej organizacji kynologicznej nastąpiło dopiero w 1957 r.. Pytanie o kontynuację czy też o nowy początek jest trochę pytaniem o to, czy PRL był, czy nie był kontynuacją II RP. Wracając do kynologii i łowiectwa – oba związki były i są kontynuacją realizacji zadań zwanych – kynologia i łowiectwo, natomiast nie były i nie są prawdziwą kontynuacją przedwojennych organizacji.

Ktoś zapyta – czy to ważne z dzisiejszego punktu widzenia? Ważne, gdyż zmieniono wtedy nie tylko nazwy i statuty. Zmieniono również zasadniczo logikę działania i cel który miał być przez oba związki realizowany. Przedwojenne ogólnopolskie organizacje – Polski Związek Łowiecki i Polski Kennel Klub, powstały jako oddolnie artykułowana potrzeba różnych środowisk samorzutnie powstałych na terenie kraju. Różnych klubów, sekcji, stowarzyszeń i towarzystw które realizowały lokalnymi siłami zadania łowiectwa czy też kynologii. Przedwojenne organizacje łowiecka i kynologiczna powstały na bazie takiej samej logiki myślenia i działania jak bliźniacze organizacje na Zachodzie.

Współcześnie działające w Polsce związki – łowiecki i kynologiczny, powstały w powojennej, stalinowskiej jeszcze wtedy rzeczywistości, jako narzędzia zarządzania i nadzoru środowiskowego, a nie jako autentyczna emanacja ludzkich potrzeb i naturalnego rozwoju. Negatywne skutki, tego mało widocznego elementu historii widoczne są do dzisiaj.

Jakie to skutki? O Polskim Związku Łowieckim wielokrotnie pisałem, teraz parę słów o Związku Kynologicznym.

System wyborczy obowiązujący w Związku Kynologicznym pokazuje najlepiej rzeczywisty układ pomiędzy członkami stowarzyszenia, a władzami organizacji, budując jednocześnie logikę działania i logikę interesów. Jak to działa? Trzeba od razu powiedzieć, że Związek Kynologiczny w Polsce działa w oparciu o prawo o stowarzyszeniach i ma osobowość prawną, tak więc nie narusza zasad przyjętych w obowiązującym prawie. Popatrzmy jednak na szczegóły. Drabinka wyborcza zaczyna się od Walnego Zgromadzenia Członków Oddziału którego regulamin czyni zgromadzenie ważnym niezależnie od ilości osób biorących w nim udział, przy czym, aby oddział mógł istnieć musi liczyć co najmniej 100 członków. Brałem udział w paru Walnych Zgromadzeniach dwóch oddziałów Związku i w żadnym z nich liczba uczestników zgromadzenia nie przekroczyła 10% rzeczywistej liczby członków oddziału, co oznacza, że skuteczny wybór delegatów na Zjazd Krajowy oraz członków władz oddziału może być dokonany w oparciu o głosy paru procent uprawnionych. Na zebraniach w których uczestniczyłem liczba uczestników zgromadzenia była bardzo zbliżona do liczby miejsc funkcyjnych we władzach oddziału. Jednym słowem, przestrzeń będąca narzędziem władzy oraz zarządzania majątkiem  i przestrzeń w której członkowie Związku realizują jego podstawowe zadania, to dwa różne i słabo przenikające się światy. Dochody oddziałów Związku Kynologicznego i władz centralnych stowarzyszenie powstają głównie z wpływów z wystaw i służą głównie istnieniu struktur Związku i realizacji ich zadań. Może niezbyt jest zręcznie  mówić wprost o dochodach ale, niestety, pieniądze, sposób ich zdobywania przez Związek są jednym z przekleństw stowarzyszenia, powstałego przecież nominalnie dla wsparcia amatorskiej hodowli psów rasowych.

Nie sposób, w krótkim tekście, poruszyć wszystkich wątków czy skutków wynikających ze struktury i ukształtowanych sposobów działania ZKwP, pokażę więc to, co obserwuję na co dzień i co wydaje mi się dobrą ilustracją tego o czym piszę.

Jak związek realizuje podstawowe zadania zapisane w jego statucie, a przypomnę, że podstawowy cel został zapisany następująco –„ …. § 6 Celem Związku jest oparta na podstawach naukowych organizacja hodowli i szkolenia psów rasowych dla osiągnięcia jak najwyższego poziomu zarówno pod względem eksterierowym, jak i użytkowym. ….”

Pamiętając, że 7 spośród 10 grup ras FCI to grupy ras psów myśliwskich, a pozostałe to przecież również psy użytkowe ale nie polujące, popatrzmy w jaki sposób Związek Kynologiczny zarządza, zgodnie z zapisem par. 6 statutu, uzyskaniem jak najwyższego poziomu użytkowego swoich podopiecznych. W jaki sposób wpisano do wymogów hodowlanych wartość dla hodowli cech użytkowych polskich psów rasowych? Regulamin Hodowli Psów Rasowych ZKwP mówi jednoznacznie, w paragrafie 3 –  „Celem hodowli jest doskonalenie poszczególnych ras psów pod względem cech fizycznych, psychicznych i użytkowych z uwzględnieniem podstaw naukowych.”

Pięknie, tymczasem jednak, poza rasami  grupy VII (wyżły), żadna grupa i żadna rasa nie ma obowiązku uczestniczenia w testach oceniających użytkowość dla zdobycia uprawnień hodowlanych. Dotyczy to również rodzimych myśliwskich ras polskich, w tym niedawno wprowadzonych na listę FCI gończych polskich.

Dotykamy tutaj być może podstawowego problemu współczesnej kynologii która wolno, ale konsekwentnie, steruje w kierunku zmiany dotychczasowej roli psa. Przestajemy stopniowo widzieć w psie pomocnika w stróżowaniu, polowaniu, pasterstwie czy ratownictwie. Zaczynamy postrzegać psa jako towarzysza codzienności, trochę zabawkę, a trochę kompana do spędzania wolnego czasu. Zajrzałem ostatnio na stronę internetową Klubu Wyżła Brytyjskiego w ramach ZKwP. Czytając wprowadzenie, a więc zarazem rodzaj deklaracji celów dla których klub powołano, z pewnym zdziwieniem zobaczyłem, że ani słowa nie wspomniano o łowieckim wykorzystaniu tych wspaniale polujących, będących omal symbolem klasycznego łowiectwa psach. Polska organizacja kynologiczna nie oczekuje więc od psów kwalifikowanych do hodowli cech użytkowych, nie szuka sposobu na rozwój i doskonalenie cech leżących u źródła powstania rasy. W poszukiwaniu większego rynku – nie bójmy się tego powiedzieć – dla szczeniąt, dla przemysłu wystawowego i jednak również realnie oceniając potrzeby współczesnych ludzi, sprowadzono oczekiwania względem psów różnych grup i ras jedynie do formy.

Formuła Związku oparta o system oddziałów regionalnych, a nie o system klubów grupujących osoby rzeczywiście zainteresowane daną rasą czy grupą ras, sprzyja dryfowaniu kynologii w kierunku rozwiązań łatwych, masowych i do tego dających efektywność ekonomiczną która, choć przecież nie jest i nie może być formalnym celem działania, jednak ma magię i siłę przyciągania której Związek Kynologiczny w Polsce nie potrafi się oprzeć.

cdn.