Czy polskie łowiectwo potrzebuje Polskiego Związku Łowieckiego?

„Łowiectwo w Polsce funkcjonuje na podstawie ustawy z 13.10.1995. i jako integralny element ochrony środowiska, oparte jest na trzech podstawowych zasadach:
– Zwierzyna w stanie wolnym jest własnością Skarbu Państwa,
– Gospodarka łowiecka prowadzona jest w ramach obwodów łowieckich, których granice określane są w oparciu o kryteria przyrodnicze. Powierzchnia obwodu łowieckiego nie może być mniejsza niż 3000 ha,
– Realizacja zadań państwa w dziedzinie łowiectwa przekazana jest wyspecjalizowanej organizacji pozarządowej, jaką jest Polski Związek Łowiecki,
Polski model łowiectwa jest powszechnie uznawany za optymalny dla państw o rozdrobnionej strukturze własności gruntów.”

 ( tekst zaczerpnięty został ze strony internetowej jednego z zarządów okręgowych Polskiego Związku Łowieckiego)

Tak artykułowany jest paradygmat czy, jeżeli ktoś woli, kanon naszego przekazu o polskim łowiectwie. Ponieważ słowo paradygmat dla moich rozważań powinno być jednolicie rozumiane zarówno przez autora, jak i czytelników, podaję jego definicję znalezioną w Wikipedii. Szczególnej uwadze polecam ostatnie zdanie tej definicji.

Paradygmat (gr. παράδειγμα parádeigma – „przykład, wzór”) – w rozumieniu wprowadzonym  przez filozofa Thomasa Kuhna w książce Struktura rewolucji naukowych (The Structure of Scientific Revolutions) opublikowanej w 1962 roku – to zbiór pojęć i teorii tworzących podstawy danej nauki. Teorii i pojęć tworzących paradygmat raczej się nie kwestionuje, przynajmniej do czasu kiedy paradygmat jest twórczy poznawczo – tzn. za jego pomocą można tworzyć teorie szczegółowe zgodne z danymi doświadczalnymi (historycznymi), którymi zajmuje się dana nauka.

Polskie łowiectwo działa w oparciu o niedawno znowelizowane Prawo Łowieckie, w którym ustawodawca dokonał wielu istotnych zmian dotyczących struktury Polskiego Związku Łowieckiego, sposobu wykonywania polowania i innych ważnych elementów aktywności polskich myśliwych. Ustawa nie zmieniła natomiast fundamentów polskiego łowiectwa rozumianych tak, jak we wprowadzającym do rozważań cytacie. Nie zmieniła, jednak zbudowała warunki dla takiej zmiany. Po pierwsze – naruszyła niewzruszone do tej pory przekonanie wielu środowisk, że myśliwi dysponują żelaznym elektoratem polityków różnych opcji, gwarantujących nieskończone trwanie ich pozycji. Ten element, w dużym stopniu psychologiczny i jak pokazało życie nieprawdziwy, obudził drzemiące do tej pory demony zarówno poza środowiskiem myśliwych, jak i wewnątrz niego. Po drugie – w nową ustawę wmontowano różne narzędzia sprzyjające demontażowi dotychczasowego systemu w dłuższej, ale niezbyt długiej perspektywie. Tutaj, z pewnością czołowym zapisem jest zniesienie pewności dzierżawy obwodów łowieckich od marca 2020 r. Po trzecie – tocząca się dyskusja ujawniła, ponad wszelką wątpliwość, rzeczywistą słabość kadrową i intelektualną dotychczasowych liderów PZŁ i fasadowość dotychczasowego układu oraz jego słabą zdolności do skutecznego realizowania zadań ustawowych i statutowych.

Nie jest już zapewne wielką tajemnicą, że prowadzone są w różnych gremiach opiniotwórczych i decyzyjnych dyskusje o dalszych zmianach w polskim prawie łowieckim, i to zmianach o charakterze rzeczywiście systemowym. Myślę, że niezbędnie trzeba zabrać głoś w tej dyskusji i to nie dlatego aby naśladować XVIII-wiecznego Reytana, ale dlatego, że nieobecni nigdy nie mają racji.

Zacznijmy od pytań fundamentalnych, a więc spróbujmy odpowiedzieć – co jest wartością polskiego łowiectwa o którą należy walczyć ze wszystkich sił? Warto też szczerze powiedzieć, co nie sprawdziło się przez ostatnie dziesiątki lat funkcjonowania Związku i polskiego modelu łowiectwa. Dla mnie nie ma żadnej wątpliwości, że tak naprawdę polski model łowiectwa opiera się dzisiaj na dwóch fundamentach. Te fundamenty to;

  1. zapis iż zwierzyna w stanie wolnym jest własnością Skarbu Państwa, a więc własnością wszystkich Polaków, niezależnie od tego czy są właścicielami gruntu czy też nie są,
  2. zapis, że gospodarka łowiecka prowadzona jest w obwodach łowieckich, których granice określone są przez kryteria przyrodnicze, a powierzchnia nie jest mniejsza niż 3000 ha.

Dlaczego tak uważam? Czy rzeczywiście istnienie jednej, krajowej organizacji łowieckiej trwającej przecież już omal 100 lat, nie jest jednym z filarów polskiego modelu łowiectwa? Może nie do końca tak – istnienie takiej jak znamy – organizacji łowieckiej nie jest tym filarem.

Przeglądałem ostatnio zapisy Konwencji z Rio de Janeiro z 1992 r., zwanej też Konwencją o Różnorodności Biologicznej oraz krajowy Program ochrony i zrównoważonego użytkowania różnorodności biologicznej wraz z Planem działań na lata 2015–2020.  Trzeba powiedzieć, że dla szukającego miejsca dla łowiectwa we współczesnej Europie i współczesnej Polsce oba, fundamentalne przecież dla zarządzania środowiskiem dokumenty, powinny być ważną inspiracją do działania. Z jednej strony pokazują wprost zadania dla łowiectwa, z drugiej zaś, są jakby zapisem niedokończonej myśli, która twórcom tych zapisów nie chce się przecisnąć przez usta. Zarządzający Polskim Związkiem Łowieckim nie potrafili zbudować potencjału intelektualnego pozwalającego na skuteczne wpisanie do krajowego dokument istotnej, a przy tym wynikającej z jego treści i ducha, roli dla organizacji myśliwych. Pozwolono uczynić ze Związku „krajowy system realizacji planów odstrzału” i to zarówno w praktyce, jak i w ludzkiej świadomości, z wszystkimi tego negatywnymi skutkami. Dlaczego tak się stało? Dlaczego nie realizowano zarówno zapisów ustawowych jak i statutowych, które formalnie czyniły przecież z PZŁ narzędzie do zarządzania środowiskiem przyrodniczym, w znacznie szerszym zakresie niż tylko proste wykonywanie polowania?

Cóż, problem zapewne nie jest prosty do opisania ale dla mnie jest klasycznym grzechem pierworodnym struktury współczesnego polskiego łowiectwa, tworzącego się przecież w zupełnie innej niż obecna rzeczywistości. Struktura polskiego łowiectwa zbudowana została w przemyślny sposób jako hybryda działających praktycznie niezależnie kół łowieckich mających osobowość prawną, oraz tzw. struktur, czyli okręgowych i centralnych „władz” Polskiego Związku Łowieckiego. Nie wchodząc w szczegóły, taki układ kładł ciężar realnych, codziennych zadań na piętrze zbudowanym z kół łowieckich, strukturom pozostawiając formalnie bardzo szerokie uprawnienia i katalog zadań finansowanych z poziomu pierwszego piętra. Sposób korzystania przez struktury z przyznanych uprawnień i skuteczność realizacji zadań nie podlegał jednak praktycznie żadnej weryfikacji. Lata trwania takiego układu zbudowały dwa, funkcjonujące obok siebie byty, koncentrujące się coraz bardziej na interesie własnym, a nie na katalogu zadań postawionych, przez zapisy ustawowe i statutowe, całej organizacji. Całość, w klasycznie PRL-owskim stylu, obudowano w obrazy maszerujących odświętnie umundurowanych szeregów i dźwięk sygnałówek, co pozwalało postawić skuteczną zasłonę dymną nad rzeczywistą rzeczywistością. Taki układ, to trzeba przyznać, potrafił długo bronić swojej pozycji pomimo coraz wątlejszej efektywności i coraz bardziej widocznych słabości merytorycznych.

Czy w tworzącej się nowej organizacji polskiego łowiectwa potrzebna jest ta, obecnie mocno kulejąca  trzecia noga? Być może tak, ale nie na zasadzie oplatającej całość łowiectwa pajęczyny wysysającej z niego żywotne soki, ale jako narzędzie realnego wsparcia dla systemu kół łowieckich i ich regionalnych (wojewódzkich?) związków. Przywołane wyżej dokumenty opisujące cele i narzędzia zarządzania środowiskiem kładą mocny nacisk na regionalizację wysiłku oraz na udział w systemie społeczności lokalnych, zarówno na poziomie samorządowym jak i pozarządowym. Krajowy dokument pokazuje jednocześnie, że jedną z fundamentalnych słabości systemu, jest słabość właśnie tego piętra działania.

Ponad 4000 kół łowieckich w Polsce, czyli mówiąc inaczej, kilkudziesięcioosobowych zespołów ludzkich rozproszonych po całym jej obszarze, mających wielki potencjał kadrowy i techniczny oraz liczące kilkadziesiąt lat doświadczenie, jest doskonałym, choć zapewne wymagającym jeszcze sporo pracy i zmian, narzędziem dla wypełnienia luki w systemie. Konsolidacja kół łowieckich w większe zespoły, niezbędne do realizacji dużych zadań z zakresu zarządzania środowiskiem, powinna wynikać z lokalnych potrzeb, również tradycji i doświadczenia oraz powinna być fundamentem tworzenia formalnych związków kół łowieckich o charakterze wojewódzkim czy regionalnym. Takie związki nie mogą mieć charakteru urzędniczego, gdyż prędzej czy później przekształcą się w nikomu nie potrzebne ale kosztowne byty zamknięte w swoim świecie. Takie związki powinny mieć jednoznacznie charakter zadaniowy i budować wartość dodaną do aktywności kół łowieckich działających na ich terenie, jak też wartość dodaną do całości systemu.

Potrzeba powołania czy istnienie związku na poziomie krajowym powinno wynikać również z realizacji konkretnych zadań i z tych zadań powinno być rozliczane. Związek łowiecki jako całość powinien być uwolniony w możliwie dużym stopniu od gorsetu zadań czysto urzędniczych, takich jak; realizacja procesu wydawania i podtrzymania uprawnień do wykonywania polowania, licencjonowanie myśliwych do udziału w zarządach kół łowieckich i innych. Tą rolę powinny realizować wyspecjalizowane komórki w starostwach czy urzędach marszałkowskich.

Podsumowując:

  1. Konieczna jest głęboka przebudowa struktury i zadań polskiego łowiectwa, prowadząca do przekształcenia go w kompetentny i skuteczny instrument zarządzania środowiskiem przyrodniczym,
  2. Niezbędne jest utrzymanie, a nawet wzmocnienie, fundamentalnych elementów polskiego modelu łowiectwa takich jak państwowa własność zwierzyny w stanie wolnym oraz duże obwody łowieckie pozwalające na realizację zadań środowiskowych