Polska kynologia – rzut oka w przeszłość z myślą o przyszłości. Część II – Jaka przyszłość?

Kontynuując rozważania o polskiej kynologii warto krótko podsumować najważniejsze elementy pierwszego artykułu, traktując je jako wprowadzenie do drugiej części tekstu.

Po pierwsze – system wyborczy obowiązujący w Związku Kynologicznym w Polsce, ale również, a może przede wszystkim, niewielkie praktyczne zainteresowanie większości właścicieli psów i hodowców udziałem w realnym wysiłku organizacyjnym, doprowadziły stopniowo do przebudowania Związku w strukturę zarządzającą przemysłem kynologicznym, a nie hodowlą psów w rozumieniu statutowym. Wyrazem tego jest rozbudowa kynologii wystaw, przy braku jakichkolwiek wymagań związanych z użytkowością przy doborze hodowlanym. Towarzyszącym zjawiskiem jest stopniowa hermetyzacja środowiska sędziowskiego i gwałtownie malejąca ilość sędziów pracy, szczególnie pracy psów myśliwskich.

Po drugie – sytuacja o której wyżej przyśpiesza dryfowanie polskiej kynologii w kierunku przekształcenia wszystkich/większości współczesnych ras w psy do towarzystwa czy psy do zabawy z całą kaskadą dalszych skutków takiego stanu rzeczy.

Jeżeli chcemy prognozować, a tym bardziej planować przyszłość, musimy realnie popatrzyć na zjawiska mające przemożny wpływ na stan współczesnej polskiej czy europejskiej kynologii. Co z mojej perspektywy jest ważne?

Wszystkie rasy psów powstawały w przeszłości na zamówienie realnych potrzeb różnych ludzkich wspólnot, i zawsze traktowane były jako narzędzie wsparcia dla różnych zadań realizowanych przez człowieka. Nawet te najbardziej kanapowe, powstały jako rasy użytkowe i zawsze trzeba o tym pamiętać. Czy w dzisiejszej Europie i czy w dzisiejszej Polsce rzeczywiście potrzebujemy takiej pomocy ze strony psów, a dokładniej rzecz biorąc, ze strony większości wcześniej wyhodowanych ras? Czy jest prawdziwe, zgodne z ich przeznaczeniem miejsce dla psów pasterskich, myśliwskich, norowców, gończych, stóżujących itp.? Czy, biorąc za przykład wyżły, jest rzeczywiście zapotrzebowanie na 1400 szczeniąt rocznie wśród polskich myśliwych? Idąc tym tropem musimy sobie uczciwie odpowiedzieć – nie, nie ma na realnym rynku zapotrzebowania na taką ilość wyżłów, psów pasterskich itp., do wykorzystania w realizacji zadań do których te rasy zostały wyhodowane.  Czy wobec tego jesteśmy skazani na rozwieranie się szczeliny pomiędzy „liniami użytkowymi” i „liniami wystawowymi”? Czy może warto usankcjonować to zjawisko, co musi doprowadzić do istnienia w istocie różnych ras widniejących w księgach rodowodowych pod tym samym szyldem? Może po prostu przymknijmy oko, nie martwmy się przyszłością, a problem sam się rozwiąże?

Popatrzmy na problem jeszcze inaczej, a więc całkiem z góry czyli z poziomu FCI – Międzynarodowej Federacji Kynologicznej, grupującej dzisiaj pod swoimi skrzydłami 94 krajowe organizacje kynologiczne i mającej zarejestrowane 344 rasy. Czy w ramach tej wielkiej organizacji kynologicznej istnieje spójny system nadzoru nad jakością hodowli, system określający precyzyjnie zasady doboru hodowlanego, jednym słowem, czy istnieją w skali FCI procedury hodowlane bezwzględnie respektowane przez wszystkie zrzeszone organizacje kynologiczne i dające w efekcie jeden standard hodowlany? Może to zaskakujące, ale nie istnieją. Statut FCI i różne dokumenty wewnętrzne federacji precyzują pewne ogólne zasady ale w istocie mają one wymiar, który można przyrównać do ciągle nadużywanego hasła „wartości europejskie” czyli czegoś co niby istnieje, ale tak naprawę każdy widzi to inaczej. Przywołam prosty przekład – rasa wyżeł niemiecki krótkowłosy, rasa którą zajmuję się od lat i której zasady hodowli, w całej omal Europie, znam dobrze. Niemiecka rasa wyżłów, której wzorzec zarejestrowany jest w FCI pod numerem 119, hodowana jest na całym świecie i jest najliczniejszą rasą z wszystkich ras grupy VII. Liczba zarejestrowanych wyżłów tej rasy w skali świata to z pewnością ponad 100 tysięcy egzemplarzy. Niektóre opracowania mówią nawet o liczbie 300 tysięcy. Czy wyżeł tej rasy mający rodowód uznawany przez FCI, hodowany w Polsce, Niemczech, USA, Australii czy Brazylii to rzeczywiście ten sam pies? Ten sam eksterierowi i użytkowo? Oczywiście nie, z bardzo prostego powodu. W różnych krajach istnieją drastyczne różnice w sposobie doboru hodowlanego, tak wielkie, że psy tej rasy pochodzące np. z Polski, Węgier czy Australii, nie mogą być użyte do hodowli na terenie Niemiec czy Austrii. Parę lat temu pojawiła się inicjatywa niemieckiej i szwedzkiej organizacji kynologicznej mająca na celu przedyskutowanie i wdrożenie wspólnego dla całego FCI standardu hodowli i nadzoru nad jego realizacją we wszystkich organizacjach krajowych. Odbyło się jedno i drugie spotkanie w tej sprawie i …. cisza. Wracając do głównego wątku – czy enigmatyczny podział ras na linie „wystawowe” i „użytkowe” jest więc czymś nowym w kynologii? Otóż nie, od zawsze taki podział istnieje dzieląc może bardziej organizacje kynologiczne zrzeszone w FCI, niż poszczególne rasy. Przywołując znowu przykład europejski, dzieląc Stary Kontynent na obszary różnych kynologicznych  prędkości.

Jest jeszcze jeden istotny skutek wypierania przez  „przemysł kynologiczny” kynologii opartej o zasady które były jej źródłem i fundamentem. W ostatnich latach w Polsce ale również w całej Europie, obserwujemy powstawanie licznych organizacji czy stowarzyszeń kynologicznych, które usiłują przejąć część rynku psów „pięknych ale niezbyt mądrych” czyli hodowanych jako zabawki lub towarzysze życia ludzi, bez oglądania się na ich użytkowość w tradycyjnym znaczeniu. Pojawiło się też nowe, zaskakujące zjawisko w krajach będących obszarem pierwszej prędkości w europejskiej kynologii, polegające na tym, że neguje się prawo nakazujące wykonywanie polowania z rodowodowym psem rasy myśliwskiej, mającym do tego potwierdzone w testach kwalifikacje. W niektórych niemieckich landach dopuszcza się już do udziału w polowaniu psy bez rodowodu o fenotypie zbliżonym jedynie do fenotypu ras myśliwskich. Co zaskakujące, o dostateczności stopnia tego fenotypowego podobieństwa decydują sędziowie w czasie testów pracy. Zezwala się na udział takich psów w testach łowieckich, a potem konsekwentnie w polowaniu. Co zabawne, nie powoduje to względnego zwolnienia prędkości kynologicznej w tych krajach, gdyż np. w Polsce, do polowania dopuszczone są w zasadzie wszystkie psy, a wystarczającym potwierdzeniem ich wyszkolenia łowieckiego jest deklaracja właściciela.

Zmieniło się i będzie się zmieniało życie ludzi prowadząc do znikania większości tradycyjnych zajęć czy zawodów. Ten proces jest nieuchronną konsekwencją błyskawicznego postępu cywilizacyjnego. Nie należy mieć złudzeń, że potrafimy zachować większości ras psów w stanie, w jakim pozostawiły nam je w spadku poprzednie pokolenia. Szkoda, gdyż różnorodność psich ras oraz ich cechy użytkowe są z pewnością klasycznym niematerialnym dobrem kultury człowieka, a ich zniknięcie czy homogenizacja, zuboży nasz wspólny cywilizacyjny dorobek. Jestem pewien, że przemysł kynologiczny będzie się nadal dynamicznie rozwijał, prowadząc do pojawiania się kolejnych organizacji kynologicznych próbujących znaleźć, przed innymi, klucz do gustów współczesnego i przyszłego człowieka, bez oglądania się na to, co było wartością w przeszłości.

Jest jeden wyjątek w tej dosyć czarnej wizji przyszłości. Tym wyjątkiem są rasy psów myśliwskich, a przynajmniej te z nich, które znajdują ciągle miejsce we współczesnym łowiectwie. Łowiectwo, choć krytykowane i walczące o swoje miejsce, jest jednak ciągle zadaniem którego miejsce we współczesnym świecie, co do zasady, nie wydaje się być zagrożone.

Jak ratować, przynajmniej część ras psów myśliwskich, przed losem psów na kanapę? Jest parę krytycznych punktów które muszą być spełnione aby związać hodowlę psów ras myśliwskich z zadaniem które mają realizować. Zresztą, tak naprawdę nie trzeba odkrywać przysłowiowej Ameryki aby to zrobić. Metody są sprawdzone i skutecznie działają w krajach pierwszej prędkości europejskiej kynologii.  Pozwolę sobie przywołać w punktach te zasady.

  1. Konieczne jest strukturalne wyodrębnienie kynologii łowieckiej ze Związku Kynologicznego w Polsce. Otwartym jest pytanie czy – nazwijmy to prowizorycznie – Związek Psów Myśliwskich w Polsce ma być strukturą wewnątrz Związku Kynologicznego czy ma pozostawać poza nim. Pytanie też, jaka ma być jego zależność/związek z organizacją/organizacjami łowieckimi w Polsce.
  2. Konieczne jest, dla ras uznanych za użytkowe z łowieckiego punktu widzenia, prowadzenie osobnej księgi rodowodowej, do której wpis nie może wynikać jedynie z faktu urodzenia się szczeniaka w legalnym miocie. Taki wpis może się dokonywać dopiero z chwilą wypełnienia przez psa określonych kryteriów użytkowych. Tylko psy/suki wpisane do księgi rodowodowej psów użytkowych mogłyby zostać dopuszczone do hodowli. Konieczne jest, aby przyjęte kryteria użytkowości dopuszczające do hodowli nastawione były z jednej strony na rzetelną ocenę jakości użytkowej psa/suki, a z drugiej, powinny być możliwie spójne z kryteriami obowiązującymi w europejskich kynologiach pierwszej prędkości.
  3. Fundamentem pracy hodowlanej w grupie użytkowych psów ras myśliwskich powinny być kluby ras/grup ras, a właściciele i hodowcy tych psów muszą być członkami związku łowieckiego.