Łowiecki listopad w pełni

Miałem nie nudzić kolejnymi obrazami z polowań na koguty ale ostatecznie nie wytrzymałem i pokazuję parę obrazów z niedawnego, naszego z Maćkiem i Goranem oraz Herą, wypadu do łowiska. Stan bażantów, po paru latach usilnych zabiegów hodowlanych w naszym obwodzie, o których wielokrotnie pisałem na stronie, poprawił się wyraźnie i polowanie jest prawdziwą przyjemnością, zarówno dla nas jak i dla naszych wyżłów.

Jest jednak „drugie dno” tej sprawy o którym warto napisać. Rozmawiając wielokrotnie z kolegami polującymi w innych obwodach widzę narastający problem dostępności dla posiadaczy wyżłów do możliwości polowania, w swoich przecież łowiskach. A to poluje się jedynie „zbiorowo”, a to nie można płoszyć grubej zwierzyny będącej w łowisku, a to polowania przekłada się na sam koniec sezonu itp., itd.

Cóż, mało kto ze współczesnych myśliwych ma wyżła, niewielu szkoli swojego pupila i wykorzystuje w realnym łowiectwie, a do tego ci nieliczni zniechęcani są na różne sposoby w swoim środowisku. Spotykają się z niewidzialnymi barierami, tworzonymi przecież nie bez głębszej przyczyny, przez większość, nie mającą chęci czy możliwości polowania na pióro, za to źle znoszącą cudze sukcesy. Kynologia łowiecka w Polsce upada z powodu braku systemowego wsparcia, a nawet wręcz na skutek systemowo działającej od dziesięcioleci destrukcji. Nie wolno jednak nie widzieć tego uciążliwego czynnika ludzkiego, który działając na zasadzie przysłowiowego psa ogrodnika, topi ten wątły płomyk tlącego się jeszcze tu i ówdzie ludzkiego zapału. Warto o tym pamiętać, tym bardziej, że są naprawdę proste sposoby aby problem zniknął z dnia na dzień. Wystarczy chcieć.