Bez pracy nie ma kołaczy – kolejne wyjście w łowisko z Herą i Goranem

Ostatnio, na FB-kowych stronach dedykowanych myśliwym pojawiły się obrazy z polowań na grubego zwierza u naszych zachodnich kolegów. Imponujące pokoty, liczny udział psów ubranych w malownicze kamizelki – robią wrażenie. Wśród psów które widzimy na zdjęciach sporo wyżłów.

Jednak – szczerze mówiąc – trochę mnie to martwi. Czy przy obecnych stanach zwierzyny grubej, realne zapotrzebowanie łowiectwa nie przekieruje wyżłów do polowań na grubego zwierza? Czy wielki wysiłek minionych pokoleń myśliwych i hodowców, finezyjne wyselekcjonowanie i wyszkolenie wyżłów do pracy polowej nie zniknie pod naporem realnego zapotrzebowania współczesnych myśliwych, osadzonego przecież na realnym potencjale współczesnych europejskich łowisk? Mam głęboką nadzieję, że tak się nie stanie.

Ponieważ sama nadzieja zwykle nie wystarczy do zatrzymania czy choćby zwolnienia nieubłaganego biegu realnego życia, pokazuję uparcie obrazy z polowań na ptactwo. Myślę też, że warto zadbać o utrzymanie „łowieckich” stanów zwierzyny drobnej, bo bez nich, łowiectwo bezpowrotnie ugrzęźnie w swojej „grubej” wersji, grzebiąc wielki kawał niematerialnych wartości zbudowanych przez naszych przodków.

Tym razem parę zdjęć sumujących nasz 3-godzinny wysiłek łowiecki z Goranem i Herą.