„Przedstawiciel – ale czy nasz?” Ad vocem

Pod koniec marca br. na stronie WildMen ukazał się artykuł Redaktora Pawła Gduli zatytułowany „Przedstawiciel – ale czy nasz”.

Autor przedstawił ostrą krytykę powołania Witolda Daniłowicza, jako przedstawiciela PZŁ, do grupy prawnej FACE. Wpis nie wywołał zbyt wielu komentarzy (7) i był jedynie kilkanaście razy udostępniony, jednak zapewne grono czytających tekst było znacznie liczniejsze. Jakość komentarzy trzymała zwykły FB-kowy poziom i dla nich szkoda po prostu czasu. Warto jednak poświęcić trochę wysiłku na napisanie komentarza do artykułu, z myślą o milczącej jak to zwykle bywa większości.

Na początku parę słów wyjaśnienia. Po pierwsze, znam osobiście Witolda Daniłowicza z wielu wspólnych eskapad łowieckich i zapewne jeszcze nie raz będę miał okazję do wspólnego z nim przeżywania łowiectwa. Obaj lubimy polowania z wyżłami na ptactwo i nadchodzące sezony pozwolą, a przynajmniej mam taką nadzieję, na niejedno spotkanie w łowisku. Po drugie, co ważne w kontekście tematu, nie podzielam większości jego poglądów na przyszłość łowiectwa w Polsce, co nie przeszkadza mi z wielką uwagą czytać jego opracowania, szczególnie te dotyczące zagadnień prawnych. Jestem głęboko przekonany, że do tej pory nie ukazało się na polskim rynku wydawniczym ciekawsze, a przede wszystkim równie szerokie, opracowanie zagadnienia prawa do polowania w różnych porządkach prawnych w Europie. Z wielką ciekawością czytuję też jego wspomnienia łowieckie, choć nie podzielam fascynacji brytyjskim podejściem do polowania. Nie jestem również fanem senatora Stanisława Gorczycy czy ministra Dariusza Młotkiewicza, przywołanych w tekście, choć ich również miałem okazję poznać w czasie kilku Intelektualiów Łowieckich organizowanych przez warszawski Klub św. Huberta w Pałacu w Kozłówce czy w prezydenckim zamku w Wiśle.

Dlaczego w takim razie zdecydowałem się na napisanie tego tekstu? Odpowiedź jest bardzo prosta. Sposób argumentowania przez Redaktora Pawła Gdulę nieprzydatności Kolegi Daniłowicza do funkcji reprezentanta polskiego łowiectwa w FACE jest absolutnie nie do przyjęcia. Ponieważ w tekście o którym piszę padały mocne słowa, ja również po nie sięgnę.

Dawno nie spotkałem się z tekstem o równie bolszewickiej argumentacji, argumentacji przywołującej wspomnienia o rozkułaczaniu przez komunistów polskiej wsi, przywołującej wspomnienia o prześladowaniach na różne sposoby osób o ziemiańskim czy tylko „kułaczym” pochodzeniu (przypomnę – kułakiem był gospodarz mający powyżej 50 ha ziemi) czy po prostu osób o innym niż „jedynie słuszny” sposobie myślenia. Przez dziesięciolecia uprawiano w PZŁ podobną jak Kolega Paweł Gdula retorykę, co więcej, przez dziesięciolecia realizowano z wielką skutecznością jedynie słuszny sposób widzenia formuły polskiego łowiectwa, oczywiście z siłą kierowniczą, czyli „naszym” ZG na czele. Skutki takiej postawy widzimy na co dzień w wielu obszarach życia, w łowiectwie może nawet bardziej wyraziście niż gdzie indziej.

Zapewne Kolega Redaktor nie pamięta ale PZŁ zakładali i kształtowali „obszarnicy” i „kułacy”. Zapewne Kolega Redaktor również nie pamięta, że polska tradycja łowiecka, tak chętnie pokazywana współcześnie, jedynie w niewielkiej części powstała w kurnych wiejskich chatach. Może wreszcie warto powiedzieć, że ziemiańskie pochodzenie było fundamentem polskich elit przez setki lat i jego współczesne kontestowanie ma bolszewicki rodowód i liczne negatywne skutki dla Polski.

Zabawmy się w przewidywanie niemożliwej do realizacji współcześnie przyszłości. Jak wyglądałby scenariusz powoływania na stanowisko prawne na poziomie europejskich instytucji łowieckich, w normalnej, nastawionej na merytoryczną efektywność rzeczywistości?

Punkt pierwszy – gremium podejmujące decyzję o nominacji powołuje zespół ekspertów mających ocenić kandydatów zgodnie z przyjętymi i wcześniej ogłoszonymi kryteriami. Nie zdziwię zapewne nikogo, jeżeli napiszę, że elementem koniecznym takich kryteriów byłby zapewne znaczący dorobek kandydata w obszarze w którym będzie działał oraz biegła znajomość języka potocznego, łowieckiego oraz prawnego powszechnie w Europie/FACE używanego.
Punkt drugi – przyjęte kryteria zostają szeroko upublicznione i zapewne nie byłoby błędem, gdyby skierowano też zaproszenie imiennie do osób znanych i kompetentnych w zakresie przyjętych kryteriów.
Punkt trzeci – przeprowadzany jest konkurs w oparciu o dorobek kandydatów oraz przeprowadzoną z z nimi rozmowę. Rozstrzygnięcie konkursu, podające uzasadnienie wyboru, zostaje podane do publicznej wiadomości.

Czy naprawdę chcemy kontynuować w PZŁ „dobrą” tradycję budowania struktur nomenklaturowych, gdzie jedynym kryterium jest wierność jedynie słusznej linii? Czy naprawdę nie nadszedł czas szerokiej rozmowy o łowiectwie w gronie różnych kompetentnych ludzi widzących rzeczywistość z szerszej perspektywy niż perspektywa własnego płota, nawet jeżeli mają poglądy kontrowersyjne czy mniejszościowe? Pamiętajmy, że filarami polskiego modelu łowiectwa jest społeczna/państwowa własność zwierzyny łownej oraz duże obwody łowieckie służące zarządzaniu populacjami. Jedynie słuszna organizacja łowiecka jest tylko techniczną nakładką na ten system i powinna starannie podejść do uzasadnienia sensu swego istnienia. Bez prawdziwie skutecznego sposobu doboru kadry zarządzającej nastawionego na jakość, utrzymanie obecnej pozycji PZŁ w systemie polskiego łowiectwa będzie bardzo trudne.