BŁ 5/2021 – czyżby początek ciekawej rozmowy o łowiectwie?

Na początek muszę się mocno uderzyć we własne piersi – do BŁ zaglądam rzadko, raczej w poszukiwaniu konkretnego tekstu, do ŁP praktycznie w ogóle, i to od paru ładnych lat. Powód? Prosty – płycizna, schematyczne propagandowe treści, niezmieniająca się od lat, czasem dziesięcioleci, galeria autorów. Jednym słowem – nuda.  W poszukiwaniu tekstu W. Daniłowicza ściągnąłem ostatnio internetową wersję majowego numeru Braci i siadłem do czytania. Ku mojemu zaskoczeniu i  radości znalazłem sporo ciekawego materiału. Być może warto jednak zaglądać częściej, bo przecież przestrzeni do w miarę swobodnej wymiany poglądów brakuje w polskim łowiectwie jak przysłowiowego tlenu. Mało, że przeczytałem numer z ciekawością, to jeszcze zmobilizowany zostałem do skreślenia paru słów komentarza.

Żeby zarysować przestrzeń w której chcę się obracać wymienię od razu artykuły które zwróciły moją uwagę i zachęciły do komentarza. Kolejność zgodna z kolejnością w numerze Braci; 1. „Tracimy wielką szansę” Witolda Daniłowicza, 2. „Zmiana obyczajów nie tylko myśliwskich” Andrzeja Tomka, 3. „Dlaczego odszedłem?” Jarosława Czarneckiego.

Pierwszy z wymienionych tekstów porusza, nieustannie wałkowany przez niektóre aktywne środowiska, temat zbyt małej ilości myśliwych w Polsce. Mój komentarz pisany jest z pozycji osoby mającej zupełnie inny pogląd, zresztą wielokrotnie wypowiadałem się w tej sprawie szerzej i z pewnością nie będę powtarzał używanych wcześniej argumentów. Komentuję artykuł z powodu powagi i pozycji jego Autora pozwalającej sądzić, że jest wyrazicielem poglądów szerszego grona osób. Już pierwsze zdanie artykułu kazało wyostrzyć uwagę. Brzmi ono „Jeden z największych problemów polskiego łowiectwa to mała liczba myśliwych. ….”. Jeżeli jedynym argumentem który kryje się za tym stwierdzeniem, zresztą w moim pojęciu będącym bardziej zaklinaniem rzeczywistości niż prawdą o niej, ma być wzrost popularności łowiectwa wniesiony do świadomości społeczeństwa a niesiony zwiększeniem liczby nemrodów, to muszę energicznie zaprotestować. Łowiectwo rekreacyjne, łowiectwo dla pozyskania zdrowego mięsa, łowiectwa płytkie, budowane na formule zabawy i formy spędzania wolnego czasu które postuluje Autor, jest „gaszeniem pożaru benzyną”, że zacytuję autora ostatniego z tekstów o których chcę pisać. Fundamentem retoryki naszych przeciwników, i to retoryki skutecznie docierającej do odbiorców, jest kontestowanie łowiectwa będącego zabawą w zabijanie, łowiectwa będącego rozrywką budowaną na pierwotnych „ciemnych” instynktach. Droga w kierunku łowiectwa masowego, rekreacyjnego, łowiectwa dla mięsa jest drogą samobójczą. Nie oszukujmy się, społeczności rolników, myśliwych czy leśników będą w stosunku do pozostałej części społeczeństwa malały.  Od tego procesu nie ma odwrotu.  Jednocześnie widać bardzo wyraźnie, jak bardzo skuteczne potrafią być dobrze zorganizowane, mające przemyślaną strategię medialną i dobre zaplecze intelektualne mniejszości. Czy nie warto z tej nauki wyciągać wnioski dla nas? Czy nawet podwojenie liczby myśliwych w Polsce zwiększy siłę i jakość naszego przekazu? Może jest wręcz przeciwnie?  Tekst zawiera wiele prawdziwych uwag o konieczności zmiany systemu szkolenia myśliwych w Polsce. Trudno się jednak zgodzić na pójście tych zmian w kierunku internetowej zabawy, w miejsce prawdziwej, budowanej na rzeczywistym udziale w zadaniach niesionych przez łowiectwo praktyki. Jeżeli przyszły myśliwy nie znajduje czasu na poświęcenie kilku weekendów na nauczenie się łowiectwa, to jak zamierza realizować swoją łowiecką pasję? Prawdą jest niestety, że współczesne tempo życia, wszechogarniająca rywalizacja, jednym słowem współczesna cywilizacja są niszczące dla wielu młodych ludzi pragnących polować. Czy to ulegnie zmianie? Raczej nie. Szukajmy więc tych którzy potrafią poświęcić jakiś kawałek swojego życia łowieckiej pasji, a myślę, że takich jest niemało. Zainwestujmy w nich wysiłek szkoleniowy, nauczmy ich etycznego łowiectwa do którego ważnych zadań musi należeć udział w zarządzaniu środowiskiem przyrodniczym. Poszukajmy ludzi którzy będą mogli być wizytówkami naszej społeczności, bo nie masa, a jakość decyduje o sile przekazu.

Drugi tekst o którym chcę napisać parę słów to opowieść Andrzeja Tomka o zmieniającym się sposobie życia, któremu towarzyszą wielkie zmiany w ludzkich oczekiwaniach i potrzebach. Opowieść o konflikcie międzypokoleniowym, tym bardziej współcześnie widocznym, im szybciej postępują zmiany otaczającego nas świata. Przywołując obrazy ze swojej młodości i lat dojrzałego życia Autor potrafił pięknie pokazać fundament zmian świadomości współczesnego człowieka, w tym również jego drogę do postaw antyłowieckich. Czytając część wspomnień dotyczącą zajęć dla młodego pokolenia leśników na terenie Puszczy Dulowskiej nie mogłem oprzeć się myśli, że może problem nie tyle polegał/a na szczególnych wymaganiach młodych studentek w stosunku do organizatorów zajęć, co może bardziej na systemie naboru na studia. Może to jest tak, że pierwszy wakacyjny obóz studencki, jeszcze przed rozpoczęciem pierwszego roku powinien być na biwaku w Puszczy czy w Krainie Wielkich Jezior? Czy to nie jest tak, że jeżeli nie każdy powinien zostać myśliwym, to również nie każdy chętny powinien ukończyć studia leśne?  Kończąc, muszę powiedzieć, że z wielką przyjemnością przeczytałem tekst Andrzeja Tomka gdyż pozwolił również mnie przenieść się na chwilę w emocje młodości i pierwszych łowieckich doświadczeń.

Ostatni z tekstów to „Dlaczego odszedłem” Jarosława Czarneckiego. Tekst bardzo dobrze napisany i do tego bardzo odważnie i prawdziwie pokazujący, być może podstawowy problem polskiego łowiectwa. Dla mnie tym problemem jest jakość ludzi i system organizacyjny przetrwały z dawnych lat, który jest pożywką dla tych, z powodu których Autor zrezygnował z łowiectwa.  Warto przekaz Kolegi Czarneckiego zestawić z postulatem wzrostu liczby myśliwych i uproszczenia drogi do łowiectwa. Wnioski same cisną się na usta. Zachęcam wszystkich do zapoznania się z tymi tekstami w majowym numerze Braci.

Zbigniew Ciemniewski