Miot I – aktywny i ciekawy koniec października

Ostatnie piękne dni października sprzyjają aktywności w terenie, co dla Igo i Iskry jest szansą na nowe przygody i naukę. Bodaj w czwartek wracałem ze spaceru w sadzie kiedy okazało się, że Iskra gdzieś się zawieruszyła i nie odpowiada na wezwania. Chwilę poczekałem i zobaczyłem suczkę biegnącą w moim kierunku pomiędzy drzewami z czymś sporych rozmiarów w pysku. Przywołałem psiaka do siebie i ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu zobaczyłem, że Iskra klasycznie aportuje dużą słonkę. Przywołałem suczkę bliżej i dostałem przepisowo ptaka do ręki. No, może nie do końca przepisowo, bo bez siadu ale za to bez szarpaniny czy droczenia się o własność takiej zdobyczy. Ptak był świeży i jeszcze ciepły. Trudno powiedzieć co skróciło jego życie. W każdym razie los się do mnie i piesków uśmiechnął dając wspaniałą okazję do naturalnej nauki aportu, i co może ważniejsze, sprawdzenia naturalnych do niego predyspozycji. Ten egzamin Iskra zdała celująco podobnie jak po chwili jej brat, co udokumentowałem na zdjęciach.

Ponieważ szczeniaki aż kipią od nadmiaru energii i siły postanowiłem wybrać się z nimi do łowiska. Co prawda spędzają dużo czasu na spacerach wokół domu, również na spacerach w lesie ale nowe doświadczenie z pewnością jest im potrzebne. Zapakowałem ekipę do samochodu i ruszyliśmy na łąki nad Pszczynką o których wielokrotnie pisałem. Teren jest trudny ze względu na pasy nie koszonych łąk i nieużytki nad rzeką ale za to ciekawy, gdyż stojąca jeszcze w polu kukurydza wabi dziki oraz daniele które dopiero zakończyły bekowisko ślady którego spotkałem w wielu miejscach. Pobuchtowane w wielu miejscach łąki, leża od danieli i saren w trawach oraz prawdziwe autostrady w kierunku pól zapowiadały prawdziwą ucztę dla węchu szczeniąt. Bażantów nie spotkaliśmy tym razem ale za to spod szczeniąt, parę kroków od nich, poderwał się dorodny bekas kszyk. Szczęśliwie udało mi się złapać aparatem reakcję Iskry na to zdarzenie. Były też małe przygody w czasie wędrówki ścieżkami zwierzyny nad samym korytem rzeki. Oba szczeniaki wpadły do wody ale nic sobie z tego nie robiły i samodzielnie wdrapały się na dosyć stromy brzeg, otrzepały z wody i pobiegły przed siebie. Szczególnie dumny byłem z Iskry która wpadła tak nieszczęśliwie, że przez moment widać było z nad wody tylko czubek nosa. Suczka bez żadnych objawów paniki dopłynęła spokojnie do brzegu i wyszła na kępę trawy a potem na stały ląd.
Zapraszam na krótki fotoreportaż.