W piękne, słoneczne i nieoczekiwanie ciepłe listopadowe popołudnie wybraliśmy się w typowym składzie na bażanty. Czasu było niewiele, zbliżała się 14.00 ale dobrej myśli, po zapisaniu się u łowczego ruszyliśmy na rozległe nieużytki nad rzeką Pszczynką. Miejsce to nie jest zbyt gościnne dla intruzów ale przychylne stałym bywalcom, wśród których zwykle nie brakuje bażantów. Co z tego wynikło pokazuje krótki fotograficzny reportaż Marty.



Dodaj komentarz